poniedziałek, 9 listopada 2015

5 irytujących rzeczy w ubieraniu niemowlaka

Nigdy nie myślałam, że ubieranie niemowlaka może wywoływać tyle emocji. Co najwyżej wybór co kupić i ubrać gdy tak wiele przepięknych ubranek dla dzieci. A jednak emocje są i to całkiem nie związane z estetyką ubioru dziecka. Oto kilka najbardziej irytujących rzeczy w ubieraniu niemowlaka.
 

1. Za cienko/ za grubo.
Zna to każda matka, bo nie wierzę, że choć raz  nikt nie zwrócił uwagi na ilość warstw w ubiorze waszego dziecka. Sama miałam takie sytuacje, że delikwenta zwracającego mi uwagę na grubość ubioru mojego dziecka prawie mordowałam wzrokiem. O ile na początku chodziłam uśmiechnięta, że widocznie dobrze ubieram moje dziecko, bo nikt nie zwraca mi uwagi, tak z kolejnymi miesiącami Szymka zaczęło się. Jedna sytuacja: czerwiec, chłodny, mglisty dzień z zimnym wiatrem - ubieram Młodego na cebulę, żeby go nie przewiało na naszych peryferiach miasta z zamiarem zdjęcia x ilości warstw gdy dojdziemy do centrum. Oczywiście w ciągu godziny spaceru całkiem zmieniła się pogoda i powoli ściągałam warstwy z dziecka. Spotykam znajomego z córkami na spacerze i on wielkie oburzenie, że chyba dzieciaka chce ugotować, że co to ma być itp. Jeszcze na pewno pod tą bluzką Młody ma bodziaka i ogólnie wyśmiewanie się. Na przykład idealnego stroju pokazał mi swoje dwuletnie dziecko na bluzce z krótkim rękawem. Nie ważna jest różnica wieku i to, że jego dziecko biegało wkoło jak opętane, a moje kilkumiesięczne siedziało prawie nieruchomo w wózku. Oj gotowało się we mnie i miałam ochotę udusić go gołymi rękami. Przemilczałam. Inna sytuacja nie tak dawno w październiku był sobie przymrozek. Rano wychodzimy na spacer z Młodym na pobliskie targowisko, na termometrze były chyba 3stopnie C. Ubieram go moim zdaniem odpowiednio czyli podobnie do mnie (tylko dołożyłam rajtki i grubszą jesienną kurteczkę). Na targowisku od razu spotykam się z dziwnymi spojrzeniami więc myślałam, że po prostu wyszłam wcześnie na spacer, wtem jakaś babka mijająca mnie mówi: "Zmarznie to dziecko". Zdziwiona idę dalej. Staję przy stanowisku ze słodyczami, a tam jak nie naskoczy na mnie obca kobieta: "Gdzie on ma rękawiczki?! przecież on umarznie! Kupi mu pani szybko rękawiczki i kocem nakryje, toż zamrozek jest!" Ze stoickim spokojem mówię, że nie ma mrozu a on ma rękawy, które zakrywają dłonie i jest ciepło ubrany więc koca nie trzeba. Baba znów swoje i mi rozkazuje! Wkurzona pytam: To jak teraz mam mu ubierać rękawiczki i pod kocem trzymać to jak  dziecko w zimie ubierać, chyba że wtedy wcale nie wychodzić z nim, bo mróz, tak?! Do baby nie docierało nic, dalej swoje. Nawet pan ze stanowiska wtrącił, że w Anglii jeszcze cieniej dzieci ubierają i są zdrowe, a ja mam rację, że co w zimie, jak już teraz każe ubierać jak na zimę. Koniec końców zapłaciłam za swoje zakupy i poszłam sobie, a baba dalej się pluła. Teraz sama wystrzegam się jak mogę udzielania "porad" odnośnie grubości ubioru, choć czasem kręcę głową w duchu widząc w październiku dzieci w zimowych kombinezonach pod kocami, ale tłumaczę, że może dziecko chore czy coś. Każda matka zna swoje dziecko i wie najlepiej jak ubrać swoje dziecko, by nie zmarzło ani nie zgrzało się.

2. Tu kaptur, tam kaptur, wszędzie jest kaptur.
Co tu dużo pisać, nie wiem jak jest w dziewczęcej garderobie, ale w chłopięcej zdecydowanie jest za dużo kapturów. Nieświadoma tej irytującej części garderoby na początku kupowałam (odkupowałam) bez zastanowienia czy jest nam potrzebny. Poważnie wszystko potrafi mieć kaptur - pajac, bluzeczka cienka, sweterek, bluzy to już chyba obowiązkowo, kombinezony i kurtki też. Potem ubiera się dziecko i jeden kaptur, drugi kaptur a jeszcze kolejny w kurteczce - plus czapeczka, bo już jesień chłodna - i dziecko głową ruszyć nie może. Poza brakiem ruchu to i jakaś wielka ta głowa, a dziecko oprzeć się wygodnie nie może... Tak zbyt wiele tych kapturów!

3. Rozmiar rozmiarowi nierówny.
Myślałam, że akurat w modzie dziecięcej rozmiary są podobne. Myliłam się. Moje dziecko nosi czasem trzy rozmiary. Często body kupowane w sklepie z art. dziecięcymi musi być rozmiar większe niż to, które aktualnie nosi z sieciówki, a i tu widzę różnicę rozmiarów. Na szczęście powoli wyrabiam sobie miarkę w oczach gdy kupuję stacjonarnie, a kupując przez internet muszę niestety zaufać intuicji.

4. Za szerokie, za wąskie, za długie, za krótkie itd.
Mowa o spodniach i koszulkach. Często jest tak, że w bluzeczkach rękawy są za długie a spodnie za krótkie. To nic, zawsze można ubrać rozmiar większy lub zawinąć. Gorszy problem mamy z szerokością spodni. Szymek ma dość spore udka i przez to np. nie nosi dżinsów ani wielu innych spodni. W domu problem rozwiązują rajstopki, a na wyjścia spodnie dresowe. Niestety często jest tak, że gdy uda są dobre to dół spodni jest tak szeroki, iż przeszkadza Młodemu w raczkowaniu czy próbach wstawania i chodzenia przy meblach.

5. Płacz, krzyk i ucieczka.
Pamiętam pierwsze zmiany pieluch. Nieśmiały płacz. Potem było już tylko gorzej. Podobnie z ubieraniem oczywiście. Krzyk jakby ktoś go ze skóry obdzierał a nie pieluchę ubierał. Płacz, bo położyłam, bo zdejmuję, bo zakładam. Kolejny etap to wiercenie się aby oczywiście ułatwić rodzicowi ubieranie i żeby ta przyjemność trwała długo. Następnie zaczynają się schody w formie ucieczki, bo po co dziecięcia ubierać jak mu dobrze tak au naturel? Pocieszający jest fakt, że koniec końców kiedyś nastąpi etap samodzielnego ubierania się.
              
To moje odczucia odnośnie irytujących rzeczy w ubieraniu niemowlaka. Ciekawa jestem czy możecie coś do tego dopisać?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz