wtorek, 28 października 2014

Pierwsze rozstania

Na początku nie wyobrażałam sobie tego, że mogłabym zostawić mojego chłopca beze mnie.
Pierwsze rozstanie na chwilę, było tydzień po porodzie kiedy musiałam koniecznie załatwić coś w banku.
Potem były wyskoki na zakupy, na pobranie krwi i inne drobne rozstania,
 ale nie były one dłuższe niż od karmienia do karmienia.


W ostatnią niedzielę jednak było nasze pierwsze dłuższe niż dotychczas rozstanie.


Odciągnęłam sporo pokarmu na parę dni przed, 
a w sobotni wieczór pakowałam torbę z rzeczami do babci, 
pojęcia nie miałam co się przyda a co nie.
 Efekt : pełna torba od wózka plus torebka z pokarmem, nosidło i kocyk,
 ale teściowa miała wszystko co było jej potrzebne w wystarczających ilościach :)

W niedzielę rano byłam zestresowana jak przed maturą,
zawiozłam Szymka do teściowej,
a babcia tak szybko go zarekwirowała, 
że nawet nie dane mi było dać mu buziaka w czółko, 
co wywołało ukłucie w sercu i lekki żal.
Niestety musiałam już jechać dalej więc tylko wychodząc mówiłam, że mają dzwonić gdyby coś się działo.

Myślałam, że będę ciągle myśleć i martwić się,
ale tak nie było - w końcu nie miałam na to czasu,
 ale też  o co miałabym się martwić (?),
zostawiłam synka babci, która wychowała 5-ciu synów.

Rozłąkę na początku poczułam fizycznie...w piersiach.
Gdy nadeszła pora karmienia czułam jak mnie rwie i musiałam szukać miejsca by móc  użyć laktatora.
Na każdą myśl o swoim dziecku miałam  uczucie przypływu pokarmu,
dosłownie wszystko czułam w piersiach...
Kolejna pora karmienia - znów odezwały się atrybuty matki karmiącej,
ale też już czułam tęsknotę i chciałam mieć swoje dziecko w ramionach,
do tego doszło zastanawianie się czy wszystko jest dobrze
 oraz jak mój biedny synek znosi rozstanie z mamą.

Okazało się, jak to zwykle bywa, że synek zniósł rozstanie o wiele lepiej niż matka.
Bałam się i obawiałam dłuższego rozstania z dzieckiem, 
ale nie taki diabeł straszny jak go malują.

Gdy tylko weszłam do domu dziadków miałam ochotę złapać swoje dziecko w ramiona,
niestety ono smacznie spało i nie chciałam go budzić,
jednak gdy już była odpowiednia pora i miałam swojego synka w ramionach,
nie mogłam się nim nacieszyć,
całowałam, głaskałam, tuliłam, pieściłam...
przelewałam chyba swoją miłość z tych godzin rozstania.

Teraz już planuję wyjście na spotkanie klasowe, na wypad do kosmetyczki, 
bo wiem, że wszystko będzie dobrze,
 moje dziecko nie zginie jeśli przez parę godzin nie będzie mnie przy nim,
a będzie to też dobra okazja by nawiązało więź z dziadkami
 czy też pogłębiło więzi z tatusiem.
Cieszę się, że mam za sobą te pierwsze dłuższe  rozstanie,
 bo mam już więcej odwagi by zostawić dziecko pod czyjąś opieką
 i bez większego stresu załatwić swoje sprawy czy też odpocząć.
Rozstanie  było w sumie wymuszone sytuacją, ale fajnie, że zdarzyło się teraz,
bo sama z siebie jeszcze długo bym wahała się i wstrzymywała z zostawieniem dziecka
 na dłużej niż " od karmienia do karmienia".


A to powód naszego niedzielnego rozstania - pomagamy sprzedawać kwiatki :)

5 komentarzy:

  1. Oj chyba nikt nie przeżywa tych rozstań tak jak mama- a tatusiowie często nawet nie rozumieją czym w ogóle się martwimy ;) Ale takie wyjścia sa dla nas dobre bo możemy pobyć same ze sobą i trochę oderwać się od macierzyństwa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. nominowałam was do Liebster blog aword wiecej u mnie, zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak to właśnie jest, że mamy przeżywają rozstanie gorzej niż dzieci. Ja też się strasznie bałam naszego pierwszego rozstania na kilka godzin i cały czas tylko myślałam, jak się mam mój synek, a on miał się bardzo dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja wyjątkowo nie miałam problemu z zostawieniem synka pod opieką męża. W zasadzie już kilka dni po porodzie chodziłam sama na zakupy czy z koleżanką na kawę. Straszliwie potrzebowałam chwili dla siebie.
    Gorzej było gdy musiałam zostawić dziecko na dłużej niż 2-3 godziny. Niestety dość szybko musiałam wrócić do pracy. Plusem jest to, że nie pracowałam codziennie i często mogłam zabierać Antosia ze sobą. I to był czad. Owszem organizacyjnie dość męczące. Nie karmiłam piersią więc wyprawa gdziekolwiek wymagała zabrania ogromnej ilości rzeczy. Mleko, termos z gorącą wodą, butelki, smoczki itd. Plus za pojemną torbę Skip Hopa, w którą mieściła się też Antka i moja odzież na przebranie. Ile razy przed ważnym spotkaniem na mojej bluzce lądowało coś co nie powinno się tam znaleźć. Zresztą same wiecie jak jest.
    Z czasem zauważyłam, że te całodzienne rozstania są trudniejsze dla mnie niż dla mojego dziecka i przestałam się nimi aż tak stresować. Wracając do domu widziałam uśmiechniętego synka i to było dla mnie najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Też myślę, że byłoby mi trudno rozstać się z dzieckiem na dłużej, ale w sumie wiadomo,że zostaje pod dobrą opieką.
    M.

    OdpowiedzUsuń