niedziela, 15 grudnia 2013

Filcowana bombka serduszko - świąteczne DIY part 3

Dnie robią się coraz krótsze a wieczory dłuższe więc korzystałam z wolnego czasu i kiedy tylko miałam parę chwil postanowiłam spróbować czegoś nowego.

Przez internet zakupiłam czesankę wełnianą, 
serduszka ze styropianu,
igły 
i zaczęłam przygodę z filcowaniem na bombkach :)

Jest to dość czasochłonne zajęcie, 
potrzeba trochę pomysłu,
dużo cierpliwości ( bo mi wełna uciekała),
oraz
stwierdzam, że więcej igieł, bo pojedynczą można się umęczyć.

Oczywiście podczas robienia były ofiary:
moje palce (auć igłą sobie dałam po łapkach)
i najcieńsza i najbardziej precyzyjna igła.

Efekt?

Proszę bardzo:


Tu już serduszko na miejscu swojego przeznaczenia:


Choć mam ostatnio mało czasu, bo pomagam teściom to wieczory lubię spędzać coś sobie plotąc, przypinając lub malując. Zauważyłam, że dzięki temu nie myślę za dużo, nie czytam dziwnych artykułów przez co sarkazm i ironia zostały nieco w tyle, dlatego też będzie teraz mniej o staraniu się o dziecko, ciąży i innych tego typu ciekawostek. 
Aczkolwiek coś mi w tej łepetynce świta, by coś więcej naskrobać, 
ale na obecną chwilę brakuje mi czasu i sił.

Tymczasem wracam do "pracowni" dalej tworzyć, bo filcowe serduszko zajęło tyle czasu, 
że muszę nadrobić karczochy i inne projekty zanim nadejdą święta.

czwartek, 5 grudnia 2013

Bombka karczoch - DIY po raz drugi

Powoli rozkręcam się w tworzeniu świątecznych dekoracji, chcę w tym roku stworzyć świąteczny klimat u nas w mieszkaniu :)

Dzięki dobroci Mamy Laury wzbogaciłam się o nowe tasiemki, 
od razu po powrocie z pomorza poleciałam na zakupy i wzięłam się do pracy.
Oto i efekt z wykorzystaniem ślicznej pistacjowej tasiemki, którą dostałam.

Bombeczka jest dwustronna, zawieszana po środku i chyba będzie prezentem dla teściów na mikołajki, bo akurat mają zielony salon :)








Z kolejnych dekoracji świątecznych dziś w ramach prezentu na mikołajki kupiłam sobie poinsecje i ustroiłam tak:

W kwiaciarni zakupiłam do stroika laski cynamonu:


Powolutku zaczyna się robić u nas świątecznie.
Obecnie "tworzy się" wianek na drzwi :)

sobota, 30 listopada 2013

Świąteczne DIY - po raz pierwszy.

Żeby nie było tak monotematycznie pokażę Wam moją nową pasję i zarazem pierwszą bombkę karczocha.
Wiem, że jest jeszcze wiele niedociągnięć w niej, 
ale każde podpowiedzi i konstruktywna krytyka mile widziane :)






Kolejne bombki pewnie zrobię bliżej świąt, bo zabrakło mi tasiemek, a że ceny w sklepach powalają zostaje mi zamówić na allegro.
W przerwie od robienia bombek wiję sobie o takie patyczki i mam nadzieję, że uda mi się stworzyć z nich coś ładnego, fajnego i bardzo świątecznego :)


czwartek, 28 listopada 2013

Kiedy zrobić test ciążowy - trochę informacji, więcej przemyśleń

O testach ciążowych pisać wiele nie będę, bo jest bardzo dużo o nich informacji. 
Wspomnę tylko, że różnią się nie tylko ceną, ale też czułością i sposobem umieszczania na nich próbki.
Mówiąc o cenie, nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, kupowałam takowe raptem trzy razy w życiu.
Najtańsze wydaje mi się, że są w Tesco i o dziwo podobno też najczulsze (!), w aptece słyszałam ceny od 5 do 25zł, w rossmannie z kolei cena na półce oscyluje ok 10-14zł. 
Rodzajów jest 3: paskowy (ten np. w Tesco), płytkowy i strumieniowy.
Każdy ma swoje wady i zalety.
Paskowy i płytkowy wymagają zebrania próbki moczu do małego naczynia, ale zawsze wiadomo, że dało się odpowiednią ilość próbki do testu. Z kolei strumieniowy nie wymaga zbierania moczu, jednak jeśli nie "nasiusia" się na niego wystarczająco dużo niestety nie pokaże NIC. 

Oprócz testów ciążowych z próbki moczu, które wykonać można samemu, są jeszcze testy z krwi i moczu w laboratorium. Testy z krwi są najpewniejsze i wykrywają w ciążę najszybciej. Próbka do badania pobierana jest z krwi żylnej, nie trzeba być na czczo jak w przypadku innych badań.

Wracając jednak do tych dostępnych najszybciej testów domowych.
Należy je wykonywać rano z pierwszego po przebudzeniu moczu, a sam mocz nadaje się do testu tylko przez 15min.

I tyle z wiedzy ogólnej.
Teraz coś co zastanawia mnie najbardziej:
"Czemu na testach jest napisane, że wykrywają ciążę już po 2dniach / 6 dniach od zapłodnienia?"
(Chodzi tu o czułość testu (a tych jest 3, na pewno w internecie znajdziecie o tym informację).)

No, ale ja myślę, że kobieta może pomyśleć tak:
 stosunek był, owulacja była 2 dni temu, no to znaczy mogę wykonać test i pokaże mi czy zaszłam czy nie, super sprawa! 
Tylko właśnie tak super nie jest. 
Jeśli zgłębić temat to teoretycznie owszem po zapłodnieniu dochodzi do wzrostu HCG w organizmie i rośnie on do ok 3m-ca, ale po tych 2 dniach od owulacji może pokazać nam kłamstwo, bo przecież skąd mamy wiedzieć kiedy doszło do zapłodnienia? Może właśnie dopiero po tych 2 dniach od owulacji?

Po zgłębieniu tematu wiem, że napisy na testach to jedno a stan faktyczny to drugie.
Ogółem rzecz ujmując zaleca się najszybciej zrobić test ciążowy min. 10-14 dni od owulacji lub w pierwszym dniu spodziewanej miesiączki.
ALE...
wtedy też możemy nie ujrzeć upragnionych dwóch kresek na teście. 
Co wtedy? 
Jak dalej nie będzie okresu to odczekać parę dni i znów zrobić test, a jak dalej nic to iść do lekarza, bo może być ciąża, a może być coś innego i to tylko lekarz może stwierdzić co się dzieje.

Dlaczego może tak być, że nawet w 3dniu spóźniającego się okresu test nie pokaże ciąży?
 Po prostu w naszym organizmie nadal może być za mało hormonu aby test go "wyczuł".
I na forach faktycznie sporo kobiet mówiło o braku kreski do 8 tygodnia ciąży, inne z kolei o robieniu testu w 36 dniu cyklu (przy okresie ok. 32 dniowym) i cieniu kreski ledwo widocznym. 
Czyli na dwoje babka wróżyła.
Jednej kobiecie test pokaże, że jest w ciąży już w 10 dniu a innej nie pokaże nawet 7 dni pok spodziewanym okresie. 
Loteria?
Tak.
Myślę, że wpływ na widoczność ciąży na teście może mieć wpływ to kiedy mamy owulację.
Przykładowo: ja mam owulację 10-12 dni przed okresem, czyli może być tak, że nie zobaczę dwóch kresek na teście, bo będzie to bardzo wcześnie po zapłodnieniu. No, ale... u mnie trochę czasu zostało, by dowiedzieć się jak to będzie u mnie z testami, czy od razu szybciutko zobaczę dwie kreski czy raczej dowiem się dzięki MNPR i lekarzowi. Jak to mówią czas pokaże.

Najważniejsze by nie traktować testu ciążowego jak wyroczni:
" nie ma dwóch kresek, nie ma ciąży i jest załamanie"
Po prostu do testów jak i do starania się o dziecko trzeba mieć trochę dystansu.

 Nie łudźmy się, że dowiemy się od razu po stosunku, że jesteśmy w ciąży.
 Testy też nie do końca mogą pokazać prawdę. Zdarzają się takie, które pokazują ciążę, której nie ma.
Dość często zdarza się, że na początku nie pokazują "ciąży" właśnie przez za niski poziom HCG. 
Przy testach nie można też kierować się napisami "już po 6 dniach od zapłodnienia", bo to znaczy tyle tylko, że test jest czuły, a nie że 6 dni po stosunku będę wiedzieć, że jestem w ciąży. 

Z testem można i należy spokojnie poczekać na pierwszy dzień spodziewanej miesiączki, 
trzeba po prostu być spokojnym i robić swoje, nie zastanawiać się i nie nakręcać niepotrzebnie sobie emocji i stresu. 
Pamiętać trzeba, że nawet jeśli zajdzie do zapłodnienia może nie dojść do implementacji.

Wiadomo jednak, że jak się człowiek stara to chce wiedzieć jak najszybciej, 
ale nie dajmy się zwariować!

 Musi być czas na zapłodnienie, zejście zapłodnionego jaja do macicy, zagnieżdżenie się i wytworzenie odpowiedniej ilości hormonu HCG aby nawet najczulszy test mógł go wykryć, więc nie warto tracić pieniędzy na kolejny test zrobiony szybko po owulacji a jeszcze daleko przed spodziewanym okresem ,
z myślą:

" bo a nuż pokaże, że się udało"

 no właśnie a jak pokaże wynik negatywny, to co? 

To leci się po dwóch dniach po kolejny i kolejny i kolejny...
 a kobieta z każdym kolejnym przeżywa coraz większy stres i coraz bardziej ogarnia ją smutek oraz poczucie zawiedzenia, porażki.
 Po co to komu potrzebne do szczęścia? 
Chyba nikomu.

Trzeba mieć dystans i kierować się zdrowym rozsądkiem,
 bo moim skromnym zdaniem nie potrzebne są kobietom takie huśtawki emocji i te ciągłe myśli: 
" udało się czy nie?" czy  też " test negatywny, kurczę nie udało się, a może jednak?".

Oceńcie same czy nie lepiej spędzać miło czas z mężem bez tych myśli i spokojnie poczekać do tego dnia w którym "miesiączka się spóźnia" ?

poniedziałek, 25 listopada 2013

Liebster Blog Award



Zostałam nominowana do Liebster Blog Award przez Współczesna Mama ( wspolczesnamama.pl)
Bardzo dziękuję za wyróżnienie!
„Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Celowo jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.” 
1.Czyje wsparcie jest dla Ciebie najważniejsze? Męża i rodziny

2.Ulubiony cytat?
Mało znam cytatów, ulubionego nie mam,  a obecnie do głowy przychodzi mi:
„Co mnie nie zabije to wzmocni”

3.Duchowość czy materializm?
Duchowość choć w obecnym świecie dobra materialne też są ważne.

4.O czym nigdy nie napiszesz na blogu?
O tym o czym nie chcę by ktokolwiek wiedział, rzeczach zbyt osobistych.

5.Jak lubisz być nazywana/ny?
Przez rodzinę zdrobniale np.  Tysia, Tynia
A reszta wolę jak mówi mi normalnie po imieniu J

6.Kawa czy Herbata?
Kawa i herbata – byle dobra jakościowo!

7.Co Cię denerwuje w blogerach?
Nieumiejętność radzenia sobie z krytyką, lans na siłę i brak dystansu do samego siebie i blogowania.

8.Idealny dzień?
Każdy  dzień może być idealny, wszystko zależy od nas.
A idealny był dzień naszego ślubu J

9.Lubisz gadżety?Jakie najbardziej?
Raczej nie jestem gadżeciarą, wolę rzeczy potrzebne i przydatne.

10.Najpiękniejsze miasto w Polsce?
Każde ma swój urok, dobre wspomnienia mam z Krakowa.

11.Masz jakiś nałóg?
Bardzo lubię słodycze!

[EDIT]
Kolejny raz zostałam nominowana do Liebster Blog Award tym razem przez Herbacianą Córę
Oto moje odpowiedzi na pytania:

1.Pisząc bloga - piszesz bardziej dla siebie, czy bardziej dla czytelników?
Blog założyłam z myślą o sobie by mieć wspomnienia z okresu starań o dziecko, ciąży, ogółem macierzyństwa, ale po przeczytaniu masy artykułów chciałam podzielić się swoimi przemyśleniami więc uznać trzeba, że piszę i dla siebie i dla czytelników.

2.Co Cię najbardziej inspiruje?
Często inspirują  mnie inne osoby, ale też książki, artykuły oraz przyroda.

3.Mój szacunek budzi...
Wiele rzeczy, w zależności od osoby. Mój szacunek budzi wiedza posiadana przez kogoś, umiejętność słuchania, posiadanie swoich przekonań, bronienia ich ale i nie narzucania innym, mój szacunek budzi dobro i chęć niesienia pomocy… i mogłabym tak wymieniać…

4.Książka do której najczęściej wracam...
Jeszcze takiej książki nie znalazłam, do tej pory większość przeczytałam raz.

