poniedziałek, 13 czerwca 2016

Pierwsza vs druga ciąża - trymestr I


Każda ciąża, jak i każde dziecko jest inne - to fakt, o którym sama się dowiaduję od początku drugiej ciąży. Czy wiele jest różnic - niekoniecznie, bo objawy i dolegliwości są podobne tylko, cóż w innym nasileniu. Inna jest sytuacja kobiety. Podobno inne są też jej obawy i nastawienie - ale czy na pewno?




1. Czas dla siebie, czas na odpoczynek.

Tym co najbardziej odróżnia pierwszą ciążę od drugiej jest sytuacja. W pierwszej ciąży mogłam skupić się na niej, na sobie, na mężu. Gdy czułam się źle - odpoczywałam. Gdy doskwierała mi senność - po prostu szłam na drzemkę w ciągu dnia. Obecnie nie mam czasu na drzemki, bo przecież mam pod opieką małego, energicznego chłopca. Przez prawie cały dzień w centrum mojej uwagi jest synek. Gdy byłam z nim w ciąży mogłam pospać do późna jeśli miałam chęć - obecnie nie wstaję później niż 7:30 (czasem 8:00 gdy mąż zajmuje się Młodym). Nie mogę powiedzieć mu, że chce jeszcze spać, bo jest jeszcze malutki i sam się sobą nie zajmie a poza tym, ktoś musi zrobić mu śniadanie. Podobnie jest gdy źle się czuję staram się przysiąść, położyć się na chwilę gdy synek bawi się - o dłuższym odpoczynku mowy nie ma dopóki nie wróci mąż lub nie zajmie się synkiem babcia/dziadek/ciocia. Senność na początku pierwszego trymestru w pierwszej ciąży nie wydawała mi się uporczywa , bo zwyczajnie w ciągu dnia kładłam się na godzinną drzemkę. W drugiej ciąży kładę się jak starczy czasu między robieniem obiadu, wstawianiem i wieszaniem prania oraz innymi obowiązkami.

2. Samopoczucie

Na początku drugiej ciąży miałam nadzieję, że pierwszy trymestr będzie dla mnie taki sam lub lżejszy niż był w pierwszej ciąży. Niestety tak nie było. O ile w pierwszej ciąży w pierwszym trymestrze doskwierały mi poranne mdłości i odstręczał zapach czosnku , tak w drugiej ciąży mdłości zaczynały się po godzinie 13.00 i trwały aż do nocy ( a czasem i leżąc o 22.00 w łóżku mdliło mnie z niczego). Mdliły mnie przeróżne rzeczy - zapach kurczaka, sosu, a czasem nawet myśl o jedzeniu. Jedynie w obu ciążach najlepsza na mdłości okazywała się czarna herbata. Podobnie było ze przeogromnym zmęczeniem i sennością. Po całym dniu z Szymkiem lub po pracy i dniu z dzieckiem zasypiałam na stojąco. Wieczorem ledwo synek zasnął, ja szłam się szybko myć i też wskakiwałam do łóżka, zasypiając ledwo kładąc głowę na poduszkę. Poza tym jestem bardziej drażliwa i nerwowa niż w pierwszej ciąży. Myślę, że ma to związek nie tylko z hormonami, ale też zmęczeniem. Ogółem pierwszy trymestr w drugiej ciąży był bardziej męczący i odliczałam tylko dni do jego końca ( a mdłości i tak jeszcze czasem mnie nawiedzają). 

3. Ciążowe zachcianki

W ciąży z Szymkiem nie miałam jakiś szczególnych upodobań kulinarnych. Bardzo smakowały mi jabłka i owoce (ale jabłka najbardziej), jadłam wszystko i jedynie czosnek powodował u mnie mdłości oraz awersję do jedzenia. W obecnej ciąży jem pomidory, sałatki z pomidorami, kanapki z pomidorami i ogółem pomidory rządzą. Zbyt aromatyczne mięso i sery odpadają. Słodycze też jakoś nie ciągną. Owoce owszem smakują, ale różne i najbardziej pomidory oczywiście. Wspólną cechą dla obu ciąż jest silna awersja do kawy. W pierwszym trymestrze nie smakowała mi wcale, a i sam zapach nie był dla mnie miły ( a kawę uwielbiam). Podobnie lek na mdłości to najzwyklejsza czarna herbata.

4. Obawy

W pierwszej ciąży obawiałam się porodu, wagi po ciąży, jak sobie poradzę z dzieckiem, czy będę miała pokarm. W drugiej ciąży boję się, że znów będę miała kolkę nerkową (błagam tylko nie to). Porodu aż tak się nie boję, jeden ciężki przeżyłam to i drugi dam radę a nuż będzie lżejszy. W pierwszej ciąży przybrałam 10kg i patrząc na to jak obecnie kształtuje się moja waga podejrzewam, że będzie podobnie. Oczywiście obawiam się tego czy dam sobie radę z dwójką dzieci, czy Szymek nie będzie zbyt zazdrosny. Boję się też czy będę miała pokarm, choć synka karmiłam piętnaście miesięcy. I przeokropnie boję się, że nasze drugie maleństwo też będzie miało kolki. Obawy są podobne jak w pierwszej ciąży, ale dochodzą do nich kolejne obawy i wątpliwości.

5.Podejście

Oprócz tego wydaje mi się, że moje podejście do ciąży jest inne. Jest ważne czy dziecko jest zdrowe na tyle na ile lekarz może stwierdzić. Podobnie wzruszam się na jego widok w ekranie usg czy słysząc bicie serduszka, a jego ruchy są tak samo niesamowite jak za pierwszym razem. Mam jednak inne podejście do wyprawki - wiem czego potrzebuję a co można zawsze dokupić bez problemu oraz co wcale mi się nie przydaje. Inaczej podchodzę do kwestii płci - siedząc w poczekalni u lekarza nie rozumiem tego przejęcia kwestią co się urodzi, że ona jeszcze nie wie a już chce wiedzieć, któraś narzeka, że raz chłopiec raz dziewczynka jej mówią, że już była na badaniu 3G i nadal nie wie itd. Oczywiście jest też kwestia gdzie rodzić, bo kobiety prześcigają się w opowiadaniach na temat szpitali:  tu to słyszałam to, albo mojej przyszłej bratowej koleżanka kuzynki prawie przez nich nie straciła dziecka, i inne pełne zgrozy opowieści o upiornych, niepomocnych, nieżyczliwych położnych. O niewykwalifikowanym personelu, o tym, że dzieckiem od razu po porodzie kazali się zająć, albo że mąż mógł być tylko w godzinach wyznaczonych... I tyle się nasłuchałam o szpitalu, w którym rodziłam synka, że zastanawiam się czy to ten sam szpital i te same położne, bo ja zadowolona z pomocy przy porodzie jak i z opieki. Myślę, że wszystko zależy na kogo się trafi, jakie ma się wymagania i jaki jest się dla personelu, bo jeśli mam problem i go nie zgłoszę to jak ktoś ma wiedzieć o nim. Czasami jak słucham tych kobiet w ciąży to odnoszę wrażenie, że personel ma za nie urodzić dziecko. I zastanawiam się tylko czy to ja się taka krytyczna zrobiłam, czy one przesadzają. Nie wiem, może lepiej nie oceniać.

Nie zmieniło się jednak moje podejście do otoczenia. Nadal strasznie irytuje mnie pytanie: co będzie? nie wiesz czy nie chcesz powiedzieć? wiecie już czy za wcześnie i inne pytanie odnoszące się do płci - jakby to ona była najważniejsza. Oczywiście są jeszcze stwierdzenia, że teraz dobrze żeby była dziewczyna, oby dziewczyna czy też: teraz to pewnie chciałabyś dziewczynkę. Mało kto zapyta o moje samopoczucie. W zasadzie do czasu gdy w ciąży nie byłam myślałam, że chcę jeszcze mieć córeczkę, jednak gdy już w ciąży byłam przestało mi zależeć, bo i tak kocham to dziecko bez względu na płeć. Jedynie chcę by było zdrowe. To jest dla mnie najważniejsze. Wcale nie martwi mnie, że może być drugi chłopiec - wyprawkę już praktycznie mam, wprawę w higienie chłopca też i ogółem nic strasznego, a Szymon miałby braciszka, z którym później mógłby się bawić. Jak będzie dziewczynka to ucieszę się tak samo jak z chłopca, bo wyprawkę już praktycznie mam (ubranka po Szymku i po dzieciach z rodziny), podobnie jak pewne doświadczenie w byciu mamą. Na szczęście nikt nie pyta czy wpadka czy planowane (przynajmniej mnie nie pytał, a męża chyba tak). Odpowiedź moja jest taka: w związku nie ma czegoś takiego jak wpadka - kochamy się więc zawsze może być z tego dziecko.


Ogólnie druga ciąża jest podobna do pierwszej, tylko zmienia się sytuacja, podejście i ewentualnie dolegliwości. Znam kobiety, które drugą ciążę przechodziły identycznie jak pierwszą jeśli chodzi o objawy a także te, których wszystkie ciąże były od siebie różne. Mam tylko nadzieję, że ostatni trymestr drugiej ciąży będzie inny (lepszy) niż w pierwszej. Mam nadzieję, że uniknę kolki nerkowej, problemu ze skurczami podczas porodu ( a sam poród będzie przez to lżejszy, choć nie łudzę się, że uniknę bóli z krzyża) oraz hemoroidów po porodzie. Ciekawe jaki będzie drugi trymestr, podobny czy diametralnie różny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz