poniedziałek, 29 września 2014

Pierwszy miesiąc nowego życia.

Dziś mija miesiąc odkąd spełniło się moje, nasze marzenie.
Miesiąc od momentu gdy mój świat wywrócił się do góry nogami,
a nasze życie otrzymało nowy sens oraz zostaliśmy obarczeni ogromną odpowiedzialnością.

Miesiąc, miesiąc, miesiąc...

Miesiąc od dnia, którego się bałam i na który tak czekałam,
miesiąc od momentu gdy usłyszałam najpiękniejszy dźwięk i poczułam dotyk, który ma zbawienną moc zabierania bólu oraz wymazywania go z pamięci,
miesiąc od chwili gdy byłam z mężem niesamowicie szczęśliwa.



Tak, równo miesiąc temu spełniło się moje (a raczej nasze) marzenie.
Zostałam mamą, mój mąż ojcem, czyli zostaliśmy rodzicami,
a nasza rodzina powiększyła się o nowego członka - Szymonka.
I od tego czasu staliśmy się nową, pełniejszą rodziną.

Jaki był ten miesiąc?
Zaskakujący.

Początki były i słodkie i trudne.
Pamiętam pierwszy oddech i krzyk mojego dziecka,
jego mokre ciałko na moim brzuszku,
zachwyt i radość męża oraz moje łzy szczęścia,
pamiętam pierwsze przystawianie synka do piersi,
rozczulanie się nad jego urodą, włoskami, usteczkami, bródką, paluszkami, stópkami i ogólnie całym przepięknym malutkim ciałkiem.
Wspominam łzy w oczach mojej mamy gdy witała nas w domu,
oraz przejęcie i uśmiech mojego taty,
zachwyt teściowej i dumę teścia oraz zainteresowanie najmłodszego brata męża.


Po pięknych pierwszych dniach pojawiły się trudności...
Fizyczne zmęczenie, bóle i trudności z ogarnięciem siebie samej, 
wciąż pamiętam gdy myślałam, że moje ciało nie jest moje, że to jakieś zwłoki.
Pamiętam pierwszy płacz z bezsilności, gdy mały miał pierwszy raz okres marudzenia oraz pierwsze kolki.
Nasz pierwszy miesiąc był trudny i wspaniały zarazem.

Przez ten miesiąc uczyłam się swojego dziecka,
uczyłam się nim opiekować, pomagać mu gdy ma kolkę,
uczyłam się nowej, bardzo wymagającej roli,
ale też uczyłam się nowych nieznanych mi uczuć,
miłości do naszego dziecka.
I na nowo uczyłam się samej siebie.

Przez pierwsze tygodnie było mi ciężko, fizycznie i psychicznie.
Jak już pisałam we wpisie o połogu to była emocjonalna huśtawka,
na którą nie byłam gotowa.

Przez ten miesiąc sama nie wiem ile wylałam łez ani ile pocałunków złożyłam na ciałku Szymka.
Teraz wiem, że bardzo go kocham,
a uczucia, które tak powoli rozkwitały na początku,  
z dnia na dzień stają się coraz mocniejsze i głębsze.

W pierwszym miesiącu po porodzie poznałam ten słodko-gorzki smak macierzyństwa.

Co się wydarzyło w ciągu pierwszego miesiąca życia Szymonka?

Wiele rzeczy, których już pewnie nie pamiętam
(tu nasuwa się pomysł by zamiast miesięcy, zacząć opisywać tygodnie aby nic mi nie umknęło i mieć pełniejsze wspomnienia).

W ciągu pierwszego miesiąca nie raz miałam ochotę rzucić wszystko w diabły,
miałam ochotę przestać karmić piersią - teraz nie wyobrażam sobie, żeby karmić mm,
 co więcej ciągle dojrzewam aby ściągnąć pokarm i zostawić Szymonka komuś na dłużej niż godzina.
Nauczyłam się korzystać z pomocy innych oraz o tę pomoc prosić.
Chyba tysiące razy dzwoniłam lub pisałam do jednej lub drugiej bratowej po radę lub aby się wygadać,
a te rady i rozmowy bardzo mi pomogły.


Szymek w ciągu miesiąca urósł i nabrał ciałka,
umie już skupiać wzrok i zaczyna mieć więcej przerw w spaniu.
Niestety pierwszy miesiąc minął też nam na walce z kolkami/wzdęciami naszego Szkraba,
jednak powoli mam nadzieję, że będą mijać i każdego dnia Szymuś mniej będzie cierpiał.

