niedziela, 10 sierpnia 2014

Ostry ból w lędźwiach - czyżby kolka nerkowa?

Równo dwa tygodnie temu poczułam znów mocny ból z lewej strony pleców. Na szczęście szybko przyszedł, szybko minął...ale powrócił we wtorek ze wzmożoną siłą i ostrością.

Ból w plecach w czasie ciąży może być różnego pochodzenia, a patrząc na mój wielki rosnący brzuszek, spodziewałam się, że kręgosłup troszkę ma dość i daje się we znaki. W dodatku w przeszłości miałam problemy z kręgosłupem - skrzywienie, bóle, itd., jednak niestety to nie był kręgosłup.

Ból po rozmasowaniu przez męża nie zniknął, może jedynie stał się troszkę znośniejszy, co jeszcze charakterystycznego? Był ostry jakby z jednej strony pleców, ktoś wbił mi dłoń z setką igieł. Ból co jakiś czas puszczał, by potem znów dać o sobie znać, nasilał się przy leżeniu na wznak, ale też leżenie na boku nie było komfortowe. Ogólnie znalezienie pozycji, w której byłby mniejszy lub ustępowałby było niemożliwe.

Przy jednym ataku bólu miałam ochotę zwymiotować, tak silny i nieznośnie ostry był ten ból :(
miałam dreszcze, poty i wpadłam na pomysł prysznica - kąpieli, tu okazało się, że ciepła kąpiel lub gorący prysznic skierowany na bolący bok łagodził nieco ból. I tak przetrwałam wtorek, noc była znośna więc też przetrwałam ciągle myśląc, że to albo przewianie albo ból od kręgosłupa, który musi mocno się nadźwigać teraz. Środa nadal upłynęła pod znakiem ataków bólu i chwil odsapnięcia, choć ból już tak nie puszczał, był ciągły raz mocniejszy, raz słabszy. W nocy atak bólu spowodował  kolejny gorący prysznic i chodzenie po mieszkaniu jak widmo, trochę poleżałam, a potem znów ból, znów chodzenie i cierpienie. Nad ranem puściło więc chwilę się przespałam, niestety po przebudzeniu był znów tak silny, że z bezsilności zaczęłam płakać. Moja granica wytrzymałości została przekroczona i pojechałam do lekarza. Pani doktor nie wiedziała co ze mną począć, postukała po plecach, ucisnęła w boku i... wypisała skierowanie do szpitala z podejrzeniem kolki nerkowej.

Byłam przerażona a zarazem wykończona bólem. Bałam się szpitala- od czasów wczesnego dzieciństwa nie miałam tej wątpliwej "przyjemności" pobytu w szpitalu. Od lekarza pojechałam do męża powiedzieć mu co i jak, poradzić się i otrzymać trochę wsparcia. Potem szybkie zakupy - woda, chusteczki higieniczne,  jakieś słodkie na w razie gdyby mnie zostawili na oddziale - wciąż miałam nadzieję, że zbadają, dadzą wskazówki, lek i do domu, bo przecież teraz nie chcą trzymać długo w szpitalach.

Myliłam się...

...w szpitalu spędziłam 5 długich dni, pierwszy dzień to były badania, potem no-spa i KTG, po no-spie nieco ból zelżał, ale też i strach przed igłą i zastrzykiem był wielki - bo baba nie pomyślała, że jak ma założony weflon to jej dadzą kroplówkę zamiast zastrzyku w tyłek... ;)  Następnego dnia obchód - niezłe przyjemniaczki z tych lekarzy, włączono mi furaginę do leczenia i skierowana na usg układu moczowego. Na usg wyszło tylko powiększenie układu kanalikowo-miedniczkowego, a nie było żadnych kamieni - tu odetchnęłam z ulgą, ale co z tym bólem?!?
Po powrocie z usg czekało już na mnie KTG, po którym dostałam znów atak bólu i poprosiłam położną o coś na niego, bo robiło mi się słabo. Dostałam kroplówkę i po chwili jak tylko ból się zmniejszył - tak dobrze by całkiem odszedł to nie było -zasnęłam słodkim snem i obudziła mnie dopiero pani podająca kolację - bo talerz postawiła na mojej szafce i nalewała mi herbaty. W nocy już ból nie był tak mocny by prosić o kroplówkę i czekałam następnego dnia by dowiedzieć się co jest grane z tym bólem i czy już mnie wypiszą - taka niecierpliwa byłam... Jednak na wypis musiałam trochę poczekać, bo podczas kolejnego KTG dostałam taki atak, że prosiłam kobietkę aby poszła po położną i odłączyli mnie od KTG, bo nie daję rady leżeć. Z automatu położna przyszła z lekarką i znów kroplówka. A na obchodzie - zostaje pani dalej, choć nie ma kamieni i nie wiemy skąd dokładnie ten ból pochodzi. Czyli miałam objawy kolki nerkowej, ale nie było ani kamieni ani bakterii. Zalecenia dużo wody, na atak - kroplówka, furagina i no-spa.
Kolejne dni na szczęście obyły się już bez ataków, ale za to z myślą :
"kiedy mnie wypuszczą, no-spę i furaginę to sobie mogę w domu brać na taki lekki ból"
Miałam ciągle przeświadczenie, że już do końca ciąży te kłucie będzie mi dokuczać i będę cierpieć. Oczywiście w międzyczasie czytałam wszelkie artykuły, jakie znalazłam w internecie nt. kolki nerkowej w ciąży oraz różne fora ciężarnych, które przeżyły takie ataki bólu. Tam wyczytałam, że czasem objawy kolki nerkowej daje uciskająca na nerkę lub moczowód, macica. I tak chyba było w moim przypadku.

Na szczęście w poniedziałek pojawił się po urlopie ordynator i powiedział mi, że miałam jednak lekki zastój, ale bakterii nie ma więc prawdopodobnie to wina dużej ciąży, ostukał znów mi plecy i stwierdził, że wypuści mnie do domu jak ból ustąpił, a w razie ponownego ataku mam znów zgłosić się na oddział, bo niestety może wrócić...

Takim oto sposobem miałam cały tydzień wyjęty z życia i nawet nie wiem kiedy zaczęłam 35tc.
Cieszyłam się, że ból ustąpił i pojawiał się tylko lekki i sporadycznie, bo jeszcze tyle rzeczy do zrobienia przed przyjściem potomka na świat.

W tym tygodniu jak tylko poczułam się lepiej szybko poprasowałam pranie, kupiłam resztę rzeczy do wyprawki dla maluszka i dla siebie na kolejny pobyt w szpitalu. Na razie wszystko jeszcze leży i czeka na spakowanie w torby, ale jestem już spokojniejsza bo od dwóch dni całkiem zapomniałam co to ostry ból w lędźwiach :)

Teraz za to mocno odczuwam rozpychanie się maluszka w brzuszku,
jego kopniaki w żebra też są bolesne, ale matka oczywiście szybko tłumaczy sobie, że biedne maleństwo ma tak już ciasno i myśli żeby tylko dziecko nie kopnęło w nerkę lub nie ucisnęło na moczowód :)

Ach i co ciekawego wyczytałam jeszcze o ataku kolki nerkowej?
Podobno ból z nerki jest o wiele silniejszy niż porodowy więc kobiety, które przeżyły ból związany z kolką nerkową nie powinny obawiać się bólu porodowego. 
Choć myślę, że nie można porównywać tych bólów do siebie, to coś z tego jest prawdą i napisała to jedna forumowiczka, która stwierdziła, że ból podczas porodu pojawia się podczas skurczów i na chwilę znika więc można odsapnąć choć parę sekund, a ból w kolce nerkowej jest ciągły i ostry przez co nie można od niego odpocząć i przez to jest ciężki do wytrzymania.

Jedno tylko wiem, że strach ma wielkie oczy i niepotrzebnie tyle dni chodziłam z takim okropnym bólem.
Powinnam już po jednym dniu zgłosić się do lekarza, a w szpitalu zamiast bać się zastrzyków,
prosić o złagodzenie bólu, bo nie warto tak cierpieć, a i maluszek też odczuwa cierpienie matki.

Za to co nasłuchałam się serduszka mojego maluszka i mogłam skupić się na jego ruchach to moje :)
I przynajmniej wiem, że wszystko z nim jest dobrze.

1 komentarz:

  1. Ojjj wiem co przeżyłaś kochana! Ja dwa razy lądowałam z kolką nerkową w szpitalu na kilka dni. Masakra! Ból był nieziemski! I podobnie jak ty wybiki wszystkie były ok, i to mój mały brzdąc tak się rozpychał, że matce nerki poobijał ;-) zdrówka życzę!

    OdpowiedzUsuń