piątek, 4 listopada 2016

Pierwsza vs druga ciąża - trymestr III

Ostatni trymestr jeszcze nie dobiegł końca, ale zdecydowanie od 36 tygodnia ciąży kończy się trymestr III a zaczyna oczekiwanie na poród. Tak można określić ostatnie tygodnie ciąży. Cały trzeci trymestr jest ciężki do opisania.




1. Samopoczucie 

W trzecim trymestrze czułam się i świetnie i okropnie. W zasadzie nie mam jakoś szczególnie jak porównywać swoich dwóch ciąż z tego okresu. W pierwszej ciąży ponad połowę trzeciego trymestru spędziłam w szpitalu z kolką nerkową, modląc się aby przeszła, brzuch się w końcu obniżył lub żebym urodziła i prosząc położne o coś na ból gdy już nie mogłam wytrzymać. W zasadzie mało spałam i byłam wykończona. Teraz często wstawać trzeba było do dziecka i do łazienki, ale w zasadzie było to dla mnie normalne. Dużo dawało wstawanie do dziecka przez męża - niestety mój wielki brzuch był utrapieniem przy dawaniu picia w nocy, zmianie pieluszki czy po prostu spaniu z synkiem w jego łóżku. Z typowych dolegliwości zgaga wróciła na swoje miejsce i nie odpuszcza do dziś. Co wieczór praktycznie puka do moich drzwi. Nie ważne co i jak jem czy piję, ona i tak jest. Mniej problemu jest ze wzdęciami - tych prawie nie mam, a pierwszą ciążę pamiętam, że prawie całą miałam. Niestety żylaki nóg, pachwin i czego tam jeszcze nieźle dały mi się we znaki. Nogi mi osłabły, pachwiny ciągnęły niemiłosiernie, a leżenie z nogami uniesionymi wyżej było niemalże niewykonalne przez wielki brzuch. Bóle pleców - norma w chyba każdej ciąży, o tym już pisać nie trzeba. Najgorzej było znaleźć taką pozycję aby nogi odpoczęły i żylaki nie paliły a brzuch nie dusił mnie. Jakoś się to udało, choć ilość poduszek z jaką teraz śpię jest zadziwiająca.

2. Zachcianki ciążowe 

W ostatnim trymestrze zaczęłam jakieś mieć, ale nadal nie są tak mocne, żebym kazała mężowi jechać do sklepu. Na dobrą sprawę często mam ochotę na napoje gazowane i staram się ich unikać, bo potęgują przecież zgagę. Poza tym warzywa, owoce są ciągle na topie, mniej nabiał i mięsa. Jedynie zjadłabym jakieś wypasioną pastę czy pizze (a nie przepraszam, po ostatniej pizzy miałam zgagę jak smok wawelski więc unikam jak ognia). 

4. Obawy

Coraz bardziej obawiam się porodu i coraz bardziej się z nim godzę, że jaki będzie taki będzie byleby dziecko było zdrowe. Teraz obawiam się najbardziej rozłąki z naszym synkiem. Obawiam się jak poradzą sobie dziadkowie gdy my z mężem będziemy rodzić. Jak synek zniesie moją nieobecność i jak ja ją zniosę, bo chyba nawet bardziej obawiam się tego jak mocno mogę za nim tęsknić. Zresztą obaw jest pełno. Od tych poważnych do tych najbardziej trywialnych. Boję się jak poradzę sobie jako mama dwójki maluszków, jak poradzi sobie mój mąż. Czy będę mieć pokarm, czy poród będzie bez komplikacji, czy trafię na dobre położne, czy się z nimi dogadam, czy pozwolą mi rodzić aktywnie czy dam radę urodzić siłami natury bez znieczulenia i wiele, wiele innych pytań nachodzi moją głowę. Najlepiej byłoby nie myśleć, ale tak się nie da za bardzo.

5. Wygląd

Wreszcie nikt nie posądza mnie o to, że przytyłam. Tylko dziwi mnie, że ludzie słysząc, że poród w listopadzie są zaskoczeni. Wiele osób mówi mi, że ładnie wyglądam w ciąży, że mi służy, że chyba nie męczy mnie ten stan. Owszem męczy, mam go coraz częściej dość, mam takie same dolegliwości jak większość kobiet w tym okresie ciąży, ale po prostu staram się też o siebie dbać. Byłam u fryzjera, byłam u kosmetyczki i staram się chodzić uśmiechnięta, bo co mi z tego, że będę chodziła z marsową miną. Poza tym staram się być aktywna, a bycie mamą dwulatka ułatwia to zadanie. Mam też to szczęście, że nie puchnę, nie nabieram zapasów wody i przytyłam jak na razie 8kg (z czego dwa ostatnie w ciągu tego tygodnia). Pewnie to skłania moich rozmówców do tego by myśleć, że rodzę gdzieś w okolicy nowego roku a nie za parę dni/tygodni. Niestety jeśli chodzi o stan skóry to nie zachwyca mnie. I niestety te żylaki ładnie nie wyglądają - podobnie jak rozstępy na brzuchu, ale czego się nie robi dla tego serduszka, które bije pod moim.

 Powoli cieszę się, że ciąża idzie już ku końcowi. Miałam w trzecim trymestrze dużo nerwów, stresu i dużo przyjemnych zdarzeń. Myślę, że bycie aktywną, spotykanie się z ludźmi i bycie na obrotach ułatwiły mi przebrnięcie przez te ostatnie tygodnie ciąży. Teraz już tylko myślę o dniu, kiedy dzieciątko zechce wyjść do nas z brzucha. Czekam z niecierpliwością i z wielką obawą. Boję się zwyczajnie jak przebiegnie poród, boję się o zdrowie dziecka i swoje. Obawiam się jak zmieni się znów nasze życie, jak synek zareaguje na maleństwo i jak ja poradzę sobie w roli podwójnej matki, a mąż podwójnego ojca. I choć już pokochałam to dziecko to boję się połogu i huśtawki emocjonalnej jaką ze sobą niesie. Muszę być dobrej myśli, że może tym razem będzie inaczej. Lepiej. Na razie mam już na tyle dość bycia toczącą się kuleczką, że marzę by tulić maleństwo. Wiem też, że za chwilę będę myśleć o tym, że w zasadzie wolałabym aby jeszcze ta ciąża się nie kończyła, bo będę się bała tego co będzie po porodzie. I taka huśtawka nastrojów, emocji oraz rozterek towarzyszy mi w trzecim trymestrze drugiej ciąży.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz