sobota, 16 listopada 2013

Przeziębienie a zapłodnienie

Ostatnio czasy troszkę rozchorowałam się (znów), ale na całe szczęście obyło się bez lekarza :)

Ponownie miałam problemy z migdałkami, temperaturą i ogólnym rozbiciem.

Choroba zbiegła się w czasie z okresem okołoowulacyjnym jeśli tak to mogę nazwać.
Podwyższona temperatura skutecznie przeszkodziła mi w wytropieniu termometrem i NMPR ( o których pisałam TU)

Przez to zaczęliśmy się z mężem zastanawiać "A co jeśli doszło do zapłodnienia a ja się przeziębiłam? Jakie leki mogę brać, a jakie nie?"
Fakt może na wyrost, ale z drugiej strony lepiej dmuchać na zimno.

Znów poszedł w ruch wujek google oraz pytania do mamy itd.
Cóż mama za dużo mi nie pomogła, sama nie wiedziała.
A wujek google podpowiedział, że:
Do ok. 14 dni po zapłodnieniu czyli do dnia w którym ma być okres i kobieta najczęściej nie wie, że jest w ciąży, zapłodniona komórka jajowa ma zdolność do regeneracji. Co oznacza, że nie powinnyśmy się obawiać, gdy zdarzy nam się wypić jakiś alkohol, czy właśnie brać leki z apteki na przeziębienie. Przykładowy artykuł można przeczytać tu [KLIK]

Mnie to osobiście w miarę uspokoiło, ale że nie do końca daję wiary artykułom w internecie, więc wolałam do minimum zejść z lekami z apteki.

Co mi pomogło (i pomaga nadal)?
Sok z malin, sok z czarnego bzu i sok porzeczkowy,

witamina C,

wysmarowanie się na noc maścią rozgrzewającą - VapoRub

na gorączkę - zwykły apap

Gorąca kąpiel - wypociłam się i wygrzałam za wszystkie czasy i od razu śmignęłam do łóżka - wstałam rano bez bólu gardła i bez gorączki. (ból gardła wrócił wieczorem).

A na koniec myślę, że również najbardziej pomocny przy przeziębieniu, osłabienia a zarazem naturalny lek:
- domowy, niegdyś znienawidzony syrop na przeziębienie z czosnku, cebuli, miodu i soku z cytryny. Teraz biorę go dwa razy dziennie po łyżce stołowej profilaktycznie na wzmocnienie odporności.
Przepis wrzuciłam w tym poście [KLIK] , aby było go łatwo znaleźć :) W tamtym roku pomógł mi uporać się z okropnym przeziębieniem i potem uchronił mnie do wiosny przed chorowaniem, więc warto przełamać się i zażywać regularnie w okresie jesienno-zimowym. (to temu ostatnio u lekarza sam czosnek czułam)

I choć nie wiem czy nam się uda czy nie, to i tak wolę ograniczyć ilość leków, bo po dwutygodniowej anginie w październiku po prostu też obawiam się o swój żołądek.

2 komentarze:

  1. do póki zarodek nie zagnieździ się w macicy żyje zasadą "wszystko albo nic".. czyli jeslii jakies nasze zachowanie uszkodziło by pęcherzyk,to nastapiło by samoistne poronienine..

    OdpowiedzUsuń
  2. ja byłam chora kiedy doszło do zapłodnienia.. zresztą tatuś też. próbowaliśmy "domowym" sposobem się wygrzać i się okazało że jeszcze coś spłodziliśmy :P

    OdpowiedzUsuń