środa, 9 grudnia 2015

Matka razy trzy

Od zawsze lubiłam duże rodziny. Od zawsze (chyba) marzyłam o własnej dużej rodzinie. Trójka dzieci to tak musi być, bo przecież nas było troje i było super. No prawie, bo zawsze brakowało mi siostry. Dobrze, że mam fajne bratowe to przynajmniej teraz mam namiastkę posiadania sióstr. Mój M. też zawsze marzył o dużej rodzinie, takiej jak jego, czyli piątce dzieci...

Ostatnio mieliśmy z mężem okazję przekonać się jak to jest z trójką dzieci na raz. I to nie na parę godzin, a parę dni. Historia taka, że brat przywiózł swoje dzieci na pięć dni do nas i dziadków żeby się nimi zaopiekować, gdy jego z żoną nie będzie. I nagle w domu mieliśmy trójkę dzieci w wieku 5lat, 3,5roku oraz 14 miesięcy.

Całkiem wesoła gromadka z nich była, choć obie z babcią byłyśmy zaangażowane w opiekę. Bratankowie byli grzeczni i w zasadzie nie sprawiali większych problemów, na koniec pobytu widać było, że już bardzo tęsknią za rodzicami. 

Teraz już wiem jak to byłoby mieć trójkę dzieci. To nie tylko zimna kawa i brak czasu dla siebie. To była ciągła gonitwa, bo jedno chce jeść, drugie pić a trzecie spać. Potem trzeba zrobić obiad, wyjść na spacer, bo moje najmłodsze bez spaceru w dzień zmienia się w rozzłoszczonego bobasa. Gdybym była sama byłoby już totalnie ciężko. Na szczęście była babcia. Moje dziecko było zachwycone starszym rodzeństwem, od rana wołało dzidzi, dzidzi. Z pojawieniem się nowych obowiązków przy starszakach zniknął problem nudzącego się Szymka. Synek był tak zaaferowany zabawą z kuzynostwem, że już nie potrzebował mamy aby z nim się bawiła. To był super odpoczynek. Momentami w ciągu dnia, które najbardziej wymagały mądrej organizacji były poranki, wyjścia oraz wieczory. Rano trzeba było wstać wcześnie z Szymkiem, posadzić go  na nocnik, przebrać go no i siebie. Niedługo potem budziły się starszaki. Z nimi było lżej, wystarczyło wybrać ubrania i powoli pomóc im się ubrać. I następnie śniadanie - dla roczniaka i dla starszaków. Potem już była zabawa więc przerwa do czasu gdy Młodemu nie zachce się spać. Wyjścia też wymagały strategii, najpierw ubieramy starszaki i babcia z nimi wychodzi a potem ja i na koniec Szymon. Ja się zazwyczaj spociłam a Szymon zezłościł, że dzieci poszły i on też chce. Oj ma charakterek. Wieczory były już prostsze i wyglądały tak: Szymon do kąpieli z tatą a ja szykuję piżamy dla starszaków. Potem Szymek ze mną na cycusia, a mąż mył bratanka. Następnie mąż po umyciu bratanka przychodził usypiać Młodego, a ja szłam pomóc się myć chrześniaczce. Na koniec czytałam bajkę bratankom i gasiłam światło. One zasypiały a my wreszcie odpoczywaliśmy.

Fajnie było się przekonać jak to jest z trójką dzieci. Sądzę jednak, że lepiej mieć te dzieci po kolei niż na raz, a i wiadomo swoje dzieci lepiej się zna. Choć staramy się z naszym rodzeństwem często spotykać i nawiązywać więzi rodzinne między naszymi dziećmi to wiadomo, że nikt nie zna lepiej dzieci od ich rodziców. Właśnie największą trudność w opiece nad trójką, a dowiadywanie się co lubią, jak lubią itd. Szymon był w tym czasie cudownie grzecznym i o wiele mniej absorbującym dzieckiem. 

Niedługo po pobycie bratanków do naszego domu znów zawitały dzieci w podobnym wieku. Tym razem z moją kuzynką i ciocią. Znów Szymek był o wiele mniej absorbujący i znów zaskakiwał mnie tym jak szybko próbował naśladować dzieci. Rozczuliło mnie to jak głaskał kuzynkę, robił jej cacy i tulił się oraz jak razem z nią bił brawo. 
Już kiedyś zauważyłam tak teraz utwierdziłam się w przekonaniu, że dzieci mają bardzo dobry wpływ na Szymka. On do nich lgnie i szybko papuguje co tylko może. Po pobycie dzieci u nas zawsze Szymek zaskakuje nas nowymi umiejętnościami. Po listopadzie spędzonym w dużej części z dziećmi mój synek zrobił się żwawy i ruchliwy jeszcze bardziej. Wchodzi sam na kanapy czy po schodach, coraz częściej chodzi za jedną rękę, układa klocki, bawi się autami i książeczkami w inny sposób niż do tej pory. Aż nadziwić się czasem nie mogę jak duże postępy zrobił w tak krótkim czasie. 

To tylko utwierdza mnie, że Szymek powinien często spotykać się z innymi dziećmi. Szkoda, że nie było okazji do oddania go do żłobka, ale jak tylko będzie można to na pewno pomyślimy nad opcją żłobka lub wczesnego przedszkola. Zostaje jeszcze temat powiększenia rodziny, ale na to przyjdzie jeszcze "odpowiedni" czas. Teraz podziwiam wszystkie mamy, które mają więcej niż jedno dziecko. Z jednym jest dużo zajęć i z każdym kolejnym coraz więcej. Teraz zdaje sobie sprawę, że jest ciężko z kilkoma dziećmi jednak widzę też jak dużą radość potrafią one wnieść w życie i jak zapełnić dzień. Podziwiam mamusie, które mają kilka dzieci, pracują i jeszcze udaje im się znaleźć czas dla siebie i swoich pasji. Myślę jednak,  że w wychowaniu dzieci powinien (a w przypadku więcej niż jednego musi) pomagać ich ojciec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz