środa, 31 grudnia 2014

Sylwestrowe plany

Dziś ostatni dzień roku, jutro pierwszy nowego.
Zawsze miałam jakieś plany na ten dzień.

źródło: tapeciarnia.pl


A teraz?

Spędzam ten dzień sama z dzieckiem.

wtorek, 16 grudnia 2014

Zabieganie...

Ostatnio nie piszę.
Żałuję bardzo, chciałabym tyle napisać, ale niestety doba ma ograniczoną liczbę godzin.

Co robię z czasem, którego na pisanie mi nie starcza?

Wiadomo na pierwszym miejscu jest Szymon, który stał się bardzo absorbujacym dzieckiem.

Poza tym zaczęłam przygotowania do świąt i do chrztu.

Dziś byliśmy z młodym u okulisty, ponieważ nadal łzawią i ropieją mu oczka od urodzenia z tym się męczymy. Dostaliśmy lek i skierowanie do szpitala na zabieg przetkania kanalików. Jak już byliśmy u okulisty to i mama poszła przebadać swój wzrok. Znów pogorszenie.

Poza tym jutro mama jedzie do fryzjera :)

A wieczorami uczymy naszego synka zasypiać w swoim łóżku a nie na rękach/mamie/przy piersi/z mamą w łóżku. Na razie jest to długa droga, która mam nadzieję każdego dnia będzie się skracać aż do zamierzonego celu.

Tymczasem więcej nas na instagramie: achmamabyc
Zapraszam!

środa, 10 grudnia 2014

Trzy miesiące za nami

Trzy miesiące naszego nowego magicznego życia właśnie minęły.
Jest czasem lepiej, czasem gorzej.


Młody niestety nie pozbył się kolek.
 Jak mówią, że po trzech miesiącach mijają, tak u nas nie minęły.

Co wydarzyło się w tym miesiącu?

sobota, 6 grudnia 2014

Serduszko personalizowane

Gdy zobaczyłam je pierwszy raz nie byłam jakoś szczególnie zachwycona, ot serce z napisami.
Jeszcze jak pomyślałam, że za projekt musiałabym zapłacić stwierdziłam, że nie jest to ani nam potrzebne ani jakieś mega inne i niespotykane . Ogółem szukałam argumentów na "nie", bo prawda jest taka, że w głębi duszy spodobało mi się.

czwartek, 4 grudnia 2014

Kolejne odpowiedzi na pytania

Jakiś czas temu znów zostałam nominowana do zabawy Liebster Blog Award.
Dziękuję :)
Grafikę pożyczyłam od jednej z nominujących ;)

Zaczynam odpowiadać:

środa, 3 grudnia 2014

Sztuka pakowania niemowlaka

Ostatnimi czasy miałam okazję przekonać się na własnej skórze,
jak to jest z pakowaniem rzeczy dla dziecka na wyjazd.
Zapakowanie siebie zajęło mi parę minut,
wrzuciłam tylko małą kosmetyczkę, piżamę i bluzkę na przebranie gdyby mały ulał na mnie.

piątek, 28 listopada 2014

Pierwsze podróże małe i duże

Pierwsza podróż dziecka to poród. Niewątpliwie jest to najcięższa i najtrudniejsza podróż każdego człowieka tylko nikt jej nie pamięta. Może i dobrze. Kolejna podróż w życiu tego małego człowieczka, oprócz kursowania z rąk do rąk oraz w szpitalu z sali do sali, to droga ze szpitala do domu.

czwartek, 20 listopada 2014

Mamuśka gotuje dynię.

Od czasu gdy babcia z dziadkiem pojechali na wczasy do sanatorium mam pod opieką dom i gospodarstwo.
Codziennie rano schemat ten sam - karmienie Młodego, odbicie, przebieranie a potem czekanie aż zaśnie, żeby w tym czasie szybko dać jeść psom, kotom i kurom.

To też pewna zmiana, bo gdy w domu jest moja mama obiad gotujemy wspólnie,
jedna przygotuje składniki a druga ugotuje,
lub obie gotujemy.

Teraz myśl co zrobić na obiad spoczywa tylko na mnie, 
mąż wybredny nie jest więc sprawa łatwiejsza.

wtorek, 18 listopada 2014

Co włożyć do stanika?

Na początku swojej przygody z laktacją nie myślałam, że temat wkładek będzie tak długo 
spędzał mi sen z powiek i zabierał tyle czasu w poszukiwaniu rozwiązania idealnego.

http://www.groszki.pl/groszki/1,112130,9932299,Jak_zakladac_biustonosz_.html

Błędnie myślałam, że wszystkie wkładki są takie same i różnią się tylko ceną oraz producentem.
Jakże się myliłam.

wtorek, 11 listopada 2014

Walka z ciemieniuchą

Gdy Szymek miał 6 tygodni odwiedziliśmy jego o 11dni starszego kuzyna
i wtedy okazało się, że kuzynek miał wytarte włoski, bo walczyli z ciemieniuchą.

Pomyślałam wtedy, żeby nas tylko ta ciemieniucha ominęła.

Niestety jakiś czas później ze smutkiem odkryłam, że ten nieestetyczny problem dotknął i mojego smyka.
W pierwszym odruchu poszła w ruch szczotka do włosków oraz oliwka. 
Potem przypomniałam sobie o próbce BabyCap,
jednak po jej zużyciu nadal nie było dobrego efektu.

niedziela, 9 listopada 2014

Jesteś na drodze - uważaj!

Ostatnio w telewizji można obejrzeć różne spoty społeczne, które pokazują tragedie rodzin osób ginących na pasach lub jadących za szybko.


W piątek jednak kilka zdarzeń skłoniło mnie do refleksji.

środa, 5 listopada 2014

Kiedy umówić się na wizytę...

Miał być wpis o czymś innym, ale tak mi się dziś podniosło ciśnienie, że będzie o umawianiu wizyt kontrolnych maluszka i nie tylko.

Ostatnio zadzwoniła kuzynka, która ma synka o 2 tygodnie starszego od naszego
i powiedziała abym koniecznie dzwoniła umówić się na wizytę w poradni ortopedycznej 
na kontrolę bioderek w 3-cim miesiącu.


Jak powiedziała - tak zrobiłam...

niedziela, 2 listopada 2014

Drugi miesiąc

Tak to już drugi miesiąc mija odkąd mój świat zmienił się,
od kiedy wszystko zaczęło być inaczej.
Po drugim naszym wspólnym miesiącu jest inaczej, lepiej...


Pierwszy miesiąc był ciężki i wspaniały,
kolejny miesiąc życia naszego synka był inny,
może nieco mniej ciężki i wcale nie mniej wspaniały.

wtorek, 28 października 2014

Pierwsze rozstania

Na początku nie wyobrażałam sobie tego, że mogłabym zostawić mojego chłopca beze mnie.
Pierwsze rozstanie na chwilę, było tydzień po porodzie kiedy musiałam koniecznie załatwić coś w banku.
Potem były wyskoki na zakupy, na pobranie krwi i inne drobne rozstania,
 ale nie były one dłuższe niż od karmienia do karmienia.


W ostatnią niedzielę jednak było nasze pierwsze dłuższe niż dotychczas rozstanie.

czwartek, 23 października 2014

TOP 5 w czasie połogu

Ostatnio rozmawiałam z kuzynką, która jest w ciąży. 
Rozmawiałyśmy o tym co bardzo mi się przydało i warte jest zakupu, by ulżyć sobie w połogu. 
Postanowiłam więc zrobić taką króciutką listę TOP :)

niedziela, 19 października 2014

Bywają takie dni... gdy nie jestem idealną matką.

Bywają takie dni, gdy nie jestem idealną matką oraz takie gdy mam wszystkiego serdecznie dość. 
Gdy chcę tylko trochę ciszy i spokoju, braku wyrzutów sumienia i błogiego odpoczynku.

Chciałabym być idealną matką,
taką zakochaną w swoim dziecku do reszty, 
taką spokojną, opanowaną,
emanującą szczęściem z błogim uśmiechem na twarzy.
Być taką mamą z okładki magazynu,
piękną, zgrabną, powabną,
patrzącą na swojego idealnego maluszka.


Ot, ale takie nie jest życie.
Życie nie jest idealne, tym bardziej macierzyństwo nie jest kolorowe,
o przepraszam, macierzyństwo jest bardzo kolorowe...

czwartek, 16 października 2014

Pierwsza wizyta szczepienna

Dziś nasz mały dzielny synek był na pierwszej wizycie szczepiennej po szpitalu.
Mamuśka miała wielki stres więc korzystając, że tata miał wolne, zabrała i Jego 
(choć raczej odwrotnie tata zabrał mamę i synka)

źródło: http://www.osesek.pl/zdrowie-i-pielegnacja-dziecka/szczepienia-dziecka/702-szczepionki-nie-powoduja-autyzmu.html

wtorek, 14 października 2014

Koniec połogu

I zakończył się okres po porodzie, który miałam wrażenie nigdy się nie kończy.
Te 6 tygodni było bardzo ciężkich dla mnie, 
nie tylko fizycznie, ale też psychicznie.

poniedziałek, 6 października 2014

Awantura o mleko i nie tylko o nie.

Przeglądając fora dla mamusiek lub też czytając komentarze pod artykułami czy wpisami
zauważyłam wielką walkę.

I zastanawiam się skąd w tych kochanych mamusiach tyle zwierzęcej zawziętości oraz... jadu.


poniedziałek, 29 września 2014

Pierwszy miesiąc nowego życia.

Dziś mija miesiąc odkąd spełniło się moje, nasze marzenie.
Miesiąc od momentu gdy mój świat wywrócił się do góry nogami,
a nasze życie otrzymało nowy sens oraz zostaliśmy obarczeni ogromną odpowiedzialnością.

Miesiąc, miesiąc, miesiąc...

Miesiąc od dnia, którego się bałam i na który tak czekałam,
miesiąc od momentu gdy usłyszałam najpiękniejszy dźwięk i poczułam dotyk, który ma zbawienną moc zabierania bólu oraz wymazywania go z pamięci,
miesiąc od chwili gdy byłam z mężem niesamowicie szczęśliwa.

wtorek, 23 września 2014

Połóg - pierwsze 3 tygodnie

Połóg - tak wiele o nim artykułów, a tak naprawdę wiedzy o nim kobieta ma mało.

Dlaczego tak uważam?
Z własnego doświadczenia.

O połogu czytałam może nie tyle co o ciąży i porodzie, ale zawsze myślałam, że jakąś wiedzę mam.
I teraz stwierdzam, że czytanie to za mało.

środa, 17 września 2014

Poród - jak to było z nami.

Długo zastanawiałam się nad tym wpisem.
Nie byłam i nadal nie jestem pewna czy dobrze robię pisząc o tym.
Myślałam nad tym jak opisać swój poród.
W swoim zeszycie na kartce mam opisany bardzo szczegółowo,
 jednak postanowiłam napisać tylko to co najbardziej zapadło mi w pamięć.

piątek, 12 września 2014

Torba do szpitala - hity i kity

Postanowiłam zrobić podsumowanie torby do szpitala, ponieważ część zabranych rzeczy w ogóle się nie przydała więc chyba warto zweryfikować to co zabrać.

To co zapakowałam pisze TUTAJ,
swoją drogą zapakowałam torbę na ostatni moment, bo potem trafiłam znów do szpitala, 
wróciłam do domu  na dwa dni - a lekarz spodziewał się, że na dwa tygodnie- po czym pojechałam na porodówkę ;)

środa, 3 września 2014

Jestem matką !

Dnia 29.08.2014 roku o godzinie 12:10 
przyszedł na świat mój mały wielki skarb.

Tym samym tego dnia zostałam mamą!

Urodziłam zdrowego i silnego ważącego 3350g i mierzącego 56cm syna.


Nasz synek Szymon :)




czwartek, 28 sierpnia 2014

Po wizycie u doktora w 38tc

Wróciłam z wizyty u pana doktora. 
Jak już wspomniałam pod koniec ciąży zmieniłam lekarza, ponieważ po tylu pobytach w szpitalu nie byłam u swojej ginekolog prowadzącej od 30tc, a pan doktor jednak mnie w szpitalu badał i przyjmował więc na tym etapie ciąży więcej wie.

Powodem mojej dzisiejszej wyprawy był nawrót boleści związanych z kolką.
Na szczęście jeszcze nie tak mocnych, ostrych i gwałtownych.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Po kolejnym pobycie w szpitalu...

Jeszcze trochę, a personel szpitala będzie bardziej znany mojemu dziecku niż rodzina.
Tak, tak znów trafiłam z bólami w lewej stronie lędźwi. 
Długo nie wytrzymałam. 
Tabletki od pani doktor nic mi nie pomagały więc nie czekałam już kolejnej nieprzespanej i pełnej cierpień nocy. Spakowałam torbę - swoją drogą mam już wprawę w tym pakowaniu - i zadzwoniłam po męża.

Pojechałam i przyjęli mnie na... porodówkę (!)

sobota, 23 sierpnia 2014

Kolejny raz - kolka nerkowa w ciąży

Niestety nie udało mi się doturlać do końca ciąży bez ponownego ataku kolki nerkowej.
Dziecko coraz większe więc i ucisk na nerkę też coraz większy :(

wtorek, 12 sierpnia 2014

Co spakować do szpitala na poród - moja torba z wyprawką

Na wielu stronach o tematyce ciążowej, porodowej i dzieciowej ogółem można znaleźć artykuły co zabrać ze sobą na czas porodu. 

W pierwszych zdaniach piszą, że torbę trzeba mieć przyszykowaną na 6 tygodni przed planowanym terminem porodu, a przynajmniej na  4 tygodnie. Ja zebrałam się za kompletowanie rzeczy do torby tak jakoś w 33tc, a wyglądało to mniej więcej tak, że zamówiłam artykuły higieniczne w aptece internetowej. Po powrocie z nieplanowanego pobytu w szpitalu moje pierwsze myśli były - czas na torbę, bo jak znów mnie ból złapie to nie będę miała wyprawki do porodu gotowej.

Mój 35tc minął mi pod znakiem prania, dokupowania i dokładania na stosik rzeczy, które trzeba włożyć do torby.

Dziś jednak wzięłam się za siebie i większość rzeczy już jest zapakowana do torby, a resztę rzeczy do dołożenia przed wyjazdem do szpitala (np. szczoteczka i pasta do zębów, ładowarka) są oznaczone na czerwono na wydrukowanej liście i tak na ponad 4 tygodnie przed porodem mam prawie wszystko w jednym miejscu  :)


W znacznym stopniu przygotowanie torby do szpitala i tego co będzie mi potrzebne ułatwiła mi lista, która była zostawiona w każdym pokoju na oddziale ginekologiczno-położniczym, co szpital zaleca do zabrania na czas porodu. Sam pobyt 5-cio dniowy okazał się bardzo kształcący w tym, co może a co niekoniecznie może się przydać w tym szpitalu, w którym chce rodzić. Oczywiście życie samo zweryfikuje co tak na prawdę będę potrzebować w czasie porodu i po nim, jednak mając listę od szpitala i jakieś własne doświadczenie co musiał mi mąż dowozić do szpitala było znacznym uproszczeniem :)


Wielkim ułatwieniem dla mnie w ilości toreb i rzeczy jest np. brak konieczności przywożenia swoich ubranek i rożka dla dziecka, bo szpital sam zapewnia ubranka i rożki, a my mamy dowieźć pampersy, chusteczki i rękawiczki niedrapki.

Moja lista wyprawki do szpitala na czas porodu 
(to co napisane normalnie jest z listy ze szpitala, 
a to co napisałam kursywą zdecydowałam, że będzie mi potrzebne w większym lub mniejszym stopniu)


Dokumenty:
- dowód osobisty
- karta przebiegu ciąży

Wyniki badań:
- grupa krwi i czynnik Rh w oryginale
- przy ujemnym Rh badanie na obecność przeciwciał Rh
- wynik ostatniej morfologii i badania moczu, WR, Hbs, TOXO
- wszystkie wyniki badań USG wykonane w obecnej ciąży
- wyniki badań lub konsultacji,
- wypisy ze szpitala

Dla mamy:
- 3 koszule z rozcięciem + koszula do porodu „na zniszczenie”
-2 staniki do karmienia
- wkładki laktacyjne
-  nakładki silikonowe na sutki – dostałam  więc biorę,
- krem na brodawki 
- szlafrok
- kapcie
- majtki (siatkowe, jednorazowe) – mam 4szt siatkowych i 5szt fizelinowych
- przybory kosmetyczne
(papier toaletowy - bo czasem się w nocy kończy ten od szpitala, chusteczki higieniczne, chusteczki nawilżane do twarzy, octanisept, tantum rosa, szare mydło, szampon do włosów w saszetce - mniej miejsca zajmuje w kosmetyczce, grzebień, pasta do zębów, szczoteczka do zębów, antyperspirant, nakładki jednorazowe na deskę sedesową,  gumka do włosów)
- klapki pod prysznic
skarpetki 2 pary
- 2 ręczniki – ręczników nigdy dość – zapakowałam 2 kąpielowe i 2 malutkie do wycierania rąk lub twarzy, ale przewiduję, że ten od porodu wróci do domu a mąż mi dowiezie nowy mniejszy,
- podpaski duże poporodowe – mam po opakowaniu Bella i BabyOno 
-  3 podkłady duże Seni na łóżko – gdyby szpital nie zapewniał a wtedy można wietrzyć się bez obaw że będzie trzeba spać na brudnym prześcieradle 3dni,
- poduszka „jasiek” – przyda się do karmienia- to ewentualnie ktoś mi dowiezie, bo w torbie nie starczy na niego miejsca,
- sztućce, kubek, małe butelki wody niegazowanej z ustnikiem, ( jedną butelkę wody warto poświęcić do rozrobienia tantum rosy i po skorzystaniu z toalety polewać sobie tym roztworem aby zniwelować pieczenie i ból)

Dodatkowo:
- długopis + coś do notatek (np. co potrzebujesz by ktoś dokupił)
- ładowarka do telefonu
- przekąski np. suchary beskidzkie lub herbatniki – coś na mały głód i jakiś prowiant dla męża,
- ręczniki papierowe do osuszania krocza
- 2-3 reklamówki do zapakowania butów lub brudnych rzeczy - moim zdaniem cenna porada, bo bym nie pomyślała, że buty w których przyjadę do szpitala trzeba będzie w coś wpakować i włożyć do szafki lub torby :)


Dla dziecka:
- pieluszki jednorazowe,
-rękawiczki niedrapki  i skarpetki gdyby rękawiczki się skończyły
- nawilżane chusteczki
- 2 małe tetrowe pieluszki + jedną flanelową
- kosmetyki, szczotka do włosów (wg.uznania) -  zapakowałam sól fizjologiczną, krem od 1-szego dnia, żel do mycia, bepanthen gaziki jałowe  – resztę myślę, że mąż może dowieźć w razie potrzeby.

Na powrót  do domu:
- ubranie i obuwie dla mamy,
- odpowiednie do pogody ubranie dla dziecka
-fotelik samochodowy
- rożek


Wiadomo każda kobieta jest inna i każda będzie potrzebować różnych rzeczy, ponadto każdy szpital jest inny i każdy daje i wymaga innych rzeczy,
jednak po przeczytaniu masy list z tym co wziąć ze sobą na porodówkę byłam w szoku, 
gdy czytałam np. o kosmetykach do makijażu. 

Podczas mojego ostatniego pobytu w szpitalu, akurat makijaż był ostatnią rzeczą o której myślałam,
z kolei potrzebowałam więcej bluzek i spodenek do spania bo bardzo się pociłam.

Do porodu staram się podejść racjonalnie - to będzie duży wysiłek i pewnie w pierwszej kolejności będę na tyle zmęczona, że będę potrzebować odpoczynku, snu, potem prysznica, umycia spoconych włosów i czystej bielizny oraz rzeczy do higieny poporodowej. Poza kolejnością na pewno będzie dziecko i opieka nad nim, ale tutaj mam spokojną głowę, bo szpital zapewnia dla dziecka rzeczy.

I zawsze sobie myślę - to tylko ok. 3dni, a jak coś się przedłuży to przecież mąż i tak będzie do mnie jeździł codziennie i mamy ze sobą stały kontakt telefoniczny więc gdybym czegoś potrzebowała to on mi to może dowieźć lub dokupić. 

Podobnie jak czytałam niektóre listy do szpitala to myślałam - kurczę po co tyle rzeczy,
przecież i tak tych podstawowych jest masa, a gdzie tu te dodatkowe i w sumie po co,
serio niektóre wyglądały jakby kobieta jechała na 5-cio dniowy wypoczynek niż na poród i przywitanie na świecie swojego dziecka.

Oczywiście mogę się mylić, bo każda z nas jest inna, 
ale myślę nie ma co przesadzać w ilością dodatkowych rzeczy do szpitala , 
bez których na co dzień możemy się obejść, 
bo w szpitalu mamy tylko małą szafkę i trochę miejsca pod łóżkiem. 
Do tego salowe też nie są zadowolone gdy muszą omijać wielgachne walizki podczas mycia podłóg,  przecież na sali gdzie leżą świeżo upieczone mamy ze swoimi maleństwami musi być czysto :)

Teraz kolejnym krokiem będzie zapakowanie torby na wyjście dla maluszka i dla mnie, choć myślę, że ja to sobie mogę do domu wrócić w tym w czym do szpitala pojadę rodzić, a gdyby tak nie było, to mój mąż na pewno dobrze ogarnie temat i przywiezie mi to w czym będę dobrze się czuła i... mieściła :)

niedziela, 10 sierpnia 2014

Ostry ból w lędźwiach - czyżby kolka nerkowa?

Równo dwa tygodnie temu poczułam znów mocny ból z lewej strony pleców. Na szczęście szybko przyszedł, szybko minął...ale powrócił we wtorek ze wzmożoną siłą i ostrością.

Ból w plecach w czasie ciąży może być różnego pochodzenia, a patrząc na mój wielki rosnący brzuszek, spodziewałam się, że kręgosłup troszkę ma dość i daje się we znaki. W dodatku w przeszłości miałam problemy z kręgosłupem - skrzywienie, bóle, itd., jednak niestety to nie był kręgosłup.

Ból po rozmasowaniu przez męża nie zniknął, może jedynie stał się troszkę znośniejszy, co jeszcze charakterystycznego? Był ostry jakby z jednej strony pleców, ktoś wbił mi dłoń z setką igieł. Ból co jakiś czas puszczał, by potem znów dać o sobie znać, nasilał się przy leżeniu na wznak, ale też leżenie na boku nie było komfortowe. Ogólnie znalezienie pozycji, w której byłby mniejszy lub ustępowałby było niemożliwe.

Przy jednym ataku bólu miałam ochotę zwymiotować, tak silny i nieznośnie ostry był ten ból :(
miałam dreszcze, poty i wpadłam na pomysł prysznica - kąpieli, tu okazało się, że ciepła kąpiel lub gorący prysznic skierowany na bolący bok łagodził nieco ból. I tak przetrwałam wtorek, noc była znośna więc też przetrwałam ciągle myśląc, że to albo przewianie albo ból od kręgosłupa, który musi mocno się nadźwigać teraz. Środa nadal upłynęła pod znakiem ataków bólu i chwil odsapnięcia, choć ból już tak nie puszczał, był ciągły raz mocniejszy, raz słabszy. W nocy atak bólu spowodował  kolejny gorący prysznic i chodzenie po mieszkaniu jak widmo, trochę poleżałam, a potem znów ból, znów chodzenie i cierpienie. Nad ranem puściło więc chwilę się przespałam, niestety po przebudzeniu był znów tak silny, że z bezsilności zaczęłam płakać. Moja granica wytrzymałości została przekroczona i pojechałam do lekarza. Pani doktor nie wiedziała co ze mną począć, postukała po plecach, ucisnęła w boku i... wypisała skierowanie do szpitala z podejrzeniem kolki nerkowej.

Byłam przerażona a zarazem wykończona bólem. Bałam się szpitala- od czasów wczesnego dzieciństwa nie miałam tej wątpliwej "przyjemności" pobytu w szpitalu. Od lekarza pojechałam do męża powiedzieć mu co i jak, poradzić się i otrzymać trochę wsparcia. Potem szybkie zakupy - woda, chusteczki higieniczne,  jakieś słodkie na w razie gdyby mnie zostawili na oddziale - wciąż miałam nadzieję, że zbadają, dadzą wskazówki, lek i do domu, bo przecież teraz nie chcą trzymać długo w szpitalach.

Myliłam się...

...w szpitalu spędziłam 5 długich dni, pierwszy dzień to były badania, potem no-spa i KTG, po no-spie nieco ból zelżał, ale też i strach przed igłą i zastrzykiem był wielki - bo baba nie pomyślała, że jak ma założony weflon to jej dadzą kroplówkę zamiast zastrzyku w tyłek... ;)  Następnego dnia obchód - niezłe przyjemniaczki z tych lekarzy, włączono mi furaginę do leczenia i skierowana na usg układu moczowego. Na usg wyszło tylko powiększenie układu kanalikowo-miedniczkowego, a nie było żadnych kamieni - tu odetchnęłam z ulgą, ale co z tym bólem?!?
Po powrocie z usg czekało już na mnie KTG, po którym dostałam znów atak bólu i poprosiłam położną o coś na niego, bo robiło mi się słabo. Dostałam kroplówkę i po chwili jak tylko ból się zmniejszył - tak dobrze by całkiem odszedł to nie było -zasnęłam słodkim snem i obudziła mnie dopiero pani podająca kolację - bo talerz postawiła na mojej szafce i nalewała mi herbaty. W nocy już ból nie był tak mocny by prosić o kroplówkę i czekałam następnego dnia by dowiedzieć się co jest grane z tym bólem i czy już mnie wypiszą - taka niecierpliwa byłam... Jednak na wypis musiałam trochę poczekać, bo podczas kolejnego KTG dostałam taki atak, że prosiłam kobietkę aby poszła po położną i odłączyli mnie od KTG, bo nie daję rady leżeć. Z automatu położna przyszła z lekarką i znów kroplówka. A na obchodzie - zostaje pani dalej, choć nie ma kamieni i nie wiemy skąd dokładnie ten ból pochodzi. Czyli miałam objawy kolki nerkowej, ale nie było ani kamieni ani bakterii. Zalecenia dużo wody, na atak - kroplówka, furagina i no-spa.
Kolejne dni na szczęście obyły się już bez ataków, ale za to z myślą :
"kiedy mnie wypuszczą, no-spę i furaginę to sobie mogę w domu brać na taki lekki ból"
Miałam ciągle przeświadczenie, że już do końca ciąży te kłucie będzie mi dokuczać i będę cierpieć. Oczywiście w międzyczasie czytałam wszelkie artykuły, jakie znalazłam w internecie nt. kolki nerkowej w ciąży oraz różne fora ciężarnych, które przeżyły takie ataki bólu. Tam wyczytałam, że czasem objawy kolki nerkowej daje uciskająca na nerkę lub moczowód, macica. I tak chyba było w moim przypadku.

Na szczęście w poniedziałek pojawił się po urlopie ordynator i powiedział mi, że miałam jednak lekki zastój, ale bakterii nie ma więc prawdopodobnie to wina dużej ciąży, ostukał znów mi plecy i stwierdził, że wypuści mnie do domu jak ból ustąpił, a w razie ponownego ataku mam znów zgłosić się na oddział, bo niestety może wrócić...

Takim oto sposobem miałam cały tydzień wyjęty z życia i nawet nie wiem kiedy zaczęłam 35tc.
Cieszyłam się, że ból ustąpił i pojawiał się tylko lekki i sporadycznie, bo jeszcze tyle rzeczy do zrobienia przed przyjściem potomka na świat.

W tym tygodniu jak tylko poczułam się lepiej szybko poprasowałam pranie, kupiłam resztę rzeczy do wyprawki dla maluszka i dla siebie na kolejny pobyt w szpitalu. Na razie wszystko jeszcze leży i czeka na spakowanie w torby, ale jestem już spokojniejsza bo od dwóch dni całkiem zapomniałam co to ostry ból w lędźwiach :)

Teraz za to mocno odczuwam rozpychanie się maluszka w brzuszku,
jego kopniaki w żebra też są bolesne, ale matka oczywiście szybko tłumaczy sobie, że biedne maleństwo ma tak już ciasno i myśli żeby tylko dziecko nie kopnęło w nerkę lub nie ucisnęło na moczowód :)

Ach i co ciekawego wyczytałam jeszcze o ataku kolki nerkowej?
Podobno ból z nerki jest o wiele silniejszy niż porodowy więc kobiety, które przeżyły ból związany z kolką nerkową nie powinny obawiać się bólu porodowego. 
Choć myślę, że nie można porównywać tych bólów do siebie, to coś z tego jest prawdą i napisała to jedna forumowiczka, która stwierdziła, że ból podczas porodu pojawia się podczas skurczów i na chwilę znika więc można odsapnąć choć parę sekund, a ból w kolce nerkowej jest ciągły i ostry przez co nie można od niego odpocząć i przez to jest ciężki do wytrzymania.

Jedno tylko wiem, że strach ma wielkie oczy i niepotrzebnie tyle dni chodziłam z takim okropnym bólem.
Powinnam już po jednym dniu zgłosić się do lekarza, a w szpitalu zamiast bać się zastrzyków,
prosić o złagodzenie bólu, bo nie warto tak cierpieć, a i maluszek też odczuwa cierpienie matki.

Za to co nasłuchałam się serduszka mojego maluszka i mogłam skupić się na jego ruchach to moje :)
I przynajmniej wiem, że wszystko z nim jest dobrze.

wtorek, 29 lipca 2014

Lekkie ciasto sezonowe - czyli zachcianki ciążowe :)

Mimo upałów i mimo upiornie bolących pleców - zmorach ostatnich dni, 
zachciało mi się dziś ciasta.

A to za sprawą kuzynki męża i mojej mamy, które wczoraj zaczęły wtórować sobie jakie to dobre są domowe ciasta, takie szarlotki z lodami itp.

Mi zachciało się czegoś lekkiego,
czegoś słodkiego, ale bez przesady,
czegoś co można zrobić z niczego,
czegoś i do lodów i do kawy i do kubka zimnego mleka...

Mowa o sprawdzonym przepisie na ciasto z owocami sezonowymi
 (lub takimi ze słoika z kompotu, po prostu jakie w domu mamy)

Przepis banalnie prosty:
1szkl. mąki tortowej
1 szkl. mąki ziemniaczanej
1szkl. cukru ( akurat ta ilość jest orientacyjna,
 bo piekąc z owocami słodkimi z kompotu daję mniej cukru)
4 jajka
1/2 kostki masła (lub margaryny - preferuję masło lub masło roślinne)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 olejek śmietankowy lub waniliowy (lub inny wg uznania)
dużo owoców sezonowych lub takich z kompotu

Wg. przepisu masło powinno się ucierać z cukrem dodając na zmianę jajko i mąkę,
ja jednak robię to inaczej:
roztapiam masło z cukrem w rondelku (nie gotuję),
potem miksuję i dodaje powoli jajka, potem olejek i przesiane przez sito mąki z proszkiem do pieczenia.

Całość jest dość gęsta dzięki czemu owoce nie opadają całkowicie na dno,
ciasto wylewam do formy,
na górę wrzucam owoce (dużo owoców)
i piekę w temp. 170st. C ok. 45minut (z termoobiegiem).

Moje dzisiejsze ciasto jest ze świeżymi śliwkami,
na blaszkę wrzuciłam chyba z 3/4kg śliwek a mogłam jeszcze więcej.
Niestety zdjęć pięknych nie posiadam, 
bo ciasto zostało ledwo wyjęte z piekarnika gdy pojawili się goście
więc szybko posypałam je cukrem pudrem (śliwki nie były zbyt słodkie),
pokroiłam i podałam na ciepło z lodami :)

Wszystkim w takiej wersji bardzo smakowało 
więc polecam gdy nachodzi Was smak na słodkie a owoców w domu pełno lub gdy niespodziewanie zapowiedzą się Wam goście, bo przygotowanie zajmuje może kwadrans a można podawać je na ciepło :)

poniedziałek, 28 lipca 2014

Jak przetrwać upały w ciąży?

Lato, słońce, plaża...ahhh... to jest to, ale w ciąży skwar, spiekota, duchota i żar z nieba nie jest już taki przyjemny. Choć gdybym miała możliwość spędzić cały dzień w jeziorze to chętnie bym to zrobiła - chłodna woda, lekki wiatr i ja zamoczona w wodzie po pachy z pięknym wielkim kapeluszem na głowie.
Niestety na taki luksus nie mogę sobie pozwolić, a jakoś trzeba przetrwać upały, które teraz nadeszły.


wtorek, 15 lipca 2014

O wózku słów kilka...

Każdy ma swój indywidualny sposób na kupno wózka dla swojej pociechy.
Jedni analizują, wybierają, dyskutują, testują...
inni patrzą na cenę (w sumie kto nie patrzy)
a jeszcze inni kupują jak jest okazja lub ostatni dzwonek na jego kupno.

Skąd dziś temat wózków - a telefon od kuzynki czy przypadkiem nie szukamy, bo ich znajomi mają fajny niezniszczony do odsprzedania po atrakcyjnej cenie.

I nie jest to pierwsza propozycja nam składana odnośnie odkupienia używanego wózka.
Moim zdaniem to jedna z fajniejszych opcji, bo pozwala sporo zaoszczędzić, jednak też trzeba uważać na to co się kupuje. Czasami wózki opisane jako w stanie dobrym są tak naprawdę w stanie tragicznym. Z wózkiem jak z wieloma rzeczami trzeba dobrze się zastanowić i przemyśleć, żeby potem nie było nerwów niepotrzebnych.

Jak wybrać ten idealny dla siebie wózek?

Nam pomogło (oprócz zrządzenia losu) odpowiedzenie sobie na parę pytań:

1. Gdzie mieszkasz - dom jednorodzinny czy mieszkanie w bloku, kamienicy? 
to pytanie ma na celu sprecyzowanie jakie gabaryty wózek powinien mieć aby nie dostać zawału podczas wnoszenia go na 3piętro lub próby wciśnięcia go do windy.  My mieliśmy łatwo - domek jednorodzinny więc waga wózka dużej roli dla nas nie miała. Choć waga gondoli już tak, ale doszłam do wniosku, że akurat może nie będę wnosić całej gondoli do domu a tylko dziecko więc nie ma co się roztrząsać nad jej wagą.

2. Kiedy ma urodzić się dziecko - wiosna-lato czy jesień-zima?
Dlaczego jest to ważne pytanie?
Bo pora roku i wielkość dziecka powinny mieć duży wpływ na wielkość gondoli. Umownie gondolę używa się przez pierwsze 6m-cy, więc trzeba przemyśleć jak duża ta gondola powinna być. Jeśli dziecko ma przyjść na świat w okresie wiosna- lato wtedy najczęściej wielkość gondoli nie jest już tak istotna ( wtedy trzeba pomyśleć nad tym jakie dziecko może być duże), jednak jeśli tak jak nasze dziecko ma przyjść w sezonie jesień-zima wtedy trzeba przewidzieć, że bobas będzie ubierany grubiej - kombinezon czy też śpiworek, kołderka itp. Przy takim grubszym ubiorze mała, zgrabna gondolka może okazać się ciasnawa dla naszego dziecka.
My zwróciliśmy na to uwagę i wybraliśmy jedną z większych gondoli, myśląc też o tym, że w najbliższej rodzinie raczej małe dzieci to nie są :)

3. Po jakich terenach najczęściej będziecie spacerować?
U nas do tej pory królowały wertepy, nieodśnieżone chodniki, dziury, krawężniki i ogólnie dość trudny teren. Sklepy u nas przeważają małe które nie są takie fajne do wchodzenia z wózkiem więc nie brałam pod uwagę manewrowania pomiędzy półkami.
To pytanie jest warte odpowiedzi przy wyborze wózka ze skrętnymi kołami lub z tradycyjnymi kółkami nieskrętnymi.
Po określeniu nawierzchni można też określić jakie mają być kółka: duże- mniejsze, pompowane czy piankowe. Ja jestem i tak zwolennikiem dużych, pompowanych kół więc nie ważne było dla mnie, że mamy teraz taki piękny nowy chodnik na ulicy i w sumie każde kółka sobie poradzą.

4. Jaki macie środek transportu?
Pytanie ważne - jeśli bagażnik jest duży można pokusić się o wózek klasyczny, ale jak wasze auto ma ograniczoną przestrzeń warto poszukać bardziej ergonomicznych kształtów po złożeniu. Nasz wózek mimo, że klasyczny nie zajmuje aż tak wielkiej powierzchni dzięki możliwości łatwego demontażu kół, poza tym skorzystaliśmy z opcji dokupienia adapterów i montowania na ramie fotelika samochodowego, dzięki czemu nie zawsze będziemy pakować w samochód gondolę.

5. Jakie duże macie środki na kupno wózka?
To pytanie raczej pozwala odpowiedzieć na pytanie "nowy czy używany" choć nie zawsze, bo jak ktoś od razu chce nowy, to wtedy cena nowego wózka może mieć duży wpływ na wybór.

6. Co się komu podoba?
To pytanie o styl wózka, czy ma być klasyczny czy nowoczesny, cztero- czy trzy- kołowy.
To pytanie bardziej dodatkowe, bo w naszym wypadku bardziej rolę grały koła - duże, pompowane, wielkość gondoli, wielkość spacerówki, możliwość umieszczenia fotelika samoch. na ramie wózka a na koniec to, że podobają mi się wózki klasyczne a i prowadzenie wózków ze skrętnymi kółkami jakoś mi nie szło podczas oglądania wózków w sklepie.

Ogólnie wybór wózków dla dziecka jest przeogromny i można nieźle się zagubić w poszukiwaniach.
U nas niedaleko padł nasz wybór teoretyczny (czyli to co sobie umyśliliśmy oglądając w internecie, podglądając mamy na spacerach i przyglądając się wózkom w sklepie) z tym co mamy obecnie w domu.

W naszym wypadku dużą rolę odegrało zrządzenie losu i przypadek, bo okazało się, że brat posiada wózek z firmy, którą byliśmy zainteresowani, jednak na nieco innych kołach niż mi się podobały 
- tak bardzo marzyłam o tych wielkich retro kołach :P

Potem przy próbach prowadzenia wózka - spacerówki z bratankiem, okazało się, że wózek prowadzi się świetnie, dobrze amortyzuje dziury i pokonuje je z łatwością :)

Na koniec okazało się, że bratowa i brat już w sumie nie korzystają ze spacerówki, bo młody woli pomykać na nogach gdy są na spacerze, a na potrzeby wypadowe będą mieli zajmującą mało miejsca spacerówkę "parasolkę".

Takim oto sposobem zostaliśmy obdarowani spacerówką Navington Galeon,
przez internet wyszukaliśmy mało używaną gondolę oraz adaptery do fotelika.

I bardzo mnie takie zrządzenie losu cieszy, bo jeden dylemat mniej,
bardzo dużo zaoszczędziliśmy, 
i mamy wózek niewiele inny niż ten wymarzony i upatrzony ( Navington Caravel), 
który dobrze amortyzuje, 
fajnie się prowadzi i ma sporą gondolkę,
 w której dziecku nie będzie ciasno
i który mam nadzieję  dobrze posłuży nam i naszemu dziecku :)

sobota, 12 lipca 2014

Wyprawkowy szał ciał czyli powoli kompletujemy wyprawkę dla noworodka

Ostatnio doszło do mnie, że 31 tydzień ciąży  to już czas zabrać się za wyprawkę na poważnie,
 a nie tylko jak jakaś okazja się zdarzy to kupię. 

W końcu  wg. podręczników torba do szpitala powinna być już przygotowana od 36-38tc.

Owszem tymi okazjami  i spontanicznymi zakupami wyprawkowymi trafił nam się wózek, nosidełko Maxi Cosi Cabrio Fix, leżaczek Chicco, komoda - bo akurat nam się spodobała, pieluchy wielorazowe i wiele innych rzeczy.

Część wyprawki z ubrankami już wyprana, wyprasowana i poskładana leży sobie  już w komodzie i czeka na dziecko, a część - szczególnie te dochodzące z wypadu sklepowego szalonej przyszłej mamuśki- leżą i czekają cierpliwie na uzbieranie się odpowiedniej ilości do wyprania. A kolejne wpadną na pewno, bo jeszcze postanowiłam dokupić po dwa bodziaki całkowicie rozpinane na rozmiar 62 i jakiś dresik. do tego dojdą pieluchy tetrowe, flanelowe, pościel, ręczniczek itd.

To ubranka czekające na wypranie (nowe i z SH)



A dziś razem z mężem stwierdziliśmy, że chyba pora pomyśleć nad zakupem ostatniej wielkogabarytowej rzeczy czyli łóżeczka.

Na początku mieliśmy zamawiać przez internet, ale cenowo z przesyłką była niewielka różnica niż w hurtowni art. dziecięcych w Olsztynie, 
jednak do Olsztyna nie jedziemy w najbliższym czasie a nie wiadomo, czy jak mąż będzie jechał to mi będzie pasować aby pojechać z nim, więc zaczęliśmy zastanawiać się nad poszukaniem okazji w naszych okolicach i faktycznie znalazłam na olx.pl naprawdę fajne łóżeczko z szufladą i wyposażeniem za przyzwoitą cenę,
jednak okazało się, że już nieaktualne.

Takim sposobem stwierdziliśmy, że nie ma co wymyślać i trzeba wsiąść w samochód, pojechać do jakiegoś sklepu z art. dziecięcymi w okolicy i kupić to co trzeba nie patrząc już tak bacznie na ceny, bo więcej zapłacimy za dojazdy lub przesyłki niż  zaoszczędzimy na łóżeczku.

Korzystając, że mąż miał dziś wolne, pogoda też taka, że nic się nie zrobi na podwórzu,
szybko podjęliśmy decyzję - jedziemy na zakupy dla naszego malca.

Pojechaliśmy i zakupiliśmy:

Białe łóżeczko z szufladą,


materacyk gryka-pianka i przewijak,


oraz komplet pościeli, prześcieradło i wypełnienie.

Pościel jest w kolorze złamanej bieli w brązowe gwiazdki z motywem haftowanych ważek.
Taka delikatna i nienachalna.

Oczywiście w sklepie było pełno pościeli w jakże modne sówki, standardowe misie i owieczki,
jednak intensywność barw i krzykliwość tych pościeli sprawiła,
 że wolałam zapłacić więcej i mieć dobrej jakości, elegancką pościel dla maluszka. 

Na krzykliwe wzory i kolory przyjdzie czas - jak przeprowadzimy go do zielono-niebieskiego pokoju ;)

Takim oto sposobem staliśmy się dziś bogatsi o łóżeczko z wyposażeniem, a biedniejsi o parę stówek.

Zostało mi teraz zrobić zamówienie na allegro na pieluchy
 - bo niestety ceny w moim mieście mnie powaliły (biała tetra - 3,5zł, kolorowa 5zł a flanela 6,5zł) 
oraz w aptece internetowej na art. higieniczne.

Myślę, że teraz to już z wyprawką będzie z górki,
większe rzeczy już mamy,
ubranka jakieś są a wiadomo, że jeszcze się znajdą "przy okazji",
drobne się zamówi,
a te o których się teraz zapomni to będzie czas dokupić.

Jak już skompletuję swoją wyprawkę, to na pewno zrobię jej dokładną listę,
a nuż się komuś ona przyda w przyszłości.

A wychodząc dalej w plany, 
zamierzam potem zmierzyć praktyczność mojej wyprawki z rzeczywistością.
Co było mi przydatne a co wcale się nie sprawdziło.


31 tydzień ciąży - znamy płeć!

I rośniemy sobie, rośniemy...

Coraz pokaźniejsze to mieszkanko naszego dziecka zaczyna być :)




W poniedziałek byliśmy na wizycie u położnej i ginekolog.

Jak zwykle pełna poczekalnia - cóż zbliża się czas urlopu w poradni więc wszystkie panie zapisywane są przed i po urlopie.

Poniedziałek upalny, duszny, burzowy... ogółem ciężki do zniesienia, szczególnie w poczekalni do lekarza i w ciąży, ale ja spokojnie dałam radę,
trochę wyszłam przed przychodnię, trochę posiedziałam przy oknie.
Nie spuchłam :) - to uważam za sukces, ale spociłam się jak chomik biegający w karuzeli.
Cieszę się, że w te upały jakie były ostatnio wcale nie puchłam bardziej niż normalnie. 

I było mi szkoda kobietki, której stopy tak napuchły, że wyglądały jak balony, a kobietka w mniej zaawansowanej ciąży była.

Co do wywiadu z położną i badań to:
- ciśnienie lekko podniesione - wina pogody, bo mierzę w domu i jest zawsze ok,
- serducho bije mocno
- waga +5kg od początku ciąży - czyli myślę, że w zalecanych 12kg się zmieszczę ;)
- wyniki badań są ok,
- nadal skrócona szyjka, ale nie bardziej niż była więc luteina podtrzymana,
magnez też i nakaz wypoczynku jak na L4 się należy także :)


Na USG byliśmy razem z małżonkiem, który bacznie patrzył w ekran i mógł podziwiać nasze dziecko jak sobie mlaska i trzyma rączki przy buźce,
na równiutki kręgosłup,
bijące serduszko i resztę narządów naszego bobaska, które pani doktor oglądała i opowiadała mu o tym co teraz widać :)

Wg USG wiek dziecka to 31 tygodni, 
wymiary maluszka różnią się między sobą nawet o 2tyg, ale pani doktor stwierdziła, że na tym etapie ciąży to tak może być a nawet jest bardzo częste.

Waga jaką zobaczyłam na wydruku z usg troszkę mnie zaskoczyła, bo jeden wskaźnik wagi wskazywał  1716g a drugi 2170g (!) 
a tu jeszcze tyle czasu do porodu i dziecko ma przed sobą najbardziej intensywny czas na gromadzenie tkanki tłuszczowej. Boję się jakie będzie duże w dniu porodu i czy dam radę urodzić SN.

Dzidziuś leży już w położeniu główkowym - czyli już się przekręciło główką w dół i daje kopniaki w żebra mamusi a dla rozrywki czasami łaskocze mamusię w pęcherz :)

Przechodząc do kwestii płci, to:


Nasze dziecko znów nie chciało pokazać co skrywa między nóżkami...

...ale...

...jakoś nie spodobało się maleństwu jeżdżenie głowicy od usg po brzuszku mamy...

...więc postanowiło w to przeszkadzające coś mocno kopnąć...

...ukazując tym samym pani doktor, tacie i mamie...

... bardzo wyraźnie...

...że...


BĘDZIE SYN !!!

niedziela, 29 czerwca 2014

Włosy i cera w ciąży

W wielu artykułach mogłam przeczytać, że ciąża wpływa na stan włosów i cery, że jednym się psuje ale większości kobiet ciężarnych polepsza.

A jak jest u mnie?

A tak jakoś normalnie.
Cera nieco lepsza, ale też dbam o to by dobrze i starannie ją oczyszczać, może też mniej uczuleniowych spraw wyskakuje na twarzy, a więcej za uszami, na szyi i dekolcie. Cera jak była tłusto-mieszana tak jest nadal, krostki i zaskórniki dalej się tworzą więc szału nie ma. Jedynie na nogach i rękach skóra jest suchsza, ale czy to przez ciążę - cóż niekoniecznie.

A co z włosami?
Gdzie tu te wielkie halo, że w ciąży grubsze, mocniejsze, błyszczące, zdrowe...
...słowem powalające?

U mnie chyba się nie sprawdziło,
jedynie może minimalnie szybciej rosną, ale też bez szału.
Ogonek nadal cienki, mysi taki,
z blaskiem też szału nie ma,
odżywka, maska i inne muszą być, bo byłaby bieda.

Jedynie nieco dłużej zachowują świeżość,
a raczej zachowywały do czasu nastania upałów- aż o 1 dzień dłużej mogę włosów nie myć ( nie dotyczy gorących dni lub dusznych nocy).

I do tej pory wypadały w ilościach normalnych a czasem większych,
teraz nie wypadają, ale w lato mi nigdy włosy nie leciały,
kruszą się przy stylizacji, oj kruszą tak samo,
grubsze nie są,
na szczęście cieńsze też nie.

Ogółem przyznaję się, że przed ciążą bardziej dbałam o swoje włosy, a one teraz nie wyglądają wcale źle, więc może i ciąża coś tam działa. Z kolei u kuzynki koński ogon znacznie grubszy, włosy wyglądają na mocne i błyszczące, a ona sama twierdzi, że u niej to jest związane z ciążą.

Niestety po ostatnim weselu i cóż niezbyt udanej fryzjerce moje włosy potrzebują teraz dużo więcej uwagi i poświęcenia o ile chcę zachować po ciąży jakąkolwiek długość włosów.
O ile fryzura na wesele była fajna (no niekoniecznie przód mi się podobał, ale tył był ok),
o tyle fryzjerka zrobiła mi mega siano na głowie.
Chyba nigdy w życiu nie miałam tyle chemii na głowie,
a co mnie przeraziło, to prostowanie na specyfik, który (jak spojrzałam po ułożeniu włosów na półeczkę) nie był specyfikiem chroniącym przed wysoką temperaturą i w dodatku ten spray utrwalający, był jeszcze utrwalany toną lakieru, tak że włosy lepiły się do rąk fryzjerki. Pani twierdziła na moje pytania, że musi tyle dać, bo moje włosy "piją" lakier i inaczej ich nie utrwali na tą pogodę (było deszczowo i wietrznie).

Bądź co bądź włosy zostały w stanie nienaruszonym do późnej nocy,
ale siano jakie miałam w niedzielny poranek przeraziło mnie.

Teraz robię intensywnie nawilżającą kurację - kupiłam maskę Wax z aloesem i nakładam ją na długie godziny pod czepek i ręcznik, mam też odżywkę nawilżającą alterra aloes i granat (już kiedyś pomogła),
poza tym mgiełka radical do włosów zniszczonych i na końcówki olejek arganowy. Mam jeszcze w planie wrócić do olejowania włosów o ile starczy mi czasu, choć plan nakładania oleju przed myciem raz w tygodniu wydaje się całkiem realny.

Patrząc wstecz moja pielęgnacja z czasów ciąży i sprzed niej nie różni się za bardzo, choć przed ciążą wydaje mi się, że robiłam więcej zabiegów pielęgnacyjnych, jednak też u mnie też zbiegło się to w czasie z okresem kiedy po prostu nie mam na maseczki i inne zabawy czasu. Wiosna jest dla mnie tak intensywnym okresem, że często jedyna myśl to odpocząć i wyspać się. Z kolei pierwszy trymestr był dość trudny przez nietolerowanie zapachów i wiele pachnących kosmetyków ograniczyłam.
Myślę, że skoro ciąża nie wpłynęła znacząco na moją cerę, włosy i wygląd ogółem to po ciąży też nie będzie wielkiej tragedii z wypadaniem włosów, psuciem zębów i innymi urodowymi "dolegliwościami".

Teraz jednak póki jeszcze brzuch nie jest ogromny (tylko spory) muszę zadbać o siebie, żeby po ciąży nie powiedzieć sobie: "Ale się zaniedbałam" :)

czwartek, 19 czerwca 2014

Nakaz wypoczywania a 26 -28 tydzień ciąży

Ten post miał się ukazać już jakiś czas temu,
ale tyle się działo i byłam jakoś mało kontaktowa z komputerem, że się opóźniło.

Na ostatniej wizycie u ginekolog w 26 tygodniu ciąży znów dostałam kubeł zimnej wody.

Czemu zimnej?

Bo nie zawsze jest tak jak chcemy i tak jak planujemy.

Chciałam być aktywną przyszłą mamą, chciałam pracować długo, chciałam śmigać jak sarna po polach i móc powiedzieć, że ciąża to super czas.

Choć nadal twierdzę, że ciąża to fajny czas - szczególnie odczuwanie ruchów maleństwa i patrzenie na własny skaczący brzuch - ciekawe wrażenia,
tak już nie będę sarną skaczącą po polach,
a na pewno będę już mniej aktywna niż byłam.

Powód?
Pani doktor stwierdziła skrócenie szyjki macicy, a do tego dopowiedziało mi się, że miałam mocno twardniejący brzuszek i ostre ciągnięcie w kroczu przy wstawaniu z krzesła podczas zjazdu.

Pani doktor po wywiadzie co się u mnie działo i w jakich okolicznościach występowały te objawy stwierdziła, że stres mógł się przyczynić do tego stanu.

Zapisała mi na nowo luteinę dopochwowo (którą miałam do 17tc) i końską dawkę magnezu,
wypisała zwolnienie lekarskie i kazała wypoczywać, nie przemęczać się, nie dźwigać i ogólnie korzystać z wypoczynku jak kobiecie na zwolnieniu przystało.

Nie powiem najbardziej zmartwiła mnie wiadomość o skróconej szyjce.
Oczywiście jak to ja nie dopytałam się co z tą szyjką i potem musiałam szukać informacji.

Powody skrócenia szyjki mogą być różne.
Może to być niewydolność szyjki macicy, może to być też wina anatomii - krótkiej szyjki.

Miałam ambitnie opisać co i jak z tą szyjką, ale w necie jest masa artykułów, ja czytałam m.in. ten.
Z bratową pogadałam też trochę i po japońsku czyli jako tako się uspokoiłam, jednak na tyle przejęłam, że uważam na siebie, więcej wypoczywam i stosuję się do zaleceń lekarza. Koleżanka z pracy mojego męża na jego zmartwienie moim stanem powiedziała, że jak będę wypoczywać, dbać o siebie i stosować się zaleceń lekarza to szyjka może wrócić do swojego prawidłowego stanu i potem już do końca ciąży może być prawidłowo, a moja mama powiedziała, że możliwe iż mam tak jak ona już anatomicznie krótką szyjkę.
Bądź co bądź dbam o siebie i mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze i nie grozi mi przedwczesny poród ani inne powikłania.

Na ten czas wszystko oprócz tej szyjki i twardniejącego brzucha (już o wiele mniej niż było czyli zalecenia lekarki pomagają) jest u mnie dobrze.

Dziecko jest ruchliwe i potrafi mocno dać o sobie znać więc jestem czasami aż zirytowana ilością i mocą kopniaków bądź co bądź jeszcze 1000g maleństwa :)

Zaliczyłam też dentystę i mam ząbki zdrowe, a ubytek (ukruszyła mi się plomba) uzupełniony i portfel lżejszy o 100zł. 

Balowałam na weselu u kuzyna a i w tą sobotę znów będę się bawić na weselu :)

Przez ostatnie dwa tygodnie od wizyty brzuszek mi tak wyskoczył do przodu, że na wesele musiałam dzwonić do bratowej o kieckę a na drugie wesele pożyczyłam sukienkę od kuzynki, bo w nic swojego i drugiej bratowej nie zmieścił się brzuszek.

