środa, 25 marca 2015

Przyspieszanie rozwoju dziecka

Rodzice, jak nikt inny, chcą zapewnić dziecku wszystko co najlepsze. Chcą zapewnić mu odpowiednie warunki do życia i rozwoju, aby ich dziecko miało jak najlepszy start w życiu. Prawidłowy rozwój dziecka jest dla rodziców bardzo ważny, dlatego czytamy książki, artykuły, poradniki, oglądamy wywiady i słuchamy opinii ekspertów. To jest męczące, zwłaszcza gdy informacje otrzymywane z tych źródeł są sprzeczne lub niepełne. Też bywa to frustrujące, bo skąd mam wiedzieć czy dobrze robię, czy to już i czy moje dziecko nie rozwija się przypadkiem za wolno?


Tak słowo za wolno ma tu duże znaczenie. W pierwszych miesiącach czytałam książki. Mądre poradniki jak wychowywać dziecko, jak powinno się rozwijać, co robić w jakim czasie. Często po prostu tych książek nie doczytywałam, bo zaczynałam się denerwować, że mój syn ma już tyle i tyle a jeszcze tego nie robi. Potem porównywałam jego osiągnięcia z osiągnięciami jego rówieśników (urodzonych w podobnym terminie) i znów się denerwowałam, bo inne dzieci już się przekręcają na brzuszek a mój nie! To strasznie zgubne. Przestałam to robić, bo jak tylko kolki minęły to młody zaczął i się przekręcać, i łapać zabawki, i złościć się, i śmiać w głos, a teraz nagle po niecałych trzech tygodniach od pierwszego samodzielnego przekręcenia na brzuszek mam wrażenie, że ma ochotę pełzać, ale jeszcze tyłeczek ma za ciężki na swoje możliwości. I nie, nie zamierzam go teraz ćwiczyć specjalnie ani w jakikolwiek sposób przyspieszać tego, bo wiem, że gdy nadejdzie odpowiednia pora on to zrobi sam i będzie z tego miał frajdę. 

Zauważyłam jednak, że jest taka tendencja do tego aby pomagać dzieciom w ich rozwoju. Nie neguję, bo jeśli robi się to z głową, w formie zabawy i bez spięcia to wszystko jest jak najbardziej wskazane. Po to przecież powstają zabawki edukacyjne czy książeczki. Tylko często rodzice zaczynają przesadzać z nadmierną chęcią przyspieszenia rozwoju swojego dziecka. 

Spotkałam się ostatnio z opowiadaniem innej matki, jak to poszli do najlepszego w mieście rehabilitanta ze swoim niemowlakiem, bo wg nich za wolno się rozwijał ruchowo. Oczywiście wszystko było z dzieckiem dobrze i fizjoterapeuta tłumaczył im, że każde dziecko ma swój własny rytm rozwoju. Pokazał im też kilka prostych ćwiczeń, które dziecku na pewno nie zaszkodzą. Matka tego dziecka była tak zachwycona, że ten pan tak super im doradził i pokazał jak robić aby dziecko szybciej się rozwijało. Była taka dumna, że jej prawie siedmiomiesięczny bobas już pełza, siada i jest mega ruchliwy, że aż mnie mdliło od jej zachwytów. Oczywiście jak usłyszała, że nasz "dopiero co" półroczniak jeszcze się nie przekręca, nie siada, nie pełza i ogółem na razie to mu kolki minęły to jeszcze bardziej była dumna z tego "szybszego" rozwoju swojego dziecka. Też nam polecała danego rehabilitanta, bo możemy pomóc dziecku i przyspieszyć, ale w sumie po co przyspieszać? Skoro jest na to czas, skoro jeszcze ma prawo tego nie umieć, to jaki jest sens w poganianiu go? To takie wywieranie nacisku na dziecko i nadgorliwość, bo muszą być wyniki. Dziecko otrzymuje tysiące bodźców zamiast miłości, wsparcia i cierpliwości.

Nie neguję pomocy dziecku, gdy tego potrzebuje. Neguję nadgorliwość w przyspieszaniu na siłę rozwoju dziecka. W obecnych czasach jest taki wielki nacisk, aby dziecko wychowywać na małego geniusza. Tysiące poradników i ekspertów mówi nam co mamy robić aby jak najlepiej wykorzystać ten czas, bo dziecko jest jak biała niezapisana kartka. Każdy chce się chwalić jak to ich dziecko już zaczęło coś robić, jak to oni pracują z dzieckiem aby był taki mądry, inteligentny, zdolny i  ogólnie taki do przodu. Taki do przodu, że mu tyłu zabraknie. Czasem niestety to już nie zabawa, czasem to już nie pomoc a już tresura dziecka! I to od samego początku życia na dziecko jest wywierany nacisk aby jak najszybciej się rozwijało. Najlepiej żeby roczne dziecko już umiało płynnie i wyraźnie mówić, czytać, pisać, tańczyć a przynajmniej śpiewać arię operową lub pisać własne kompozycje jak siedmioletni Mozart.

Nie stresujmy dzieci, mają czas na rozwój w swoim własnym indywidualnym czasie. Nie muszą już raczkować, bo raczkuje ich rówieśnik. One nie biorą udziału w wyścigu kto pierwszy, tylko rozwijają się tak jak jest dla nich optymalnie. 

1 komentarz:

  1. Eh mnie dobija, jak ktoś mnie wysyła z dzieckiem do rehabilitanta albo lekarza, bo czegoś jeszcze nie robi... Widzę, ze syn dobrze się rozwija... Widać potrzebuje więcej czasu. Nie ma reguły - niby dlaczego 6-7 miesięczne niemowlę ma siadać? A jeśli siądzie w 8 albo 9 to co? Szkoda słów.

    OdpowiedzUsuń