wtorek, 23 września 2014

Połóg - pierwsze 3 tygodnie

Połóg - tak wiele o nim artykułów, a tak naprawdę wiedzy o nim kobieta ma mało.

Dlaczego tak uważam?
Z własnego doświadczenia.

O połogu czytałam może nie tyle co o ciąży i porodzie, ale zawsze myślałam, że jakąś wiedzę mam.
I teraz stwierdzam, że czytanie to za mało.
Dopiero po porodzie gdy rozmawiałam o czasie po porodzie z kobietami z mojej rodziny pozwoliły mi uświadomić sobie,  że każda z nas jest inna, każda połóg inaczej będzie znosić, ale też pozwoliły mi 
upewnić się, że to jak się czuję i co się ze mną dzieje nie jest wielkim odstępstwem od normy ani też czyni mnie złą osobą.

Z przeczytanych mi informacji wiedziałam, że połóg trwa 6 tygodni, 
że w tym czasie będzie mi się goić ewentualna rana krocza ,
że macica będzie powracać do dawnych rozmiarów,
że będę krwawiła, plamiła - jak zwał tak zwał- najdłuższy okres w dotychczasowym życiu,
że może boleć,
że może nastąpić wahanie nastroju czy ogromne zmęczenie.

Nikt nie uprzedził mnie, że będę czuła się tak jak czułam, a czułam się fatalnie.
Emocjonalny młyn dosłownie.

Dla mnie pierwsze 3 tygodnie połogu to okropne wspomnienie.
Nie umiałam dojść do siebie i myślałam, że to nigdy się nie skończy.

Strasznie męczył mnie ból krocza i okropne nacięcie oraz szwy.
Nie mogłam siedzieć, nie mogłam stać ani chodzić i myślałam, że te szwy nigdy się nie rozpuszczą.
Do tego ciągłe podmywanie się i wietrzenie,by przyspieszyć gojenie oraz problemy z hemoroidami nabytymi podczas porodu totalnie dobijały.
(Do tej pory marzę o gorącej kąpieli w jakimś pięknie pachnącym specyfiku lub przynajmniej w pięknie pachnącej łazience)
Wracając do tematu, bardzo źle wspominam nacięcie krocza, jego gojenie się, szwy i problemy z utrzymaniem higieny oraz z podstawowymi czynnościami tj. załatwianie się czy siedzenie. 

Poza tym narastało zmęczenie oraz stres związany z opieką nad dzieckiem, jego krzyki i płacz nie wiadomo czym spowodowany, bo dziecko nakarmione, odbite, przewinięte - czemu nie śpi, czemu utulone nie chce spokojnie leżeć?

A najgorsze były moje emocje. 
Miałam dość, chciałam uciec od wszystkiego.
Miałam momenty gdy żałowałam zajścia w ciążę i chciałam odzyskać swoje dawne życie.
Czułam się przygnieciona rolą matki i bezsilna.

Pierwsze tygodnie po porodzie myślałam, że będą najpiękniejsze, 
ale brutalna rzeczywistość pokazała mi, że wcale tak pięknie nie jest.

Codziennie praktycznie wylewałam łzy,
łzy ze stresu, bezsilności, łzy z bólu, łzy z powodu moich uczuć.

Czułam się samotna i obarczona za dużym obowiązkiem i za dużą odpowiedzialnością na mój stan fizyczny i psychiczny.

Co najgorsze ból i zmęczenie nie były największym problemem.

Największy problem stanowiły moje uczucia i emocje.

Nie wiedziałam co czuję do tego małego człowieczka.
Patrzyłam na niego i zastanawiałam się czy już go kocham lub kiedy go pokocham tą silną matczyną miłością.
Myślałam, że to przyjdzie nagle od razu, a to przychodziło u mnie wolno i stopniowo.
Gdy byłam zmęczona a on płakał z niewiadomych przyczyn miałam ochotę nakrzyczeć na niego, zostawić go i pójść sobie, jednak koniec końców siedziałam, tuliłam go i płakałam razem z nim.
Cóż niechlubnie w tym czasie zdarzyło mi się podnieść głos na tą małą bezbronną istotkę.
Czułam się tak, jakby on mi to specjalnie robił, jakby z premedytacją wydzierał się podczas przebierania i jakiś czas po karmieniu. To było straszne, straszne dla mnie, że nie mam cierpliwości, że nie umiem się nim zająć, że jestem złą matką a najpewniej wcale się nie nadaję do roli matki.

Na szczęście gdy już "odpoczęłam" po trudach porodu i pierwszych dniach połogu, a wszystko pogoiło się na tyle by móc bez większego bólu pójść na spacer zaczęłam też dochodzić ze swoimi emocjami i uczuciami do ładu.

Niewątpliwie na mój stan miały wpływ wcześniejsze perypetie z kolką nerkową - niewyspanie i cierpienia narastające od ponad miesiąca przed porodem, ciężki poród oraz bolesne pierwsze tygodnie połogu i nawracający ból zatok doprowadzały moją odporność fizyczną i psychiczną na skraj załamania.
 Bo czemu mi musiało się to wszystko przydarzyć?
Czemu bólom i zmęczeniu nie ma końca, czemu muszę tyle cierpieć
 a jeszcze moje dziecko cierpi z niewiadomego powodu i nie umiem mu pomóc, 
a jego krzyki doprowadzają mnie do płaczu i mega zdenerwowania.

Wtedy gdy mi mówiono, że to minie i z każdym dniem będzie lepiej, nie umiałam w to uwierzyć.
Myślałam, że u mnie to będzie trwało wieki i z moim szczęściem ciągle będzie coś,
jednak z czasem zaczęło być lepiej. 
Zaczęłam 4 tydzień połogu i  faktycznie jest poprawa. 
Już nie potrzebuję poduszki by móc usiąść, mogę iść na spacer z dzieckiem i gdy wracam nie boli mnie krocze zbyt mocno, wystarcza mi jedna drzemka w ciągu dnia by móc trochę odpocząć a krzyki i ryki mojego dziecka nie działają już na mnie tak strasznie negatywnie jak w pierwszych tygodniach. 

Już nie myślę, że jestem złą matką.
 Jestem po prostu młodą mamą, która jeszcze wiele musi się nauczyć.
Wiem, że jego płacz i krzyki nie są spowodowane tym aby mi dokuczyć i zrobić źle, 
ale wynikają z jakiejś dolegliwości i cierpień mojego dziecka.

A miłość do niego pojawiła się sama nie wiem kiedy :)
Po prostu teraz już nie byłoby życia bez naszego Małego Wielkiego Skarbu.

I teraz już wiem, że połóg to ciężka sprawa, 
nie tylko dlatego, że ból i zmęczenie,
ale masa sprzecznych uczuć, emocje i zmiana życia to coś o czym już się tyle nie pisze tylko ładnie 
nazywa się to baby blues.
Choć bardzo się starałam to nie udało mi się przygotować psychicznie do porodu i do macierzyństwa.
Może po prostu zabrakło mi czasu, bo cały miesiąc spędziłam na walce z okropnym bólem nerki.
A może po prostu do tego nie da się przygotować...

Tak samo jak uczucia do dziecka są czasami sprzeczne a miłość nie zawsze pojawia się od razu.

Trzeba też spojrzeć na połóg indywidualnie,
każda przechodzi go inaczej. 
Dla mnie to był najgorszy czas, ale dzięki wsparciu męża i najbliższych,
pomocy męża oraz radom i rozmowom z bratowymi i kuzynkami,
udało mi się jakoś ten najcięższy czas przetrwać.

Przede mną jeszcze kolejne tygodnie połogu i choć pewnie jeszcze nie raz zapłaczę, teraz wiem,że z każdym dniem będzie lepiej a gdyby coś to umiem już prosić o pomoc :)

7 komentarzy:

  1. Wsparcie najbliższych bardzo pomaga. Prawdą jest, że kobieta zwykle niewiele wie o połogu, o tym, z czym przyjdzie jej się zmierzyć. Dlatego warto o tym pisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wsparcie i pomoc najbliższych jest na wagę złota. O połogu pisze się ogólnikowo, nigdzie nie ma poradnika jak przetrwać połóg i nie zwariować... a w czasopismach wszystko jest takie kolorowo-landrynkowe.

      Usuń
  2. Teraz na pewno będzie lepiej! Wierzę w to z całego serca :) śmiesznie nam się zgrały posty, ja też pisałam teraz o połogu i dobrze Cię rozumiem. Trzymajcie się dzielnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musi być :) dziękujemy i wzajemnie trzymajcie się!

      Usuń
  3. tak, to właśnie to, czego obawiam się najbardziej... połóg to jedna z niewielu rzeczy, o których nie wiedziałam przed ciążą. Jakoś nigdy nie zastanawiałam się co z naszym organizmem zadzieje się po porodzie. Mam nadzieję, że jakoś to przebrnę...

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam, doskonale Cię rozumiem :) pierwsze tygodnie u nas były mega ciężkie. U nas się to trochę przeciągnęło bo mieliśmy kolki 4 miesiące. Teraz z kolei ciśnienie mi Młodociany podnosi jak trzeba go przewinąć, ucieka mi, drze się w niebogłosy jakby pielucha parzyła... Czasem mi już pomysłów brakuje jak go zabawiać ale i zrobić to jak najszybciej :) Nie mogę się doczekać jak nauczy się obsługiwać nocnik :) Tak to właśnie jest, są wzloty i upadki a i tak macierzyństwo to najlepsze co mi się przytrafiło w życiu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem, za bardzo w temacie nie jestem, bo jeszcze tego nie przeżywałam, ale myślę, że to nie jest nic przyjemnego, o czym piszesz.
    P.

    OdpowiedzUsuń