 Zaczynają się problemy z kręgosłupem (bolą plecki wieczorami, bolą),
ze schylaniem czy wiązaniem adidasów (już nie jest to takie oczywiste jak było)
 oraz koordynacją ruchów ( a to mi coś spadnie, a to ja walnę w coś lub się potknę). 

Na wadze na razie +5kg ( +3kg licząc od wagi sprzed ciąży),
 więc też myślałam, że nie powinnam czuć się jak słoń składzie porcelany, 
a jednak czasami mam dni, że właśnie tak się czuję.

I tak mija ten czas, już zaczyna się 28 tydzień ciąży,
czyli już siódmy miesiąc,
czyli trzeci trymestr,
czyli ten czas szybko ucieka i te początkowe 9m-cy, 
które przerażało długością,
teraz okazuje się pędolino :)

niedziela, 1 czerwca 2014

Dzień jak co dzień

Spędzam dzień na sprzątaniu i ogarnianiu naszego małego pobojowiska po maju.
Mąż w pracy więc mogę sobie trochę posprzątać w niedzielę.
Potem poczytam książkę i będziemy mieć gości.

Na tą okazję czekają lody sernikowe i owoce.
Niestety truskawek nie ma, wszystkie wczoraj zostały zjedzone przez dzieciaki brata :)

Wczoraj też zaliczyłam ostatni zjazd na studiach podyplomowych.
Miałam jeszcze jechać dzisiaj zdać indeks, pracę i po ostatni wpis, ale tak dobrze się złożyło, że wszystko udało mi się załatwić wczoraj :)

I takim oto sposobem minęła roczna podyplomówka z administracji.
Na ten rok nie planuję dalszej edukacji.
Teraz czas na rodzinę, ale kto wie co dalej wymyśli kobieta :)

Trochę mi szkoda, bo fajnie było znów dowiadywać się nowych rzeczy, poznawać ludzi i co jakiś czas wyjeżdżać na zajęcia, a z drugiej cieszę się, że to już koniec, bo teraz będę miała więcej czasu na przygotowywanie się do woli matki.

Powoli przygotowujemy już wyprawkę.
Myślę, że 25 tydzień to już dobry czas na zamawianie i kupowanie wyprawki.

Zamówiliśmy już komodę, która pewnie za tydzień będzie już u nas w domu stała i będę mogła w niej układać rzeczy dla maluszka. W piątek wizyta, ale pewnie bez USG więc dalej będę trwała w nieświadomości jakiej płci będzie moje maleństwo. Tyle o nim wiem, że jest ruchliwe bardzo :)

Poza tym myślę, że jak czerwiec będzie spokojniejszy to będę miała też więcej czasu by zacząć blogować
oraz szukać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania i wątpliwości.

Ciąża trochę zmienia, ale zaczyna przerażać mnie jak dużo zmieni pojawienie się maleństwa na świecie.
Chcę mieć możliwie jak najwięcej rzeczy przygotowanych, jak najwięcej wiedzieć, żeby nie było wiele rzeczy, które spowodują u mnie zawał serca. Ech no tak, boję się, tak bardzo jak chciałam tego,tak teraz tak bardzo boję się, ale chyba to nie znaczy, że jestem niegotowa na rolę matki. Chyba każda kobieta ma te wątpliwości i chce jak najlepiej przygotować się do tego etapu w życiu.

Na razie chcę jak najlepiej przygotować wyprawkę dla maleństwa.
Kupić to co niezbędne i przygotować dla dziecka kącik, a potem będzie co będzie :)

czwartek, 29 maja 2014

Test obciążenia glukozą

Każda kobieta w ciąży chociaż raz go miała.
Ja swój pierwszy raz z roztworem glukozy przeżyłam właśnie dziś.

Wiele się nasłuchałam w poradni k podczas czekania na wizytę u ginekolog  i też zdarzyło się przeczytać o tym "słynnym" teście. 
Najwięcej emocji budziło wypicie kubeczka roztworu glukozy i wody.
Wiele pań wspominała ten test z obrzydzeniem, mówiły o mdłościach, wymiotach, okropnej słodyczy, o tym, że nie dały rady tego wypić itd.

Jakie są moje wrażenia?

Słodkie toto przeokropnie to fakt. 
Smakuje jak woda z dużą ilością cukru, taki syrop z cukru i wody jaki daje się do przetworów tylko przesłodzony.
Z wypiciem nie miałam problemów, miałam wypić to w ciągu 2-3 minut - co uważam za znęcanie się nad człowiekiem, wypiłam to w ciągu minuty...

Potem koniecznie musiałam przepłukać usta, bo bałam się, że od tej ilości cukru moje zęby wypadną.
Najgorsze uczucie to ta słodkość zalegająca w gardle, której nie można się pozbyć, bo nie wolno nic pić przez 2h.
Potem siedząc w poczekalni ogarnęła mnie fala senności, a potęgowała ją jeszcze duchota panująca w ośrodku, wyszłam więc na powietrze, chwilę pooddychałam świeżym, zimnym powietrzem i grzecznie wróciłam do poczekalni razem z czytadłem, które zabrałam z myślą o dwóch godzinach pobytu w ośrodku zdrowia.

Nie fajne było to, że odbijało mi się tym słodkim czymś,
ale najgorsze miało dopiero nastąpić...

Po teście obciążenia glukozą cały dzień mam ZGAGĘ jak smok wawelski po nieszczęsnej owieczce!

Ogólnie badanie przeżyłam,
 źle nie było, nie ma sie czego bać (a i nie używałam cytryny). 
Lepiej nie zastanawiać się i wypić roztwór bez myślenia co się pije.
Myślę, że bardzo dużo historii o tym teście jest przesadzone,
da się to wypić, da się wytrzymać czas w przychodni, tak samo jak da się mieć dwa razy pobieraną krew i nie mieć siniaka :)

Jednak w moim przypadku zgagi nie umiem wytrzymać i pojęcia już nie mam jak z nią walczyć mając w domu tylko to co mam... ;)

poniedziałek, 26 maja 2014

Już jest - nasza pierwsza sesja brzuszkowa !

Dzięki pomysłowi bratowej Mamy Laury oraz  uprzejmości Pani Fotograf Natalii mieliśmy naszą pierwszą sesję brzuszkową podczas imprezy urodzinowej Laury :) 
Wykonaną w 23 tygodniu więc brzuszek już jest choć jeszcze w sukience trzeba było go zaznaczać :)

Jestem mega zadowolona z efektów,
Pani Fotograf okazała się przemiłą i pomysłową osobą,
a cała sesja pomimo moich początkowych obaw wyszła spontanicznie i nie do końca pozowana :)

A teraz małe co nieco z efektów tej sesji :




środa, 7 maja 2014

Po półmetku... czyli już po 20 tygodniu ciąży.

W poniedziałek byłam na wizycie u ginekolog.
Tydzień już 21 :)

Dziecko rośnie,
mama rośnie :)

Przyszła mama przez święta i majówkę przytyła 2kg, czyli wróciła do wagi sprzed ciąży.
Dzidziuś ma około 410g, ale nie doszłam jaki jest długi.
Jeszcze sobie leży nóżkami w dół, co mnie trochę zmartwiło, ale podobno ma jeszcze czas żeby się przekręcić główką w dół.

Dziecię pokazać płci nie chciało,
nóżki podkulało,
pępowinką się zasłaniało,
trochę ziewało.

Niestety mama miała wysokie ciśnienie i teraz musi codziennie je kontrolować, ale chyba to był tylko dwudniowy incydent. Bynajmniej mam taką nadzieję.

Hormony zaczynają dawać się we znaki,
z piersi już pocieka coś,
a ostatnie dni to bym zażarła ze złości,
wszystko doprowadza mnie do szału.

Brzusio mamy rośnie...
Wyglądam całkiem nieźle (tak sądzę), ale odnoszę nieodparte wrażenie, że ludzie patrzą na mnie krytycznie, bo myślą, że tak przytyłam - no cóż pewnie za parę tygodni odkryją prawdę, że ten odstający brzuch to efekt ciąży a nie objadania się  :)

Dzieciątko jest aktywne bardzo, albo to ja bardzo czuję jego ruchy.
Dzisiaj już tak daje znać o sobie, że nawet stojąc czułam ruchy i uderzenia, szczególnie w dolnej części brzucha, co świadczy o tym, że moje dziecko nie myśli nawet się przekręcić główką w dół i kopanie mamy w pęcherz to dla niego najlepsza zabawa :)

Podsumowując czuję się dobrze, choć zauważam już pierwsze symptomy niezgrabności związane z powiększającym się brzuszkiem. Muszę chodzić już wolniej, bo szybki chód (taki jaki na co dzień miałam) powoduje u mnie ciągnięcie w dole brzucha i kroczu więc zaczynam czuć się jak chodząca kaczka. Ruchy maleństwa są wspaniałym odczuciem i sprawiają mi radość, choć dziś to już lekka przesada.

Kolejną wizytę mam za miesiąc,
na dzień przed weselem kuzyna - mój plan by udać się na pedicure raczej pójdzie na marne, bo nie wiedząc jak długo zejdzie w kolejce do lekarza nie mogę umówić się z kosmetyczką. No cóż będę molestować swoje stopy sama :) Największy problem weselny to sukienka - mam nadzieję, że zmieszczę się jeszcze w sukienkę, którą kupiłam rok temu.

