poniedziałek, 16 lutego 2015

Walentynki z dzieckiem

Z każdej strony otacza mnie walentynkowy szał.
Ktoś zapomniał o nich?
Niemożliwe, w każdym miejscu widać serduszka, napisy i wszystko co się z tym dniem tyczy.

Źródło: Internet

Mi też zamarzyła się chwila romantyzmu, a co!
I nie, nie zawieźliśmy Młodego do dziadków,
nie poszliśmy na kolację do restauracji,
na film do kina - tak jakoś na słynnego pana Grey'a ochoty nie mieliśmy,
nie poszliśmy nawet na romantyczny spacer.

Ot zwyczajnie zostaliśmy w domu.
Młody wycałowany jak zawsze, miał dziś długą drzemkę z mamusią - taki bonus walentynkowy ;)
Tatkowi dostało się drobny prezencik, a i tatuś sprawił mamusi "dopieszczacze" czyli coś do kąpieli i do ciała.

A babcia z drobną moją skromną pomocą zrobiła dziś pięć blaszek pizzy dla szanownego dziadka oraz mojego męża - także kolację mieliśmy już z głowy.

Żeby nie było, że walentynki uwielbiamy, ale też nie hejtujemy tego dnia,
co więcej pierwszy raz tak bardzo się nimi cieszyłam, bo jakaś miła odmiana,
ale wracając na te przeurocze walentynki zaplanowaliśmy sobie oglądanie filmu.

Oczywiście, że nie obyło się bez przygód typu marudzenie Młodego, jego problemy z zaśnięciem,
a potem przebudzanie się co chwila.
Nie poddaliśmy się i z drobnymi przerwami film obejrzeliśmy tuląc się do siebie na kanapie.
Świec nie było, bo zapach drażniłby dziecko, ale nastrój nadawało nasze nastawienie.

Byliśmy tak zadowoleni, że spędzamy tylko ze sobą czas,
że robimy coś razem i że jest między nami dobrze, że nie było nam trzeba nic do szczęścia.

Wybór padł na "Anioł w Krakowie".
Oglądając go przypomniało mi się jak tato łaskotał mnie do łez i podrzucał pod sam sufit,
pokazane w tym filmie było zwykłe życie, to że czasem sama natura wystarczy by spędzić wspaniale czas.
Przypomniały nam się nasze pikniki rowerowe nad Welem
 i pomyślałam, że koniecznie musimy zabierać na pikniki Szymka.
.
I przypomniały mi się nasze pierwsze walentynki, gdy pojechaliśmy razem z przyjaciółmi na basen.
Miło jest tak spędzić czas z Ukochanym i powspominać wspólne chwile.

Gdy ktoś zapyta mnie o Walentynki i to czy byłam w kinie lub restauracji odpowiem zgodnie z prawdą,
że mąż zabiera mnie regularnie na randki do restauracji a w weekend nie było filmu,
na który chcielibyśmy się wybrać.
A gdy zapytają o prezent to odpowiem, że dostałam najlepszy jaki może być:

Wspólny spokojny czas z Ukochanym Mężczyzną.

2 komentarze:

  1. My pojechaliśmy z Juniorem oglądać foteliki dla niego, a potem na walentynkową kawę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. I to najlepszy prezent, jaki mogliście sobie dać. Wspólnie spędzony czas.

    OdpowiedzUsuń