poniedziałek, 6 czerwca 2016

Gdy serce staje...

Są takie momenty w życiu kobiety, że serce przestaje bić, oczy zachodzą mgłą lub tryskają łzami, z piersi wydobywa się głuchy jęk, a czas zatrzymuje się... Różne są tych momentów powody. Ja miałam ich w ostatnim czasie kilka i nie każdy był przyjemny. 




Czasami bywało, że to złe zatrzymywało mi krew w żyłach czy sprawiało, że byłam bliska napadu paniki. Na szczęście więcej wspominam chwil przyjemnych. Takich, w których ktoś polał miód na moje serce a duszę aniołki podniosły prawie do nieba. 

Pierwszy moment gdy wstrzymałam oddech a moje serce biło w trybie stresowym był podczas drugiego usg w ciąży. Patrzyłam usilnie w skrawek ekranu USG i czekałam, aż w końcu usłyszę co będzie. Czy jest tam nasze dziecko, czy jest ono położone w dobrym miejscu a co najważniejsze czy jego serduszko bije. Kiedy lekarka potwierdziła prawidłową ciążę i bijące serduszko - ogromny kamień spadł mi z serca a ja odetchnęłam z ulgą. Wtedy też z wielką ulgą i radością przekazaliśmy najbliższej rodzinie wieść o kolejnym maleństwie. 

Drugim momentem, który zapadnie mi na całe życie w pamięć była pierwsza komunia św. mojego chrześniaka. Gdy widziałam, jak pięknie ubrany w białą albę idzie z darami do ołtarza byłam pełna dumy i radości, że mój maleńki staje się powoli całkiem dużym chłopcem. Jednak moment gdy przyjmował pierwszy raz w swoim życiu komunię sprawił, że do moich oczu napłynęły łzy wzruszenia. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale był to dla mnie bardzo ważny dzień. Może dlatego, że przyjmując obowiązki matki chrzestnej ten maleńki bobas stał się w pewnym sensie moim dzieckiem. Wiem tylko, że wzruszenie zatrzymało mi bicie serca i zwilżyło oczy.

Trzecim momentem, który był dla mnie najcięższym, najtrudniejszym i bardzo ciężkim doświadczeniem psychicznie był pewien majowy tydzień i jedna majowa noc. To chyba jedno z moich najgorszych wspomnień, najbardziej poplątanych myśli i najbardziej skrajnych emocji jakie doświadczyłam. Był to czas niepewności i strachu. Niestety przypadł akurat w tak cudownym i ważnym czasie jakim jest ciąża, ale mam nadzieję, że stres związany z tym nie wpłynął na nasze maleństwo. Na szczęście po jednej z najgorszych nocy udało mi się pozbierać i powoli wszystko naprawia się. Dodam tylko do tego, że depresje, chandry, załamania nerwowe to świnie a plus szalejące ciążowe hormony to prawdziwe dziki.

Czwarty moment to najsłodsza i chyba najbardziej radosna chwila w byciu mamą jaką doświadczyłam ostatnio. (Nie oszukując się, takich momentów są dziesiątki i tysiące w życiu matki, ale na ten czas to dla mnie taka słodycz i miód na serce, że aż się rozpływam) Szymon w ostatnim czasie na nowo zaczął domagać się nad ranem spania z nami w naszym łóżku. Widać taką ma potrzebę a dopóki śpi nam się razem całkiem dobrze zgadzamy się na wspólne spanie. Jednego poranka nasz synek otworzył oczka, spojrzał na mnie a potem na męża i poważnym tonem oświadczył tacie: "Kocham mamę" po czym zawstydzony szybko objął mnie za szyję i wtulił buźkę w mój policzek. To było takie szczere i spontaniczne z jego strony, takie niczym niewymuszone, że było to jedno z najpiękniejszych "kocham" w moim życiu. 

Piąty moment wystąpił dwa dni po miłosnym wyznaniu synka i też był dziełem naszego dziecka. Szymek wieczorem przy kolacji zaczął tłumaczyć, że "mama tati" (mama jest taty), "mama cacy" i na koniec dodał: "mama pekna" (mama jest piękna) - tak zdecydowanie potrafi prawić komplementy, bo poczułam się wtedy jak milion euro :) Ostatnio coraz częściej zaskakuje nas zdaniami i wyrażeniami oraz umiejętnością powtarzania różnych słów.

Ostatni bardzo przyjemny i radosny moment był w minioną niedzielę, gdy spotkaliśmy się całymi rodzinami z moimi braćmi na nadmorskiej plaży. Wspaniałe to było spotkanie i widok naszych wspólnie bawiących się dzieci, naszych zabaw z nimi. Radość z zimnej morskiej wody chlapiącej stopy i rozgrzanego piasku, nie zapominając o urywającym głowę wietrze. I tak było wspaniale.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz