piątek, 28 listopada 2014

Pierwsze podróże małe i duże

Pierwsza podróż dziecka to poród. Niewątpliwie jest to najcięższa i najtrudniejsza podróż każdego człowieka tylko nikt jej nie pamięta. Może i dobrze. Kolejna podróż w życiu tego małego człowieczka, oprócz kursowania z rąk do rąk oraz w szpitalu z sali do sali, to droga ze szpitala do domu.
Podróż ze szpitala do domu rodziców najczęściej odbywa się w foteliku nosidełku, jak je nazywam.
Czasem bywa krótsza, a czasem dłuższa.
U nas było to ok. 20 km i dla mnie była dość stresująca,
a to, że mąż jedzie za szybko, 
albo ktoś inny jedzie za szybko,
a to, że nas wyprzedza lub ktoś wyprzedza z naprzeciwka.
Ot włączyły mi się te tragiczne w skutkach wersje podróży samochodowych, a raczej wypadki, o których codziennie się słyszy lub widzi.

Cóż czasem jestem panikarą.

Kolejne nasze krótkie podróże samochodowe odbywały się do: 
- lekarza,
- dziadków,
- na zakupy ;-)

Nie piszę tu o podróżach Młodego w wózku.

Do tych podroży potrzebne było dobre i bezpieczne fotelik-nosidełko.
My zdecydowaliśmy się na fotelik Maxi Cosi Cabrio Fox .
Jednak nie nowe, ale używane przez jedno dziecko i bezwypadkowe. Różnica cenowa była spora i zdecydowaliśmy, że nie ma co płacić tak dużo za fotelik, który służy niezbyt długo.

Prawda jest też taka, że nie planowaliśmy zbyt długich i dalekich podróży z takim małym dzieckiem.

Nie planowaliśmy, a jednak ostatnio mamuśka spakowała Szymka i siebie, bo bardzo chciała pojechać na bardzo ważne wydarzenie do Gdańska.

Bałam się sama jechać mimo, że Młody dobrze znosił dotychczas podróże (wszystkie grzecznie przesypiał) jednak to nie było  20km jak dotychczas a aż ok. 150 km i ponad 2 godziny drogi.
Zabrałam więc w podróż ciocię Szymonka i wyruszyliśmy w poniedziałek z rana w świat.

Podróż mimo moich obaw minęła szybko, miło i bezproblemowo. Dziecko me raz patrzyło w dal a raz spało.
Udało nam się dotrzeć do celu bez postojów i karmienia.
Moje dziecko ma akurat przerwę miedzy "cycaniem" wystarczającą aby dojechać do Gdańska (oczywiście bez uwzględnienia korków i postojów).

Cieszę się, że ta podróż minęła tak bezproblemowo, bo teraz będzie nam łatwiej pojechać w kolejną podróż i odwiedziny.

Poza tym okazja i powód naszej podróży był nie byle jaki,
bo pojechaliśmy wesprzeć swoją obecnością oraz zobaczyć obronę doktoratu Mamy Laury z oczamimamy.pl

Mamusia posłuchała obrony, zobaczyła wnętrza politechniki i pokazała ją synowi. Może w przyszłości i on śladami wujków będzie studiował na tej uczelni :-) 

Nie odważyłam się tylko wracać tego samego dnia, ponieważ bałam się, że Szymon to źle zniesie  oraz obawiałam się drogi po zmroku.

Ogółem muszę powiedzieć, że nie spodziewałam się takich wycieczek w ciągu pierwszych trzech miesięcy życia mojego malca, jednak było to pozytywne wydarzenie i bardzo się z niego cieszę.

Nie wspominam już o nauce oraz sztuce pakowania siebie i dziecka, bo to temat na oddzielny wpis :-) 

4 komentarze:

  1. Najważniejsze, zachować z tych "podróży" dobre wspomnienia :). Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  2. Pierwsze koty za płoty...dla mnie najgorsze ubrać siebie a potem mala...uffff spocona jak mysz jestem zawsze

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzielny Szymek :) pieknie zniósł pobyt w nowym dla siebie miejscu :) A ciocia dziękuje za takie wsparcie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Obrona Cioci nie mogła przejść niezauważenie. Super, że podróż przebiegła bezproblemowo.
    P.

    OdpowiedzUsuń