sobota, 3 stycznia 2015

Stary rok, nowy rok...

Wszędzie spotykam się z podsumowaniami starego roku i z planami lub postanowieniami na nowy rok.
I zastanawiam się, robić czy nie robić.


Co tu dużo ukrywać ten rok był dla mnie najbardziej przełomowym rokiem w życiu.
Ha, myślałam, że taki był rok 2012 - skończone dwa kierunki studiów, ślub, poszukiwanie pracy...

Z kolei 2013 rok uważałam za rok moich porażek, złych decyzji, kłótni, ogólnie cieszyłam się gdy się kończył.



Jaki był ten 2014 rok?
Jak już wspomniałam przełomowy, jednak nie bez powodu wspomniałam o poprzednim roku, 
ponieważ to właśnie na koniec 2013 roku zaszłam w ciążę, a przeczułam to na imprezie sylwestrowej.
I to było najlepsze co mnie w 2013 roku spotkało,
ach nie zapominając, że założyłam wtedy tego bloga, jako poszukiwanie siebie.

2014 rok minął pod znakiem mojego rosnącego brzuszka,
przygotowań do powitania na świecie potomka,
przygotowań do macierzyństwa,
ukończeniu studiów podyplomowych,
oczywiście pracy i wielu wysiłkach.
W tym roku wiele rzeczy przewartościowałam, 
na inne spojrzałam z innej strony,
musiałam na nowo odnaleźć siebie.
I nadal nie wiem czy mi się to udało...

To był rok radości i niepewności, oraz pytań -
 czy wszystko będzie dobrze, czy spełni się nasze marzenie,
czy podołamy temu wyzwaniu, czy dam radę urodzić, czy podołam macierzyństwu,
czy będę dobrą mamą, jak będzie wyglądał nasz świat po przyjściu potomka na świat.

Wiele było pytań, odpowiedzi już mniej.
Trochę też się działo - nawet więcej niż bym przypuszczała, że będzie się działo gdy będę w ciąży,
bo przez większość czasu byłam aktywną przyszłą mamą,
pracowałam dość długo, chodziliśmy na wesela, byliśmy na koncercie, w teatrze, zwiedzaliśmy, trochę podróżowaliśmy. W czasie mojej ciąży zrobiliśmy więcej niż w poprzednim roku, gdy poszukiwałam swojego zawodowego i życiowego miejsca.

Potem nastał czas bólu - koniec ciąży wiązał się z kolką nerkową,
dość niespodziewanym dla mnie i niezbyt fortunnym porodem,
okropnie znoszonym przeze mnie połogiem.

Aż w końcu nastał czas ciszy, a raczej pogodzenia się z tym wszystkim z czym nie umiałam sobie poradzić po przyjściu młodego na świat. 
Przyszedł czas gdy poczułam się prawdziwą matką,
gdy bezgranicznie pokochałam, gdy miłość do tej małej istotki zalała moje serce.
Przyszedł czas gdy z mężem staliśmy się rodzicami mentalnie,
poznaliśmy nasze nowe role, nowe wyzwania i obowiązki.
Kiedy znaleźliśmy równowagę i odnaleźliśmy siebie.

Koniec tego roku był rodzinny i nieco zwariowany.
Na koniec tego roku w dniu świętej rodziny, ochrzciliśmy naszego syna.
A potem pochorowaliśmy się wszyscy i sylwestra spędziliśmy wygrzewając się w łóżku i pilnując naszego małego Skarbka.

Odnośnie nowego roku, jakie mam plany i oczekiwania?

Hmm, mam nadzieję, że nadal w naszej rodzinie będzie się układać tak jak teraz,
że Szymek będzie rósł zdrowo a ja będę spełniać się roli matki, 
że znajdzie się czas na wakacje, na choćby krótką podróż
oraz wiele innych niewypowiedzianych pragnień.

I ciągle mam nadzieję, że może akurat w tym roku odnajdę siebie zawodowo,
to teraz moje największe marzenie.
Bardzo bym chciała znaleźć swoją drogę zawodową, z której będę czerpać satysfakcję i niekoniecznie wiąże się to ze znalezieniem pracy lecz możliwe, że ze stworzeniem dla siebie pracy.

Oby ten nowy rok był tak samo dobry jak ten mijający :)

5 komentarzy:

  1. Trzymam kciuki za wszystkie plany i marzenia!! Oby podsumowanie za rok bylo bardzo pozytywne!

    OdpowiedzUsuń
  2. Najważniejsze jest zdrowo a reszt się jakoś ułoży - i tego ci życzę :D

    OdpowiedzUsuń