wtorek, 10 lutego 2015

Zakupoholizm - wersja macierzyńska

Jak większość kobiet  lubię robić zakupy :)
Przeważnie lubię do momentu gdy nie powoduje to u mnie spustoszenia w portfelu.


Idąc bardziej - do tej pory lubiłam kupować, ale tylko wydając na fajne rzeczy małe kwoty,
jedynym wyjątkiem były meble i inne artykuły do domu.
Lepiej nie pytać ile wydałam na firanki ;)


Coś się jednak zmieniło.
Od czasu ciąży się zmieniło.

Początkowo matka jeszcze musiała coś kupić dla siebie,
 a to spodnie ciążowe, jakąś sukienkę na wesele, spódnicę, potem obszerną bluzkę i jakąś tunikę, a i legginsy - poza tym szczęśliwie w rodzinie wcześniej były ciąże i część ubrań ciążowych dostała w spadku.
Kosmetyków już też mniej kupowała, bo żeby nie uczuliło,
żeby dziecku nie zaszkodziło.
Stałym punktem stała się półka z artykułami dla przyszłych mam.

Z czasem jak brzuszek rósł, zaczął się czas kompletowania wyprawki - taka ładna nazwa ukrywająca zakupoholizm matki w wersji usprawiedliwionej.

Godzinami można wtedy przeglądać listy wyprawkowe, zapisywać co kupić.
Potem kolejny punkt - wybieranie.

A wybierać jest w czym!
Jakie łóżeczko, jaka pościel, jakie ubranka, jaki wózek, fotelik samochodowy i inne gadżety.
Potem realizacja - ojć troszkę na koncie ubyło, ale to nic, przecież to dla potomstwa.
(nie wnikając czy rzeczy są z drugiej ręki, kupione czy pożyczone, większości się to udziela ;) )

To jednak nie koniec!

Po porodzie okazuje się, że czegoś brak.
Idzie się do sklepu z listą, a wychodzi z dodatkowymi rzeczami - bo przydadzą się, bo takie śliczne itd.

I to też jeszcze nie koniec!
Dziecko rośnie, ma pełną komodę ubranek.
Matka wychodzi na zakupy takie najpotrzebniejsze i...
...wraca z pieluchami, chusteczkami lub innymi przyda się dla dziecka, 
bo akurat była promocja, a i tak trzeba będzie kupić.

Co gorsza - wybierając się na kawę z koleżanką w galerii handlowej matka nie wchodzi do żadnego sklepu z modą damską, ani perfumerii, herbaciarni, z artykułami do domu, ba nawet do księgarni,

ALE do dziecięcego już zajdzie i wyjdzie z torbą
np. z ubrankami, czapkami, smoczkami lub zabawkami, 
bo była promocja.
(tak, to o mnie)


Inna sytuacja:
Matka jedzie z ojcem na zakupy,
wybiera ojcu fajne ciuchy, dla dziecka wybiera co się spodoba im obojgu nie patrząc zbytnio czy przecenione czy nie, ale dla siebie szuka w tych przecenionych,
 bo przecież i tak np. karmi piersią więc bluzki potem nie będą już pasowały, 
a może jeszcze uda się zrzucić parę kilo po tej ciąży,

...ufff... 

Teraz to ojciec zabiera matkę na zakupy i jej wyszukuje ciuchy ( i płaci).
A matka myśli jak by się tu skręcić do sklepu z rzeczami dla dzieci, bo przecież dziecko niedługo wyrośnie i trzeba by było kupić już coś na 74cm.

Zachodząc do sklepu wielobranżowego, tekstylnego itd.
 bynajmniej każdego z działem dziecięcym - wiadomo matka o niego zahaczy
 i jeszcze coś dla dziecka wypatrzy
 (a jakże na usprawiedliwienie - w promocji), 
jak wypatrzy to już chce kupić,
 jak w szafie już czeka pełen komplet ubranek na 74cm to kupi chociażby na 80cm, 
bo "przecież dziecko tak szybko rośnie".

Na fb ma polubioną stronę komisu dziecięcego i regularnie sprawdza co tam nowego jest,
oczywiście już upatrzyła dla potomstwa stoliczek edukacyjny i pchacz, 
na szczęście komis w innym mieście - za szybko nie kupi.
Idąc tym wywodem dalej na allegro czy olx matka zawsze sprawdzi coś dla dziecka - zabawki, ubranka, książeczki, chusty, nosidła...i można tak wymieniać i wymieniać.

W pewnym momencie jednak matka coś chce kupić dla siebie więc kupuje książki, 
na które i tak nie ma czasu, bo dziecko w ciągu dnia śpi jak zając więc nie zdąży usiąść wygodnie z herbatą a latorośl już się budzi.
(oczywiście miała kupon zniżkowy, w biedronce była promocja tych, które chce przeczytać, a kolejną bo tak sobie umyśliła i wylicytowała korzystnie na portalu aukcyjnym).

Czasami matka zaszaleje i kupi coś dla siebie nie patrząc na cenę,
 bo o wygodę tu chodzi i kupuje... nową bieliznę do kp, ale żeby nie było, że wszystko pod dziecko dokupuje do kompletu majtki - ale co to? 
Producent do tego biustonosza przewidział - zabudowane figi wyszczuplające... 
no ok, nie są aż takie brzydkie ;)

Ciekawi tylko to czy ten stan uwielbiania kupowania, 
ale dla dziecka to tak od zawsze czy dopiero macierzyństwo tak zmieniło kobietę w tą zakupoholiczkę artykułów dziecięcych... :)

12 komentarzy:

  1. Jejku mam tą samą chorobę co ty :) Wychodzę do sklepu po majonez, po czym wracam bez majonezu, ale za to tacham pod pachą 4 paczki pampersów :)

    www.swiat-mimi.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście jeszcze tak nie miałam, żeby nie kupić tego po co wyszłam, a kupić tylko młodemu, ale kto wie co będzie dalej :)

      Usuń
  2. Też tak mam... trafiłaś w sedno ;)
    Zapas chusteczek mam na najbliższe dwa lata, ale jak widzę promocję to nie mogę się powstrzymać :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, chusteczek mam pięć opakowań, a ostatnio zobaczyłam inne w bardzo fajnej promocji i już mnie kusiło, ale pomyślałam o tym zapasie, który już mam :)

      Usuń
  3. też tak miałam, bo te dziecięce takie cudne są ciuszki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, że jak będę mieć syna to mnie ominie szał kupowania mu ciuszków. Myliłam się bardzo ;) nie chcę wiedzieć, co by było gdybym miała córkę - chyba by mi mąż zabronił wychodzić do miasta :)

      Usuń
  4. Ja się chyba troszeczkę ograniczam :) A przynajmniej się staram. Choć ostatnio faktycznie weszłam do Rossmanna po chusteczki higieniczne a wyszłam z chusteczkami nawilżającymi i kaszką dla Małego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ja też się staram ograniczać i strofować się, że przecież ma, jeszcze się nie skończyło, czy na razie nie potrzebne a potem zobaczę coś ładniejszego i nie będę mogła kupić, bo nakupiłam za dużo za wczasu :D

      Usuń
  5. Też tak mam, gdyby tylko mieć nieograniczone środki na koncie. Tak musze się czasem hamować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak nieograniczone środki na koncie spowodowałyby chyba brak miejsca w domu. Też muszę się hamować.

      Usuń
  6. Dziecięce ciuszki są cudne, więc wcale się nie dziwimy :)

    OdpowiedzUsuń