czwartek, 28 sierpnia 2014

Po wizycie u doktora w 38tc

Wróciłam z wizyty u pana doktora. 
Jak już wspomniałam pod koniec ciąży zmieniłam lekarza, ponieważ po tylu pobytach w szpitalu nie byłam u swojej ginekolog prowadzącej od 30tc, a pan doktor jednak mnie w szpitalu badał i przyjmował więc na tym etapie ciąży więcej wie.

Powodem mojej dzisiejszej wyprawy był nawrót boleści związanych z kolką.
Na szczęście jeszcze nie tak mocnych, ostrych i gwałtownych.


Cóż pan doktor wie, że chciałabym końcówkę ciąży spędzić już w domu.
Zapisał mi furaginę, aby nie namnożyły się bakterie w układzie moczowym,
 poza tym mam brać doraźnie no-spę + pyralginę. 
I wszyscy mamy nadzieję, że takim sposobem jakoś dotrwam do rozwiązania.

Pan doktor wspominał jeszcze przed badaniem, że najlepiej jakby udało się mnie rozwiązać, bo te boleści nie wpływają dobrze ani na mnie ani na maluszka,
 ale po badaniu stwierdził, że wszystko jeszcze za wysoko i mimo, że usg pokazuje ciążę donoszoną, 
to niestety organizm jeszcze nie przygotował się do porodu wystarczająco aby móc próbować wywołać poród.

Ogółem stwierdził, że wywołaniem można by było więcej zaszkodzić niż mi pomóc więc lepiej jak pomęczę się jeszcze trochę z kolką i braniem doraźnie leków. 

Dziecko jest już duże, pan doktor stwierdził, że chłop jak dąb i wg usg 4kg szczęścia będzie.
No tak tylko, że to duże szczęście ktoś urodzić musi... a taka waga jednak mi się nie uśmiecha.

Na szczęście z dzieckiem jest ok, pan doktor mówi, że nie powinnam się już obawiać brania tych leków, które przepisał, bo organizm dziecka jest na tyle duży i dojrzały, że nie będą one miały na niego większego wpływu, a gorsze byłyby dla niego moje cierpienia, antybiotyki i bardzo silne leki przeciwbólowe.

I takim o sposobem wiem, że do porodu jeszcze dość długa droga 
(pan doktor stwierdził, że raczej spokojnie do wyznaczonego terminu a nawet dłużej) 
i muszę jeszcze pocierpieć,
 ale jest szansa, że z tymi zaleceniami nie będzie to droga przez mękę jak ostatni miesiąc i następny pobyt w szpitalu będzie już tylko na porodówce :)

Tymczasem zaraz pójdę sobie do łóżeczka, może odpalę jakiś filmik lub otworzę książkę o pielęgnacji maluszka i poczekam aż mój mocno zapracowany mąż wróci do domu.

A niedługo może znajdę siły i napiszę o walce z ciążowymi dolegliwościami innymi niż kolka nerkowa,
 a które równie złośliwie dotknęły mnie na końcówce ciąży i to w towarzystwie kolki.

9 komentarzy:

  1. Kochana życzę szybkiego rozwiązania i jak najmniej dolegliwości kolkowych.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam kciuki, żeby dolegliwości przeszły. Końcówka ciąży zawsze jest najgorsza, ale szybko mija.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie martw się wagą maluszka :) ostatnio moja koleżanka urodziła synka 4700 gr i całkiem gładko jej poszło. Dodatkowo inne mamy mówiły (jej) , że łatwiej rodzi się większe dzieci. Trzymam kciuki za końcówkę i brak kolki :) :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Te ostatnie tygodnie sa bardzo trudne ale jeszcze troche i bedziesz tulic swojego skarba :) chyba nie ma nic piekniejszego ;) i korzystaj ze jeszcze masz czas obejrzeć w spokoju film :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Lekarze przesadzają z tymi wagami i miarami. nasz synek miał się urodzić prawie jak zawodowy koszykarz (mąz ma 190 cm wzrostu) a urodził się 62 i nie ma w ogole zapędów do kosza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak 62cm to dość dużo, ale moi bracia też mają prawie po 2m i dzieci rodziły im się takie jak i mój chłopaczek...

      Usuń
  6. Cierpliwości przy porodzie! Na pewno pójdzie pomyślnie i już za niedługo będziecie mieć Małe-Wielkie Szczęście w domu. Wszystkiego dobrego :)

    OdpowiedzUsuń