czwartek, 29 maja 2014

Test obciążenia glukozą

Każda kobieta w ciąży chociaż raz go miała.
Ja swój pierwszy raz z roztworem glukozy przeżyłam właśnie dziś.

Wiele się nasłuchałam w poradni k podczas czekania na wizytę u ginekolog  i też zdarzyło się przeczytać o tym "słynnym" teście. 
Najwięcej emocji budziło wypicie kubeczka roztworu glukozy i wody.
Wiele pań wspominała ten test z obrzydzeniem, mówiły o mdłościach, wymiotach, okropnej słodyczy, o tym, że nie dały rady tego wypić itd.

Jakie są moje wrażenia?

Słodkie toto przeokropnie to fakt. 
Smakuje jak woda z dużą ilością cukru, taki syrop z cukru i wody jaki daje się do przetworów tylko przesłodzony.
Z wypiciem nie miałam problemów, miałam wypić to w ciągu 2-3 minut - co uważam za znęcanie się nad człowiekiem, wypiłam to w ciągu minuty...

Potem koniecznie musiałam przepłukać usta, bo bałam się, że od tej ilości cukru moje zęby wypadną.
Najgorsze uczucie to ta słodkość zalegająca w gardle, której nie można się pozbyć, bo nie wolno nic pić przez 2h.
Potem siedząc w poczekalni ogarnęła mnie fala senności, a potęgowała ją jeszcze duchota panująca w ośrodku, wyszłam więc na powietrze, chwilę pooddychałam świeżym, zimnym powietrzem i grzecznie wróciłam do poczekalni razem z czytadłem, które zabrałam z myślą o dwóch godzinach pobytu w ośrodku zdrowia.

Nie fajne było to, że odbijało mi się tym słodkim czymś,
ale najgorsze miało dopiero nastąpić...

Po teście obciążenia glukozą cały dzień mam ZGAGĘ jak smok wawelski po nieszczęsnej owieczce!

Ogólnie badanie przeżyłam,
 źle nie było, nie ma sie czego bać (a i nie używałam cytryny). 
Lepiej nie zastanawiać się i wypić roztwór bez myślenia co się pije.
Myślę, że bardzo dużo historii o tym teście jest przesadzone,
da się to wypić, da się wytrzymać czas w przychodni, tak samo jak da się mieć dwa razy pobieraną krew i nie mieć siniaka :)

Jednak w moim przypadku zgagi nie umiem wytrzymać i pojęcia już nie mam jak z nią walczyć mając w domu tylko to co mam... ;)

poniedziałek, 26 maja 2014

Już jest - nasza pierwsza sesja brzuszkowa !

Dzięki pomysłowi bratowej Mamy Laury oraz  uprzejmości Pani Fotograf Natalii mieliśmy naszą pierwszą sesję brzuszkową podczas imprezy urodzinowej Laury :) 
Wykonaną w 23 tygodniu więc brzuszek już jest choć jeszcze w sukience trzeba było go zaznaczać :)

Jestem mega zadowolona z efektów,
Pani Fotograf okazała się przemiłą i pomysłową osobą,
a cała sesja pomimo moich początkowych obaw wyszła spontanicznie i nie do końca pozowana :)

A teraz małe co nieco z efektów tej sesji :




środa, 7 maja 2014

Po półmetku... czyli już po 20 tygodniu ciąży.

W poniedziałek byłam na wizycie u ginekolog.
Tydzień już 21 :)

Dziecko rośnie,
mama rośnie :)

Przyszła mama przez święta i majówkę przytyła 2kg, czyli wróciła do wagi sprzed ciąży.
Dzidziuś ma około 410g, ale nie doszłam jaki jest długi.
Jeszcze sobie leży nóżkami w dół, co mnie trochę zmartwiło, ale podobno ma jeszcze czas żeby się przekręcić główką w dół.

Dziecię pokazać płci nie chciało,
nóżki podkulało,
pępowinką się zasłaniało,
trochę ziewało.

Niestety mama miała wysokie ciśnienie i teraz musi codziennie je kontrolować, ale chyba to był tylko dwudniowy incydent. Bynajmniej mam taką nadzieję.

Hormony zaczynają dawać się we znaki,
z piersi już pocieka coś,
a ostatnie dni to bym zażarła ze złości,
wszystko doprowadza mnie do szału.

Brzusio mamy rośnie...
Wyglądam całkiem nieźle (tak sądzę), ale odnoszę nieodparte wrażenie, że ludzie patrzą na mnie krytycznie, bo myślą, że tak przytyłam - no cóż pewnie za parę tygodni odkryją prawdę, że ten odstający brzuch to efekt ciąży a nie objadania się  :)

Dzieciątko jest aktywne bardzo, albo to ja bardzo czuję jego ruchy.
Dzisiaj już tak daje znać o sobie, że nawet stojąc czułam ruchy i uderzenia, szczególnie w dolnej części brzucha, co świadczy o tym, że moje dziecko nie myśli nawet się przekręcić główką w dół i kopanie mamy w pęcherz to dla niego najlepsza zabawa :)

Podsumowując czuję się dobrze, choć zauważam już pierwsze symptomy niezgrabności związane z powiększającym się brzuszkiem. Muszę chodzić już wolniej, bo szybki chód (taki jaki na co dzień miałam) powoduje u mnie ciągnięcie w dole brzucha i kroczu więc zaczynam czuć się jak chodząca kaczka. Ruchy maleństwa są wspaniałym odczuciem i sprawiają mi radość, choć dziś to już lekka przesada.

Kolejną wizytę mam za miesiąc,
na dzień przed weselem kuzyna - mój plan by udać się na pedicure raczej pójdzie na marne, bo nie wiedząc jak długo zejdzie w kolejce do lekarza nie mogę umówić się z kosmetyczką. No cóż będę molestować swoje stopy sama :) Największy problem weselny to sukienka - mam nadzieję, że zmieszczę się jeszcze w sukienkę, którą kupiłam rok temu.

A pisząc o ubraniach ciążowych myślę - katastrofa!
Szukam obecnie tunik - w sklepach brak, sukienki - matko wszystko na jedno kopyto, a ciążowych brak.
Jak już coś ma w nazwie ciążowa/ciążowe z automatu jest ileś razy droższe, o zgrozo, żeby jeszcze za tą cenę stała jakość i wykonanie, ale gdzie tam.

Do tej pory najlepszy zakup to tunika w kwiatki, do której ubieram leginsy, w których nigdy się publicznie nie pokazywałam i uważałam je za element bielizny zimowej, idealnej pod spodnie :) Jednak ciąża zmienia podejście do mody. Teraz najważniejsza jest wygoda, choć modnie też chcę wyglądać :)