poniedziałek, 3 października 2016

Syndrom wicia gniazda

Nie wiedziałam czym jest ten słynny syndrom wicia gniazda Przy pierwszej ciąży jakoś szczególnie mnie nie dopadł. W zasadzie nie miał jak, w końcu ostatnie tygodnie ciąży spędziłam w szpitalu. Teraz dopiero dowiaduje się czym naprawdę jest syndrom wicia gniazda. I zaczynam zaskakiwać samą siebie.

wicie gniazda w ciąży, ciąża, syndrom ciąży, wyprawka



Nawet nie skojarzyłam ze sobą faktów, że to są objawy syndromu wicia gniazda. Nagle poczułam przymus wstawiania prania, składania i prasowania. Nie znoszę prasować, a zaczęło sprawiać mi frajdę, że takie ładne te ubrania wyprasowane. Obecnie mam już wyprane wszystkie ubranka na rozmiar 56, wszystkie kocyki, śpiworki, prześcieradła, rożki i kombinezony dla noworodka. Dodatkowo kombinuję jak tu porządnie wymyć wózek i leżaczek-bujaczek. Myślę, że pomoże mi w tym mop parowy, który kupiłam gdy synek zaczął raczkować.


To nie koniec. Nagle zaczęło podobać mi się sprzątanie a przeszkadzać bałagan. Nieumyty kubek, niepościelone łóżko, ledwie widoczny kurz na meblach, uschnięty liść przy kwiatku. Zaczęłam sprzątać, sama z nieprzymuszonej woli. A ja bardzo nie lubię sprzątać. Lubię gotować, lubię piec ale sprzątanie męczy mnie bardziej niż kilka godzin pracy w szklarni. Nie twierdzę, że nie lubię jak jest posprzątane. Owszem lubię mieć czysto, ale zabranie się do sprzątanie wyglądało do tej pory u mnie jak wylot sójki za morze. Zawsze miałam kilka innych ważnych rzeczy i prac do zrobienia zanim zabiorę się za odkurzanie, mycie, ścieranie, układanie. Teraz potrafię złapać za odkurzacz przed kolacją, bo synek akurat wniósł z dworu piasek na dywan. Może nie jest u nas idealnie czysto, ale kotów z kurzu po mieszkaniu nie ganiam. Wiadomo mimo przemożnej chęci sprzątania nie zawsze mam już siły na dalsze zmagania o porządek. Jeszcze tylko widok moich okien przyprawia mnie o palpitacje serca a firanki ewidentnie znudziły mi się i chętnie powiesiłabym w oknach coś nowego, ładnego, innego. Zmagania z myciem okien zastanawiam się, czy jednak komuś nie oddelegować. Posiadam super sprzęt do mycia i w zasadzie mogłabym zrobić to sama, ale zwyczajnie obawiam się, że mogłabym zaszkodzić dziecku.

Poza praniem, sprzątaniem zaczęłam krytycznie patrzeć na ustawienia mebli. Przeszkadza mi, że nie mam nadal stołu, że deska do prasowania nie mieści się tam gdzie bym chciała. Nie podoba mi się witryna w kuchni, którą najchętniej wyrzuciłabym przez okno (ale tego nie zrobię, bo wtedy na podwórzu byłoby szkło i trzeba by było sprzątać, a ja lubię teraz porządek). Najbardziej chyba przeszkadzają mi kartony z ubrankami maluszka. Na moje szczęście już mam część ubranek popranych więc część kartonów zniknie. Przeszkadza mi też to, że łóżeczko stoi w pokoju-pracowni a przewijak nie jest złożony. Ciągle poprawiam się, że jest czas, dużo czasu, kilka tygodni jeszcze. Poskramiam więc swoją naturę i gryzę język, żeby nic mężowi nie powiedzieć o przeniesieniu łóżeczka czy złożeniu przewijaka. Może dlatego ciągle to łóżeczko mi wadzi, bo przy synku nie miałam możliwości przygotowania mu samodzielnie łóżeczka. Leżałam w tedy na kolkę nerkową w szpitalu i cały proces sprzątanie, ustawiania mebli i szykowania kącika dla maluszka spadł na mojego męża. Teraz marzy mi się abym mogła zrobić taki śliczny kącik dla niemowlaka, ale wygrywa u mnie praktyczność - bo za drogo, bo po co ma zbierać kurze a poza tym mogę kupić przez internet jak dziecko będzie już na świecie. Chęć jest duża, ale przy synku pewnych rzeczy wcale nie używaliśmy więc obawiam się czy kupować jak nie wiadomo czy będzie w użyciu. Teraz zdecydowanie zostaję przy opcji kupię jak urodzę i nikt nam nie sprezentuje, ale może to się zmienić.

Syndrom wicia gniazda  objawiał mi się do tej pory jako szał zakupów, latanie z meblami po mieszkaniu i nieobecny, szalony wzrok ciężarnej gorączkowo myślącej to by tu zmienić. Tak naprawdę nie jest taki zły ani szalony jeśli rozum nadal jest włączony. Fajnie jest mieć posprzątane, poprasowane i zrobione. Nie jest tylko zbyt wesoło gdy ma się ochotę przestawiać meble a nikogo do pomocy lub też nikt nie rozumie po co chcę to zrobić. Owszem kiedy przeglądam w internecie przepiękne kąciki maluszka to wzdycham, bo wszystko jest takie śliczne i piękne, że też takie chcę zrobić dla swojego dziecka. Na szczęście na razie mój rozum wygrywa a i stan konta nie pozwala na takie szaleństwa. Poza tym muszę przecież dbać o mojego starszego synka więc na razie zakupy skupiają się na nim. Zaczął tak szybko wyrastać z ubranek, mam więcej prania w związku z przedszkolem, że moje zakupy ograniczają się na nim, środkach do prania i innych potrzebach. A patrząc na to co już mam dla kolejnego dziecka to jestem całkiem spokojna.  Bardzo fajnie jest mieć cześć rzeczy po pierwszym dziecku. Oczywiście nie przeczę, że planuję jeszcze kilka zakupów dla naszego drugiego maluszka, ale spokojnie będą to raczej przemyślane zakupy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz