poniedziałek, 7 września 2015

Szymon ma roczek!

Trudno mi nadal uwierzyć, że mam w domu roczniaka. Ten czas tak szybko minął, a przecież dwanaście miesięcy temu, dwa tygodnie przed terminem mój synek postanowił przyjść na świat.



Nasz synek to nasz cud. Ile razy na niego patrzę nie mogę uwierzyć, że ze mnie, mojego męża i naszej miłości powstał tak wspaniały mały człowiek. Szymek jest coraz bardziej rozumny, wesoły, rozgadany. Raczkuje jak szalony i już wstaje przy kanapie. Ma cztery ząbki, dwanaście kilogramów i nosi ubranka w rozmiarze 86. Ma prześliczne, wesołe niebieskie oczka, w których mieszkają wesołe iskierki. Blond czupryna zwraca wszystkich uwagę,  bo każdy myśli, że byliśmy z nim u fryzjera i ma specjalnie modnie ścięte włosy - a jemu tak rosną, boki miał wytarte więc są krótsze, a góra dłuższa układająca się sama na bok. Taki mały przystojniak z niego. I prawdziwy mężczyzna, bo buzi daje tylko mamie, tacie tylko w policzek jak ma humor, a na ulicy zaczepia panie. Z tatą uwielbia się bawić i chodzić na spacery, ale mama to początek i koniec świata. Jest otwarty i w raczej nie boi się nowych osób. Lgnie do dziadków, cioć, wujków a szczególnie do kuzynostwa. Jest naprawdę radosny i dający radość. Owszem jest też wymagający. Nie lubi sam się bawić, musi mieć zachowany swój rytm dnia i oczywiście nadal budzi się często w nocy. Próbujemy oszukiwać go wodą, ale i tak dwa, trzy razy w nocy musi dostać pierś. Nie lubi gdy mu coś zakazuję lub coś przeszkadza mu w zrobieniu tego na co ma ochotę. Początki pełzania to był czas złości i płaczu, bo on chce szybko do celu a tak mu ciężko i trudno. Dał radę, jak zaczął raczkować to po dwóch tygodniach jest tak szybki, że nie nadążam zamykać przed nim drzwi i bramek.


Szymon jest bardzo towarzyski, na widok dzieci pieje z zachwytu, a na spacerach jak wspomniałam lubi pozaczepiać panie, co mnie czasem irytuje gdy jesteśmy z mężem na zakupach, bo mąż wtedy przystaje by Młody mógł poznać daną osobę, która się nim zainteresowała. Poza tym radość u naszego synka wywołuje widok i bliskie obcowanie ze zwierzętami. Psy, koty i kaczki wiodą prym, jednak powoli przekonuje się też do większych zwierząt. Podobnie sprawa się ma z jakąkolwiek formą wody. Czy to fontanna, kałuża, jezioro, rzeka, staw, basen czy woda w wannie lub kranie to naszego synka ciągnie jak magnes i nie da się bez krzyku go odciągnąć.

Nadszedł też już czas, gdy Szymek nauczył się mówić 'Mniam,mniam' i to egzekwować, gdy tylko zobaczy, że mama/tata coś je. Cieszy mnie jego apetyt, ale czasem nie mam już pomysłów na dania dla niego. Staram się nie dawać też mu słodkiego. Jedyny wyjątek to domowe ciasto czy rogaliki z borówkami, biszkopt i herbatnik w wydzielonych porcjach. Na czekoladę i inne łakocie jeszcze przyjdzie czas. 

Szymek lubi bardzo muzykę, gdy coś gra, gdy się śpiewa, jednak jeszcze bajki go nie interesują. Czasem zdarzyło mu się obejrzeć bajkę z kuzynką, ale sam jakoś nigdy nie chce. Co z jednej strony mnie cieszy, bo synek nie 'psuje' wzroku a z drugiej taka jedna bajka czasem pozwoliłaby mi coś zrobić na już. 

Ogółem przez ten rok życia naszego pierworodnego tyle rzeczy się zmieniało. On sam rósł i rozwijał się często nas samych zaskakując. Ja się zmieniałam jako kobieta i jako matka. Mój mąż się zmieniał i nasz związek, nasze małżeństwo, relacje z innymi się zmieniało. Jestem szczęśliwa, że mamy taką rodzinę, że nasz synek jest taki a nie inny. Macierzyństwo daje mi wiele, ale wiele też wymaga. Daje siłę mimo braku snu, zmęczenia, rozdrażnienia. Czasem myślę, że sobie nie radzę. Często się porównuję do innych mam, choć niepotrzebnie. Cieszę się z tego roku i też żałuję, że ten czas tak szybko zleciał. Czasem myślę ile rzeczy mogłabym zrobić inaczej, że popełniłam tyle błędów, ale czasu nie cofnę. Jestem teraz trochę mądrzejsza o te kilka błędów, a z drugiej strony wiem, że gdyby nie one nie byłabym teraz taką matką jaką jestem. Czasem mam aż problem uwierzyć, że ponad rok temu byłam w ciąży, że urodziłam siłami natury i tak strasznie ciężko mi było przez pierwsze miesiące, że połóg był dla mnie traumatycznym okresem a baby blues dawało się mocno we znaki. Nie wiedziałam, że można kochać tak mocno i z każdym dniem jeszcze mocniej, że jestem w stanie tyle znieść i mieć tyle cierpliwości (choć jestem raczej nerwusem).
 Patrząc w przyszłość cieszę się na kolejne lata, na możliwość patrzenia jak moje dziecko rośnie, na jego coraz większą samodzielność i stawanie się coraz bardziej świadomym siebie a jednak trochę smutno mi, że Szymek już nie będzie moją kruszynką, moim kurczaczkiem. 






1 komentarz: