poniedziałek, 23 maja 2016

Halo, to ja... i nasze Nowe Życie

Zniknęłam. Zniknęłam z internetu na długi czas. Właściwie na dwa miesiące. Dwa miesiące temu wylogowałam się i skupiłam się na rzeczywistości. Internet został odrzucony i służył głównie płaceniu rachunków oraz sporadycznym zakupom. Jaki był tego powód? Bardzo prosty - Życie tego wymagało - i zabrakło mi czasu.




Wiem, że brak czasu to nie wytłumaczenie. Wiadomo odpowiednio planując swój czas można zrobić bardzo dużo lub jeszcze więcej. Czyli źle dysponowałam swoim czasem. Otóż nie, dysponowałam nim najlepiej jak umiałam, bo od pewnego marcowego dnia moje priorytety uległy dużej zmianie. Właściwie nie same priorytety, bo pisać nadal bardzo chciałam a tyle wybierałam to, co w danym momencie było ważniejsze od wszystkiego - życie. Poza tym wiosna jest bardzo wymagającym czasem w ogrodnictwie więc dużo swoich sił oraz czasu skupiłam właśnie na pracy.  Dodając dwa powody plus jeszcze ogólne zniechęcenie, które złapałam po spędzaniu większości czasu na promowanie niż na pisanie bloga wyszło co wyszło. Nie będę się jednak skarżyć jaki to ciężki los blogera. Po prostu tak potrzebowałam, chciałam odetchnąć, musiałam skupić się na pracy a resztę wymusiło ode mnie Życie...

Tak, tak, Życie potrafi mocno zmienić priorytety, zmusić do zatrzymania się, do zwolnienia czy też zawrócenia. Z życiem nie można dyskutować, życie bierze to co potrzebuje i wyraźnie daje znać, że coś mu się nie podoba. Życie płata figle. Życie pokazuje kto tu rządzi. Życie z Tobą nie dyskutuje, ono żąda, nakazuje i tupie nogą. Każdy wie, że z Życiem nie wygra, bo to ono jest najważniejsze ... a co dopiero Nowe Życie!

W moim przypadku wiadomość o Nowym Życiu była radosna i przepełniona wieloma obawami. Niestety, Nowe Życie jak to życie spłatało figla więc były podejrzenia, obawy i niepewność. Potem jakiś chochlik wdarł się w moje wyniki badań i musiałam zrobić kilka nadprogramowych. Na szczęście wszystko z moim zdrowiem jest dobrze więc nie muszę obawiać się o swój organizm i nasze Nowe Życie. 

Cóż niestety jak wiadomo początki Nowego Życia bywają trudne i burzliwe. Tak też było w moim przypadku i pierwsze tygodnie z Nowym Życiem były dla mnie wyczerpujące. Na tyle, że każdą wolną chwilę (i tą mniej wolną też) spędzałam na odpoczywaniu i spaniu. Właściwie kładłam się spać razem z Szymonem, a raczej zaraz po nim. Bywały dni, że o 20:30 leżałam już pod kołdrą i smacznie spałam. O ile rano Nowe Życie nie dawało mi w kość, o tyle po godzinie 13:00 pokazywało kto tu rządzi i na co ma ochotę a raczej na co ochoty nie ma. Kuchnia nie była już przyjaznym dla mnie miejscem, Nowe Życie tak stwierdziło. Na szczęście Nowe Życie po paru tygodniach nieco odpuściło i tylko wieczorami jeszcze tupało nóżką jak wchodziłam do kuchni. To były niesamowicie męczące i wymagające tygodnie - jak tu można było nawet pomyśleć o pisaniu skoro Nowe Życie nie chciało słyszeć o jakimkolwiek siedzeniu przy komputerze.

Obecnie jakoś się z tym Nowym Życiem pogodziliśmy. Już mnie tak nie męczy, nie chodzę jak zombie ze zmęczenia ani nie pokładam się w każdym możliwym miejscu, nawet nie szukam już sypialni po omacku. Poza tym Nowe Życie stwierdziło, że jednak kuchnia to całkiem przyjemne miejsce i choć wrażliwe jest na zapachy to bardzo lubi pomidory więc mogę je jeść ile tylko chcę (w zasadzie ile chce Nowe Życie). 

Z mężem cieszymy się z tego naszego Nowego Życia. Mam nadzieję, że Szymon też się cieszy. Oczywiście mamy pełno obaw czy podołamy i co się zmieni, ale wiadomo, że trzeba wszystkiemu stawić czoła dla dobra dzieci. 

Na koniec dodam tylko, że nasze Nowe Życie ma pojawić się na świecie w listopadzie tego roku a do tego czasu rozgościło się pod moim sercem i stanowczo pokazuje kto teraz rządzi.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz