czwartek, 28 sierpnia 2014

Po wizycie u doktora w 38tc

Wróciłam z wizyty u pana doktora. 
Jak już wspomniałam pod koniec ciąży zmieniłam lekarza, ponieważ po tylu pobytach w szpitalu nie byłam u swojej ginekolog prowadzącej od 30tc, a pan doktor jednak mnie w szpitalu badał i przyjmował więc na tym etapie ciąży więcej wie.

Powodem mojej dzisiejszej wyprawy był nawrót boleści związanych z kolką.
Na szczęście jeszcze nie tak mocnych, ostrych i gwałtownych.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Po kolejnym pobycie w szpitalu...

Jeszcze trochę, a personel szpitala będzie bardziej znany mojemu dziecku niż rodzina.
Tak, tak znów trafiłam z bólami w lewej stronie lędźwi. 
Długo nie wytrzymałam. 
Tabletki od pani doktor nic mi nie pomagały więc nie czekałam już kolejnej nieprzespanej i pełnej cierpień nocy. Spakowałam torbę - swoją drogą mam już wprawę w tym pakowaniu - i zadzwoniłam po męża.

Pojechałam i przyjęli mnie na... porodówkę (!)

sobota, 23 sierpnia 2014

Kolejny raz - kolka nerkowa w ciąży

Niestety nie udało mi się doturlać do końca ciąży bez ponownego ataku kolki nerkowej.
Dziecko coraz większe więc i ucisk na nerkę też coraz większy :(

wtorek, 12 sierpnia 2014

Co spakować do szpitala na poród - moja torba z wyprawką

Na wielu stronach o tematyce ciążowej, porodowej i dzieciowej ogółem można znaleźć artykuły co zabrać ze sobą na czas porodu. 

W pierwszych zdaniach piszą, że torbę trzeba mieć przyszykowaną na 6 tygodni przed planowanym terminem porodu, a przynajmniej na  4 tygodnie. Ja zebrałam się za kompletowanie rzeczy do torby tak jakoś w 33tc, a wyglądało to mniej więcej tak, że zamówiłam artykuły higieniczne w aptece internetowej. Po powrocie z nieplanowanego pobytu w szpitalu moje pierwsze myśli były - czas na torbę, bo jak znów mnie ból złapie to nie będę miała wyprawki do porodu gotowej.

Mój 35tc minął mi pod znakiem prania, dokupowania i dokładania na stosik rzeczy, które trzeba włożyć do torby.

Dziś jednak wzięłam się za siebie i większość rzeczy już jest zapakowana do torby, a resztę rzeczy do dołożenia przed wyjazdem do szpitala (np. szczoteczka i pasta do zębów, ładowarka) są oznaczone na czerwono na wydrukowanej liście i tak na ponad 4 tygodnie przed porodem mam prawie wszystko w jednym miejscu  :)


W znacznym stopniu przygotowanie torby do szpitala i tego co będzie mi potrzebne ułatwiła mi lista, która była zostawiona w każdym pokoju na oddziale ginekologiczno-położniczym, co szpital zaleca do zabrania na czas porodu. Sam pobyt 5-cio dniowy okazał się bardzo kształcący w tym, co może a co niekoniecznie może się przydać w tym szpitalu, w którym chce rodzić. Oczywiście życie samo zweryfikuje co tak na prawdę będę potrzebować w czasie porodu i po nim, jednak mając listę od szpitala i jakieś własne doświadczenie co musiał mi mąż dowozić do szpitala było znacznym uproszczeniem :)


Wielkim ułatwieniem dla mnie w ilości toreb i rzeczy jest np. brak konieczności przywożenia swoich ubranek i rożka dla dziecka, bo szpital sam zapewnia ubranka i rożki, a my mamy dowieźć pampersy, chusteczki i rękawiczki niedrapki.

Moja lista wyprawki do szpitala na czas porodu 
(to co napisane normalnie jest z listy ze szpitala, 
a to co napisałam kursywą zdecydowałam, że będzie mi potrzebne w większym lub mniejszym stopniu)


Dokumenty:
- dowód osobisty
- karta przebiegu ciąży

Wyniki badań:
- grupa krwi i czynnik Rh w oryginale
- przy ujemnym Rh badanie na obecność przeciwciał Rh
- wynik ostatniej morfologii i badania moczu, WR, Hbs, TOXO
- wszystkie wyniki badań USG wykonane w obecnej ciąży
- wyniki badań lub konsultacji,
- wypisy ze szpitala

Dla mamy:
- 3 koszule z rozcięciem + koszula do porodu „na zniszczenie”
-2 staniki do karmienia
- wkładki laktacyjne
-  nakładki silikonowe na sutki – dostałam  więc biorę,
- krem na brodawki 
- szlafrok
- kapcie
- majtki (siatkowe, jednorazowe) – mam 4szt siatkowych i 5szt fizelinowych
- przybory kosmetyczne
(papier toaletowy - bo czasem się w nocy kończy ten od szpitala, chusteczki higieniczne, chusteczki nawilżane do twarzy, octanisept, tantum rosa, szare mydło, szampon do włosów w saszetce - mniej miejsca zajmuje w kosmetyczce, grzebień, pasta do zębów, szczoteczka do zębów, antyperspirant, nakładki jednorazowe na deskę sedesową,  gumka do włosów)
- klapki pod prysznic
skarpetki 2 pary
- 2 ręczniki – ręczników nigdy dość – zapakowałam 2 kąpielowe i 2 malutkie do wycierania rąk lub twarzy, ale przewiduję, że ten od porodu wróci do domu a mąż mi dowiezie nowy mniejszy,
- podpaski duże poporodowe – mam po opakowaniu Bella i BabyOno 
-  3 podkłady duże Seni na łóżko – gdyby szpital nie zapewniał a wtedy można wietrzyć się bez obaw że będzie trzeba spać na brudnym prześcieradle 3dni,
- poduszka „jasiek” – przyda się do karmienia- to ewentualnie ktoś mi dowiezie, bo w torbie nie starczy na niego miejsca,
- sztućce, kubek, małe butelki wody niegazowanej z ustnikiem, ( jedną butelkę wody warto poświęcić do rozrobienia tantum rosy i po skorzystaniu z toalety polewać sobie tym roztworem aby zniwelować pieczenie i ból)

Dodatkowo:
- długopis + coś do notatek (np. co potrzebujesz by ktoś dokupił)
- ładowarka do telefonu
- przekąski np. suchary beskidzkie lub herbatniki – coś na mały głód i jakiś prowiant dla męża,
- ręczniki papierowe do osuszania krocza
- 2-3 reklamówki do zapakowania butów lub brudnych rzeczy - moim zdaniem cenna porada, bo bym nie pomyślała, że buty w których przyjadę do szpitala trzeba będzie w coś wpakować i włożyć do szafki lub torby :)


Dla dziecka:
- pieluszki jednorazowe,
-rękawiczki niedrapki  i skarpetki gdyby rękawiczki się skończyły
- nawilżane chusteczki
- 2 małe tetrowe pieluszki + jedną flanelową
- kosmetyki, szczotka do włosów (wg.uznania) -  zapakowałam sól fizjologiczną, krem od 1-szego dnia, żel do mycia, bepanthen gaziki jałowe  – resztę myślę, że mąż może dowieźć w razie potrzeby.

Na powrót  do domu:
- ubranie i obuwie dla mamy,
- odpowiednie do pogody ubranie dla dziecka
-fotelik samochodowy
- rożek


Wiadomo każda kobieta jest inna i każda będzie potrzebować różnych rzeczy, ponadto każdy szpital jest inny i każdy daje i wymaga innych rzeczy,
jednak po przeczytaniu masy list z tym co wziąć ze sobą na porodówkę byłam w szoku, 
gdy czytałam np. o kosmetykach do makijażu. 

Podczas mojego ostatniego pobytu w szpitalu, akurat makijaż był ostatnią rzeczą o której myślałam,
z kolei potrzebowałam więcej bluzek i spodenek do spania bo bardzo się pociłam.

Do porodu staram się podejść racjonalnie - to będzie duży wysiłek i pewnie w pierwszej kolejności będę na tyle zmęczona, że będę potrzebować odpoczynku, snu, potem prysznica, umycia spoconych włosów i czystej bielizny oraz rzeczy do higieny poporodowej. Poza kolejnością na pewno będzie dziecko i opieka nad nim, ale tutaj mam spokojną głowę, bo szpital zapewnia dla dziecka rzeczy.

I zawsze sobie myślę - to tylko ok. 3dni, a jak coś się przedłuży to przecież mąż i tak będzie do mnie jeździł codziennie i mamy ze sobą stały kontakt telefoniczny więc gdybym czegoś potrzebowała to on mi to może dowieźć lub dokupić. 

Podobnie jak czytałam niektóre listy do szpitala to myślałam - kurczę po co tyle rzeczy,
przecież i tak tych podstawowych jest masa, a gdzie tu te dodatkowe i w sumie po co,
serio niektóre wyglądały jakby kobieta jechała na 5-cio dniowy wypoczynek niż na poród i przywitanie na świecie swojego dziecka.

Oczywiście mogę się mylić, bo każda z nas jest inna, 
ale myślę nie ma co przesadzać w ilością dodatkowych rzeczy do szpitala , 
bez których na co dzień możemy się obejść, 
bo w szpitalu mamy tylko małą szafkę i trochę miejsca pod łóżkiem. 
Do tego salowe też nie są zadowolone gdy muszą omijać wielgachne walizki podczas mycia podłóg,  przecież na sali gdzie leżą świeżo upieczone mamy ze swoimi maleństwami musi być czysto :)

Teraz kolejnym krokiem będzie zapakowanie torby na wyjście dla maluszka i dla mnie, choć myślę, że ja to sobie mogę do domu wrócić w tym w czym do szpitala pojadę rodzić, a gdyby tak nie było, to mój mąż na pewno dobrze ogarnie temat i przywiezie mi to w czym będę dobrze się czuła i... mieściła :)

niedziela, 10 sierpnia 2014

Ostry ból w lędźwiach - czyżby kolka nerkowa?

Równo dwa tygodnie temu poczułam znów mocny ból z lewej strony pleców. Na szczęście szybko przyszedł, szybko minął...ale powrócił we wtorek ze wzmożoną siłą i ostrością.

Ból w plecach w czasie ciąży może być różnego pochodzenia, a patrząc na mój wielki rosnący brzuszek, spodziewałam się, że kręgosłup troszkę ma dość i daje się we znaki. W dodatku w przeszłości miałam problemy z kręgosłupem - skrzywienie, bóle, itd., jednak niestety to nie był kręgosłup.

Ból po rozmasowaniu przez męża nie zniknął, może jedynie stał się troszkę znośniejszy, co jeszcze charakterystycznego? Był ostry jakby z jednej strony pleców, ktoś wbił mi dłoń z setką igieł. Ból co jakiś czas puszczał, by potem znów dać o sobie znać, nasilał się przy leżeniu na wznak, ale też leżenie na boku nie było komfortowe. Ogólnie znalezienie pozycji, w której byłby mniejszy lub ustępowałby było niemożliwe.

Przy jednym ataku bólu miałam ochotę zwymiotować, tak silny i nieznośnie ostry był ten ból :(
miałam dreszcze, poty i wpadłam na pomysł prysznica - kąpieli, tu okazało się, że ciepła kąpiel lub gorący prysznic skierowany na bolący bok łagodził nieco ból. I tak przetrwałam wtorek, noc była znośna więc też przetrwałam ciągle myśląc, że to albo przewianie albo ból od kręgosłupa, który musi mocno się nadźwigać teraz. Środa nadal upłynęła pod znakiem ataków bólu i chwil odsapnięcia, choć ból już tak nie puszczał, był ciągły raz mocniejszy, raz słabszy. W nocy atak bólu spowodował  kolejny gorący prysznic i chodzenie po mieszkaniu jak widmo, trochę poleżałam, a potem znów ból, znów chodzenie i cierpienie. Nad ranem puściło więc chwilę się przespałam, niestety po przebudzeniu był znów tak silny, że z bezsilności zaczęłam płakać. Moja granica wytrzymałości została przekroczona i pojechałam do lekarza. Pani doktor nie wiedziała co ze mną począć, postukała po plecach, ucisnęła w boku i... wypisała skierowanie do szpitala z podejrzeniem kolki nerkowej.

Byłam przerażona a zarazem wykończona bólem. Bałam się szpitala- od czasów wczesnego dzieciństwa nie miałam tej wątpliwej "przyjemności" pobytu w szpitalu. Od lekarza pojechałam do męża powiedzieć mu co i jak, poradzić się i otrzymać trochę wsparcia. Potem szybkie zakupy - woda, chusteczki higieniczne,  jakieś słodkie na w razie gdyby mnie zostawili na oddziale - wciąż miałam nadzieję, że zbadają, dadzą wskazówki, lek i do domu, bo przecież teraz nie chcą trzymać długo w szpitalach.

Myliłam się...

...w szpitalu spędziłam 5 długich dni, pierwszy dzień to były badania, potem no-spa i KTG, po no-spie nieco ból zelżał, ale też i strach przed igłą i zastrzykiem był wielki - bo baba nie pomyślała, że jak ma założony weflon to jej dadzą kroplówkę zamiast zastrzyku w tyłek... ;)  Następnego dnia obchód - niezłe przyjemniaczki z tych lekarzy, włączono mi furaginę do leczenia i skierowana na usg układu moczowego. Na usg wyszło tylko powiększenie układu kanalikowo-miedniczkowego, a nie było żadnych kamieni - tu odetchnęłam z ulgą, ale co z tym bólem?!?
Po powrocie z usg czekało już na mnie KTG, po którym dostałam znów atak bólu i poprosiłam położną o coś na niego, bo robiło mi się słabo. Dostałam kroplówkę i po chwili jak tylko ból się zmniejszył - tak dobrze by całkiem odszedł to nie było -zasnęłam słodkim snem i obudziła mnie dopiero pani podająca kolację - bo talerz postawiła na mojej szafce i nalewała mi herbaty. W nocy już ból nie był tak mocny by prosić o kroplówkę i czekałam następnego dnia by dowiedzieć się co jest grane z tym bólem i czy już mnie wypiszą - taka niecierpliwa byłam... Jednak na wypis musiałam trochę poczekać, bo podczas kolejnego KTG dostałam taki atak, że prosiłam kobietkę aby poszła po położną i odłączyli mnie od KTG, bo nie daję rady leżeć. Z automatu położna przyszła z lekarką i znów kroplówka. A na obchodzie - zostaje pani dalej, choć nie ma kamieni i nie wiemy skąd dokładnie ten ból pochodzi. Czyli miałam objawy kolki nerkowej, ale nie było ani kamieni ani bakterii. Zalecenia dużo wody, na atak - kroplówka, furagina i no-spa.
Kolejne dni na szczęście obyły się już bez ataków, ale za to z myślą :
"kiedy mnie wypuszczą, no-spę i furaginę to sobie mogę w domu brać na taki lekki ból"
Miałam ciągle przeświadczenie, że już do końca ciąży te kłucie będzie mi dokuczać i będę cierpieć. Oczywiście w międzyczasie czytałam wszelkie artykuły, jakie znalazłam w internecie nt. kolki nerkowej w ciąży oraz różne fora ciężarnych, które przeżyły takie ataki bólu. Tam wyczytałam, że czasem objawy kolki nerkowej daje uciskająca na nerkę lub moczowód, macica. I tak chyba było w moim przypadku.

Na szczęście w poniedziałek pojawił się po urlopie ordynator i powiedział mi, że miałam jednak lekki zastój, ale bakterii nie ma więc prawdopodobnie to wina dużej ciąży, ostukał znów mi plecy i stwierdził, że wypuści mnie do domu jak ból ustąpił, a w razie ponownego ataku mam znów zgłosić się na oddział, bo niestety może wrócić...

Takim oto sposobem miałam cały tydzień wyjęty z życia i nawet nie wiem kiedy zaczęłam 35tc.
Cieszyłam się, że ból ustąpił i pojawiał się tylko lekki i sporadycznie, bo jeszcze tyle rzeczy do zrobienia przed przyjściem potomka na świat.

W tym tygodniu jak tylko poczułam się lepiej szybko poprasowałam pranie, kupiłam resztę rzeczy do wyprawki dla maluszka i dla siebie na kolejny pobyt w szpitalu. Na razie wszystko jeszcze leży i czeka na spakowanie w torby, ale jestem już spokojniejsza bo od dwóch dni całkiem zapomniałam co to ostry ból w lędźwiach :)

Teraz za to mocno odczuwam rozpychanie się maluszka w brzuszku,
jego kopniaki w żebra też są bolesne, ale matka oczywiście szybko tłumaczy sobie, że biedne maleństwo ma tak już ciasno i myśli żeby tylko dziecko nie kopnęło w nerkę lub nie ucisnęło na moczowód :)

Ach i co ciekawego wyczytałam jeszcze o ataku kolki nerkowej?
Podobno ból z nerki jest o wiele silniejszy niż porodowy więc kobiety, które przeżyły ból związany z kolką nerkową nie powinny obawiać się bólu porodowego. 
Choć myślę, że nie można porównywać tych bólów do siebie, to coś z tego jest prawdą i napisała to jedna forumowiczka, która stwierdziła, że ból podczas porodu pojawia się podczas skurczów i na chwilę znika więc można odsapnąć choć parę sekund, a ból w kolce nerkowej jest ciągły i ostry przez co nie można od niego odpocząć i przez to jest ciężki do wytrzymania.

Jedno tylko wiem, że strach ma wielkie oczy i niepotrzebnie tyle dni chodziłam z takim okropnym bólem.
Powinnam już po jednym dniu zgłosić się do lekarza, a w szpitalu zamiast bać się zastrzyków,
prosić o złagodzenie bólu, bo nie warto tak cierpieć, a i maluszek też odczuwa cierpienie matki.

Za to co nasłuchałam się serduszka mojego maluszka i mogłam skupić się na jego ruchach to moje :)
I przynajmniej wiem, że wszystko z nim jest dobrze.