Z dnia na dzień poznajemy się coraz lepiej, 
 coraz pewniej czujemy się jako rodzice,
Szymek rośnie i rozwija się,
a ja z utęsknieniem czekam na dzień, w którym mój synek uśmiechnie się do mnie.

Czasami jak wspominam ten nasz pierwszy miesiąc mam wrażenie, że każdy dzień był taki sam,
jednak były chwile, które na pewno zapamiętam na dłużej...


Powrót do domu, pierwsza noc w domu, pierwsza kolka, pierwsze łzy bezradności, pierwsze wyjście na dwór oraz pierwszy spacer, pierwsi goście, pierwsza kąpiel, pierwsza dłuższa przerwa w spaniu, pierwsze skupione na twarzy rodzica spojrzenie, pierwsza wizyta u lekarza i pobranie krwi.


Ten miesiąc zdecydowanie upłynął nam pod tytułem "po raz pierwszy" zapewne tak samo jak innym świeżo upieczonym rodzicom i ich noworodkom.


Dziś kończy się pierwszy a zarazem zaczyna drugi miesiąc nowego życia,
 nie tylko Szymona, ale i naszego, nowego wspólnego i trudniejszego oraz piękniejszego.

Od dziś nasz synek nie jest już malutkim cichym noworodkiem,
od dziś jest już niemowlakiem, który potrafi pokazać jaki ma głos :)












9 komentarzy:

  1. Cudny post, i na pewno magiczny, choć nie najłatwiejszy czas dla Was... Nie mogę się doczekać aż sama będę mogła napisać coś takiego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już niedługo będziesz mogła napisać wiele na temat swojego dziecka, czas szybko mija :)

      Usuń
  2. Dawno nie czytałam tak ciepłego i przepełnionego miłością wpisu:) Twój Szymuś jest słodkim chłopcem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie, że tak odebrałaś ten wpis :)

      Usuń
  3. Ooj tak, pierwszy miesiąc to radość, ale też nieraz bywało ciężko :) Trzymajcie się ciepło i zdrowo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps nominowałam Cię do Liebster Blog Award. Serdecznie Cię zapraszam, szczegóły w poście u mnie ;)

      Usuń
  4. Kochany chłopczyk. Piękny wpis.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas pierwszy miesiąc był prawie identyczny, z tym, że zamiast problemów z kolkami były problemy laktacyjne. Sama już nie wiedziałam czy kocham mojego synka, wydawało mi się, że on mnie nie kocha i że zasługuje na lepszą matkę. Ubierałam się o godzinie 15, ciągle płakałam a moje myśli kotłowały wokół prania, prasowania, wyparzania i zabiegów pielęgnacyjnych. Myślałam, że zwariuję i że to nigdy nie minie. Karmiłam Franka nieraz po 2-3 godziny, był zadbany i przewinięty a gdy tylko go odkładałam wył wniebogłosy, a ja nie rozumiałam czemu nie może być cichy i spokojny jak inne noworodki. Czasem nawet na niego krzyknęłam z bezsilności, albo karmiłam go tak jakbym robiła mu łaskę tym, że się dla niego tak poświęcam. Teraz już wiem, że miałam za mało pokarmu i mały płakał z głodu. Butla z mm uspokoiła dziecko, ale za to obudziła we mnie straszliwe wyrzuty sumienia, że mój synek przeze mnie nie ma wszystkiego co najlepsze i ma gorszy start niż jego rówieśnicy karmieni mlekiem matki:( próbuję walczyć o pokarm, ale z dnia na dzień jest coraz gorzej, dziecko wyrywa się od piersi z których nic nie leci, więc podaję butlę i tak w kółko. A już najbardziej jest mi smutno, gdy po 4-5 godzinach uda mi się "naprodukować" odpowiednią ilość pokarmu, Franuś zjada ze smakiem a potem wszystko ulewa... i znowu nie przyswaja tego co najlepsze dla jego zdrowia. W kwestii poznawania się najgorsze jest już za nami ale kryzys laktacyjny ciągle trwa i to odbiera mi całą radość z macierzyństwa;/ Takie widać uroki bycia rodzicem - rozterki, rozterki i jeszcze raz rozterki:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Słodziak z niego. Na początku na pewno jest trudno, ale zaś jak podejrzewam to już sama przyjemność.
    P.

    OdpowiedzUsuń