A pisząc o ubraniach ciążowych myślę - katastrofa!
Szukam obecnie tunik - w sklepach brak, sukienki - matko wszystko na jedno kopyto, a ciążowych brak.
Jak już coś ma w nazwie ciążowa/ciążowe z automatu jest ileś razy droższe, o zgrozo, żeby jeszcze za tą cenę stała jakość i wykonanie, ale gdzie tam.

Do tej pory najlepszy zakup to tunika w kwiatki, do której ubieram leginsy, w których nigdy się publicznie nie pokazywałam i uważałam je za element bielizny zimowej, idealnej pod spodnie :) Jednak ciąża zmienia podejście do mody. Teraz najważniejsza jest wygoda, choć modnie też chcę wyglądać :)

niedziela, 20 kwietnia 2014

Dawno, dawno temu...

...miałam czas by coś napisać.

Obecnie jestem skupiona na tym co dzieje się wokół mnie,
pracy jak zwykle na wiosnę pełno,
przygotowania do świąt,
podyplomówka dalej się ciągnie a pisanie nie idzie.

Ogółem nawet nie mam ochoty odpalać laptopa i nawet przeglądać internet, a co tu mówić o pisaniu.

Co do pisania,
myślałam, że czas ciąży to tak jak z dzieckiem, cały czas coś się dzieje.
Tak nie jest, bynajmniej nie w moim przypadku.

Czuję się dobrze,
nie tyję, nie mam smaków ani wilczego apetytu, brzuszek rośnie powoli, a większość ludzi zapewne myśli, że zwyczajnie przytyłam niż że jestem w ciąży.

Jestem już prawie na półmetku, bo zaczął się 19 tydzień ciąży :)


Płci nadal nie znamy,
wiemy tylko, że dziecko ma mocno bijące serduszko i czasami jest bardzo ruchliwe szczególnie przy muzyce.

Pierwsze ruchy maleństwa poczułam już w 17tc a już od 18tc są rozpoznawalne i wyczuwalne wyraźnie :)

Miałam już pierwsze zakusy na zakupy, a dokładnie kupiłam ślicznego pajacyka na 74cm, uniwersalnego ecru z króliczkiem :) nie mogłam przejść koło tak ślicznej rzeczy po tak niskiej cenie obojętnie i stwierdziłam, że na wyrost może być, bo akurat najwięcej ciuszków mamy na 50-62, na 68 już wcale nie tak dużo, a na 74 tylko troszkę :)

Mamy już wózek :)
Dzięki mojemu bratu w sumie, bo oddali nam swoją spacerówkę navingtona po synku.
My dokupiliśmy gondolkę i takim sposobem wózek już jest i czeka na dzidzię :) Brakuje mi tylko do wózka torby na akcesoria i pokrowca na deszcz.

Z takich dużych rzeczy dla dziecka to brak nam łóżeczka, fotelika samochodowego i bujaczka- leżacza, a tak to, że najgorszy wydatek związany z zakupem wózka mamy za sobą :)

Czas leci szybciutko i zapewne zanim zrobię kolejny wpis trochę go upłynie.




wtorek, 18 marca 2014

Pierwszy trymestr za nami

Na ostatniej wizycie w 13tc towarzyszył mi mąż.
Oczywiście nie był na całej wizycie tylko na usg, bo badanie ginekologiczne lekarka wolała przeprowadzać bez męża (w sumie po co ma widzieć takie rzeczy).

Dziecko rozwija się dobrze, ruszało się, serduszko pikało, żołądeczek był, przezierność karkowa jest ok,
mąż był zachwycony widokiem naszego maleństwa. 
Od tamtego usg mąż często głaszcze mnie po brzuszku i zastanawia się kiedy nam pokaże maleństwo czy jest chłopcem czy dziewczyną :)

Zauważyłam też spore polepszenie samopoczucia,
niestety bóle brzucha wróciły i wróciła luteina, jednak nie ma co martwić się na zapas.

Zaczynamy drugi trymestr :)
Spodnie ciążowe - kupione.
Preparaty na rozstępy (tołpa mum) też już są, niedługo będą w użyciu.

A za dwa tygodnie kolejna wizyta.

I kolejne stwierdzenie - innym bardziej niż nam zależy na poznaniu płci naszego maleństwa :)
Tak, tak to prawda.
Dla nas ważne by było zdrowe,
a gdzie nie pojedziemy to pytanie - A wiecie już co będzie?
No wiemy, dziecko będzie.
Takie piękne po mamusi i tatusiu.

Czy poznanie płci jest aż tak ważne i konieczne do tego by cieszyć się dzieckiem?
Kiedyś ludzie nie znali płci do dnia porodu i jakoś nikt nie pytał co będzie, 
a teraz w dobie USG 3D, 4D i innych różnych wieloD, 
już na samym początku każdy chce podejrzeć czy będzie chłopiec czy dziewczynka.

My nazywamy dziecko maleństwem
i tak jest ok.
Będziemy je kochać tak samo mocno niezależnie od płci.
Wiadomo to nasze pierworodne więc może przy kolejnym będziemy już bardziej chcieli chłopca lub dziewczynkę, ale to czas pokaże czy i kiedy co będzie.

Na ten czas cieszę się, że pierwszy trymestr już za mną,
że najgorszy okres pod względem poronień i dolegliwości ciążowych już odchodzi,
 mdłości już mijają ( nie wymioty, bo takowych nie miałam),
mam więcej sił i energii,
piersi już nie są takie tkliwe,
powoli brzuszek rośnie,
na tyle, że trzeba było siedząc rozpinać guzik w spodniach a biodrówki za mocno uciskały pęcherz.

Co będzie dalej?
Zobaczymy :)

W najbliższym czasie muszę poświęcić czas na napisanie pracy podyplomowej,
a że po serii wiatrów i zmiennej pogody walczę z przeziębieniem, to mogłam dziś poświęcić chwilę i leżąc w łóżku zdołałam napisać parę zbdur na blogu :)








niedziela, 23 lutego 2014

W poszukiwaniu kosmetyku idealnego... dla kobiety w ciąży.

Cóż zaczynając kolejny tydzień ciąży, obecnie 12, zauważyłam zmiany jakie zachodzą w moim ciele.

I nie chodzi o powolnie uwypuklające się podbrzusze,
a o wygląd mojej skóry.

Od kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży stosowałam po kąpieli oliwkę dla mam Fur Mama zakupioną w rossmannie oraz okazjonalnie kolagen do ciała z Bingo Spa.

Niestety oliwka od paru dni zaczęła powodować mocne swędzenie skóry na piersiach oraz niestety też krostki - zaczęła zapychać  skórę mimo używania peelingu,
ale też widzę, że nie radzi sobie z nawilżaniem.
Podobnie kolagen z BingoSpa nie daje rady nawilżyć dostatecznie skóry na piersiach,
a na brodawki muszę kupić chyba coś mega skoncentrowanego, bo są mega wysuszone!

Do tej pory uważałam, że mam skórę tłustą i mało wrażliwą.
Tatuaż z henny trzymał mi raptem dzień co właśnie świadczyć miało o tłustej skórze, 
ale też mogłam posmarować się byle czym i skóra wszystko przyjmowała bez swędzenia ani krostek.

W ciąży odwróciło się o 180 stopni,
piersi swędzą i są suche mimo porannego i wieczornego wcierania balsamu czy oliwki,
na brzuchu na szczęście jeszcze nic się nie przesusza jak na piersiach, ale śmiem twierdzić, że to tylko kwestia czasu.

Włosy do tej pory przetłuszczające się, 
a w pierwszych tygodniach ciąży polewane codziennie smalcem (tak mi się przetłuszczały)
teraz wydłużyły swoją świeżość do 3dnia od mycia co jest absolutnym hitem dla mnie.

Twarz- tu dużo się nie zmieniło, zapychają kremy, zapychają podkłady, zjem coś co uczula wyskakuje pokrzywka, krostki niewiadomego pochodzenia wyskakują...
...ale, ale...
nie służy mi już krem wcześniej genialnie radzący sobie z twarzą i niedoskonałościami.
Teraz mojej skórze na twarzy odpowiada naturalny balsam "Ratownik górski" z rokitnikiem i mumio.

I idąc za tymi zmianami zaczęłam zastanawiać się nad kupnem czegoś mocniejszego,
ale i bezpiecznego dla kobiety w ciąży.
Niestety jestem posiadaczką skóry bardzo skłonnej do rozstępów - dziś znalazłam jednego małego barbarzyńce na piersi! 
Nie jest w sumie jedyny, bo mam sporo takich wątpliwej urody "pamiątek" po okresie dojrzewania, ale wolałabym jednak po ciąży nie wyglądać jak pole po orce.

Dziś dostałam od bratowej próbkę kremu na rozstępy Palmers i jestem ciekawa jak zareaguje moja skóra, próbka jest dość duża więc myślę, że uda mi się choć trochę wyrobić zdanie o kremie, a że bardzo lubię naturalne kosmetyki to mam nadzieję, że owy produkt się u mnie sprawdzi i będę mogła prosić męża o kupienie mi zestawu na urodziny :)

Ciekawa jestem jakie inne kosmetyki są warte uwagi i wydawania na nie pieniędzy aby zasypiać spokojnie i nie bać się, że o poranku nie pozna się swojego ciała...