środa, 17 września 2014

Poród - jak to było z nami.

Długo zastanawiałam się nad tym wpisem.
Nie byłam i nadal nie jestem pewna czy dobrze robię pisząc o tym.
Myślałam nad tym jak opisać swój poród.
W swoim zeszycie na kartce mam opisany bardzo szczegółowo,
 jednak postanowiłam napisać tylko to co najbardziej zapadło mi w pamięć.


Żeby dobrze opisać zacząć trzeba od ostatniego pobytu w szpitalu, o którym napisałam tutaj, gdzie w poniedziałek miałam robiony test stresowy i odszedł mi czop śluzowy.
Kolejnym ważnym dniem jest czwartek gdy byłam na wizycie u lekarza (o tym jest tutaj).

Po wizycie naszła mnie wielka chęć na hamburgera - po miesiącu na szpitalnym wikcie wcale nie dziwiła mnie taka zachcianka. Kupiłam, zjadłam i wróciłam do domu, a o 22:00 jeszcze jadłam z mężem i moim ojcem lody zabajone - pyszne ;) 

W nocy dokładnie pół godziny przed pierwszą obudziłam się i pomyślałam, że pewnie muszę do łazienki.
Ruszyłam się i nagle zrobiło się mokro, chciałam zacisnąć, ale nic nie pomogło i nadal było słychać syk.
Odeszły mi wody jak na filmach, zapaliłam światło, obudził się mąż i też był w wielkim szoku słysząc, że wody mi odeszły.

W szpitalu byliśmy o 1:30.
zostałam przyjęta na porodówkę, zbadana i położona na sali z dwoma paniami i ich noworodkami.
O 2:00 zaczęły się pierwsze skurcze, od razu regularne i od razu co 5min.
Zostałam podłączona pod ktg i tak leżałam i zaciskałam zęby przy skurczach, po godzinie zapis się skończył ale nikt nie przyszedł, po półtorej godziny sama odłączyłam się od ktg i poszłam poinformować o tym położną, która sobie smacznie spała głębokim snem, było ok 4:30
Położna po informacji, że mam skurcze co 3min, powiedziała, że zaraz przyjdzie mnie zbadać. Zaraz trwało do 5:30 - położna po prostu poszła sobie dalej spać.

O 7:00 była już druga zmiana położnych, od razu zostałam zbadana, miałam 6cm rozwarcia i skurcze co 2-3min., zabrano mnie na salę, zadzwoniłam po męża i dostałam zzo.

Niestety miałam skurcze częste, ale krótkie a dziecko nie chciało się wstawić. 
Było ciężko, położne pomagały jak mogły, zmieniałam pozycje i były momenty, że chciałam aby już dali mi spokój i zrobili cesarkę, której w czasie ciąży się bałam i bardzo nie chciałam.

Jednak udało się, maluszek wstawił się i zaczął się poród.
Skurcze mimo oksytocyny były nadal krótkie i gdy tylko złapałam szczyt do parcia, skurcz prawie się kończył, przez co musiałam przeć bez skurczu, ale z pomocą położnych i męża dzielnie pomagającego przy porodzie udało się i urodziłam naturalnie.

A uczucia gdy zobaczyłam maluszka w dłoniach położnej, moje oczekiwanie na jego pierwszy oddech, a potem jego mokre ciałko na moim brzuchu... tego nie da się opisać.
To wszystko jest magiczne i sprawia, że łzy szczęścia same napływają do oczu :)

Mąż przeciął pępowinę :)

Potem było szycie, bo niestety nie udało się uniknąć nacięcia krocza - i to wspominam najgorzej.

Później razem z mężem i naszym małym wielkim skarbem spędziliśmy jeszcze 2h na sali porodowej, gdzie pierwszy raz dostawiłam małego do piersi i gdzie zdecydowaliśmy się nadać mu imię Szymon :)

Nasz synek zrobił nam wielką niespodziankę przychodząc na świat dwa tygodnie przed terminem,
najważniejsze jednak, że jest zdrowy i silny.

6 komentarzy:

  1. Bardzo fajna historia porodowa! Chciałabym, żeby poszło mi tak sprawnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż nie chciałam by była to przytłaczająca historia z typu jaki to straszny poród miałam (a był b.ciężki i otarło się o cc). Wiele ukróciłam, żeby nie przytłaczać nikogo i też nie przestraszyć. Poród trwał wg zapisu w karcie 9h10min, ale od odejścia wód do urodzenia minęło prawie 12h jednak najgorsze było to że maluszek najpierw nie wstawiał się, a potem zaczął źle się wstawiać, ale koniec końców z pomocą położnej urodziłam i to jest najważniejsze :) o trudach porodu nie zapomina się, jednak one bardzo szybko się zacierają a na ich miejsce wchodzą przepiękne wspomnienia - pierwszy krzyk, pierwszy dotyk...
      Życzę Ci o wiele lżejszego porodu od mojego i przepięknych wspomnień :)

      Usuń
    2. Ostatnio wiele o tym myślę... Sama jestem jedynaczką bo moja mama miała 24godzinny poród... Więc z najbliższego otoczenia wyniosłam przerażające historie ;)

      Usuń
    3. Rozumiem Cię doskonale, moja mama miała pierwszy poród straszny, ale kolejne dwa czyli brata i mnie już wspomina, że były lżejsze. Inaczej bratowa miała pierwszy poród był ok, a drugi był bardzo ciężki. Sama swojego się bałam i też modliłam się aby były takie jak mojej cioci - ekspresowe ;) Na porody nie ma reguły, ale nie masz się co bać, zatrze się to wspomnienie, ja już teraz mam swój poród za gęstą mgłą, pamiętam go, ale bólu już nie, wiem że był, ale gdzieś zgubił się w momencie gdy położyli mi Szymcia na brzuchu :)
      I jeszcze jedno - Twój poród może okazać się całkiem inny niż wszystkie Ci słyszane opowieści więc możliwe, że nie będzie taki straszny i ciężki :)

      Usuń
  2. Na szczescie o trudzie szybko sie zapomina jak tylko Maleństwo ma sie na rekach:) jestem tu pierwszy rz, ale będę zaglądać:) pozdrawiam i zapraszam do Nas:)
    Niezapominajkowa-mama.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam nadzieję, że z czasem pozostaną tylko piękne wspomnienia. Gratulacje!
    P.

    OdpowiedzUsuń