wtorek, 26 sierpnia 2014

Po kolejnym pobycie w szpitalu...

Jeszcze trochę, a personel szpitala będzie bardziej znany mojemu dziecku niż rodzina.
Tak, tak znów trafiłam z bólami w lewej stronie lędźwi. 
Długo nie wytrzymałam. 
Tabletki od pani doktor nic mi nie pomagały więc nie czekałam już kolejnej nieprzespanej i pełnej cierpień nocy. Spakowałam torbę - swoją drogą mam już wprawę w tym pakowaniu - i zadzwoniłam po męża.

Pojechałam i przyjęli mnie na... porodówkę (!)


Tak, tak - też byłam mocno zaskoczona, zdziwiona i zmieszana.

Chyba już po prostu mieli mnie dość na ginekologii :)

Swoją drogą dobrze, bo poznałam położne, z którymi mogę rodzić.
Na porodówkę przyjęli mnie, bo wg okresu już 38tc, bo mam rozwarcie na 2 palce, bo były skurcze (nieregularne, ale częste).

Tyle z tego dobrego, że wiem już jaka jest procedura przyjmowania rodzącej na izbie przyjęć.
I powiem szczerze miałam 3 razy badane rozwarcie i już kolejny raz mam nadzieję, że za często go badać nie będą, bo jest dla mnie nieprzyjemne i bolesne :( 

W szpitalu w końcu ktoś pomyślał i mimo, że mocz i posiew są ok podali mi antybiotyk, bo miałam podwyższone CRP - już dłuższy czas takie miałam, ale ani moja Pani doktor ani Pan doktor, do którego teraz chodzę (tak zmieniłam lekarza pod koniec ciąży) ani Pani z-pca ordynatora nie pomyśleli żeby z tym coś zrobić i że te bóle mogą wynikać właśnie z tego podwyższonego CRP - czyli stanu zapalnego.

Oczywiście w między czasie było masę badań i czekałam tylko na to by podali mi coś na uśmierzenie tego potwornego bólu. 
Mąż przy mnie siedział dzielnie, ale w końcu wysłałam go do domu, bo już było późno. 
Koniec końców dostałam antybiotyk dożylnie i zastrzyk domięśniowo i w końcu przespałam ponad pół nocy bez bólu - rarytas :)
W niedzielę podawali mi antybiotyk, a ja mogłam odsypiać zaległe dni i noce, bo ból zelżał na tyle, że posypiałam po półtora godziny. Jeszcze przed nocą złapał mnie ostry ból więc poszłam od razu do położnej, a ta mi zasadziła mocno bolący, ale skuteczny zastrzyk, że znów spałam ponad pół nocy. 
(Spałam pół nocy bo ok 2-3 położne przychodziły sprawdzić tętno dziecka)

W czasie pobytu w szpitalu do tego wszystkiego odszedł mi czop śluzowy, zwiększyło się rozwarcie i miałam robiony test stresowy, na który dziecko dobrze zareagowało i dziś dostałam kolejny wypis do domu.
W końcu do terminu porodu jeszcze 2 tygodnie. 

Prawda jest taka, że cieszę się bardzo tym,ze jestem w domu, ale też boję. 
Pocieszam się myślą, że gdyby coś to w czwartek przyjmuje Pan doktor więc mogę iść do nich po radę. Trochę też jestem ostrożna, bo boję się, że ból wróci, ale jeśli noc prześpię dobrze, to myślę, że jutro już będę bardziej pewna siebie i swojego pobytu w domu.

Teraz jedyne czego sobie życzę to brak ataków bólowych innych niż te porodowe i aby tylko ciąży nie przenosić, bo jestem już dość zmęczona tą jakże burzliwą i bolesną końcówką.

2 komentarze:

  1. Kochana trzymam za Ciebie mocno kciuki. Mam nadzieję, że spokojnie przetrwasz jeszcze te 2 tygodnie. Najważniejsze, że to już 38 tydzień.

    OdpowiedzUsuń
  2. Też trzymam kciuki i bardzo współczuję. Pocieszeniem może być to że to końcówka ciąży i już niedługo będziesz miała to za sobą. Pozdrawiam i ściskam!

    OdpowiedzUsuń