5.Gdybyś mogła wziąć jeden dzień "urlopu od życia", jak by wyglądał?
Nie wiem jak rozumieć „urlop od życia”.
Lubię życie a gdybym miała taki jeden dzień tylko ja i piękna pogoda to najlepiej spędziłabym go nad jeziorem gdzieś w leśnej głuszy bez ludzi i dźwięków cywilizacji.

6.Największe wyzwanie które przede mną stoi to...
Mam nadzieję, że macierzyństwo a później… chyba znalezienie pracy, która sprawi mi satysfakcję.

7.Co robisz, gdy sytuacja Cię przerasta?
W zależności jaka to sytuacja, czasem proszę o pomoc, czasem po prostu muszę się tylko wygadać, czasem „przesypiam się” z problemem, a czasem tupię i rzucając sobie „coś” pod nosem staram się jednak ogarnąć tą złą sytuację.

8.Jedna rzecz, którą chciałabyś w sobie zmienić, to...
Hmmm… wiarę w siebie, a z resztą rzeczy sobie wtedy poradzę.

9.Kiedy świat mnie wkurza, zamykam oczy i widzę...
…wodę.

10.Ulubiony film...
Jeszcze takiego nie ma.

11.Ulubiony zapach... :)

Las, kwiaty, owoce... w zależności od dnia.

Osoby, które nominuję, będą ukazywały się sukcesywnie w czasie, ponieważ głównie obserwuję blogi z bardzo dużą liczbą obserwujących.
Nominuję:
Mama Laury czyli mamailaura.blogspot.com
rEwolucja czyli r-ewo-lucja.blogspot.com/
Walderdbeere czyli slodkapoziomka.blogspot.com/
Moje pytania:

1. Dlaczego zaczęłaś blogować?
2. Jakie blogi lubisz najbardziej?
3. Twoja podróż marzeń?
4. Jakie są Twoje ulubione kosmetyki?
5. Czy masz jakieś hobby, pasje lub coś co lubisz robić najbardziej?
6. Wypad w góry czy nad morze?
7. Co zrobiłabyś z milionową wygraną?
8. Ulubiona książka lub autor książek?
9. Pomysł na romantyczny wieczór?
10. Co Cię relaksuje i odpręża lub rozwesela i poprawia humor?
11. Najpiękniejsze wspomnienie?

sobota, 23 listopada 2013

Jak szybko zajść w ciążę - "przydatne" rady

Będąc na urlopie i wykorzystując brzydką pogodę na 3h spacer oraz późniejsze całodzienne leżenie pod kocem z komputerem  przeglądałam czeluści internetu.

I na forum znalazło się owo pytanie w tytule, które mocno mnie zdziwiło.
Jak to "jak szybciej zajść w ciążę?"

No, bo jak można zajść szybciej niż nasz wewnętrzny zegar pozwala?
Jest owulacja, jest jajeczko, jest plemnik - może się uda? 
- takie jest moje zdaniem, ale, że byłam ciekawa i zaczęłam zgłębiać temat, czytać fora, czytać "artykuły"

Powiem szczerze - strata czasu, który powinno się poświęcić na czułościach z ukochanym.

Rady padały różne:
- pozycje,
- dni,
- częstotliwość,
- dieta,
- zmiana myślenia,
- ruch,
- odstawienie kawy
- itd.

Moim skromnym młodym i jeszcze głupiutkim zdaniem to po prostu trzeba się ze sobą kochać, cieszyć bliskością i nie myśleć o tym, że chce się zajść w ciążę tylko robić swoje i się nie zastanawiać.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić?
No tak, to wiem.
"Jak  można nie myśleć jak się chce i jak świadomie, z pełną determinacją stara się o dziecko, może nawet nie pierwszy cykl?"
Tak, tak wiem o co chodzi, ja też na początku myślałam i myślałam:
Choroba - a co jak zaszłam? A tu zabolało - co to? Mam jakiś płyn nad jajnikiem - a może nie zajdę przez to? Jest powiedzmy X.11. - nie było nic, byliśmy zmęczeni, ale czy to nie był błąd czy aby nie przegapiliśmy "TEGO" dnia, itd? 
Tak też jest z tymi "rozterkami chcących być mamą" na wielu forach...
...a potem jest kolejna faza pytań kobietek: 
zaszłam/nie zaszłam, udało się/ nie udało, mogę być/ nie mogę, jestem/nie jestem, test zrobić? ale już/nie już, a może jednak i zauważam, że wśród tych kobiet jest napięcie, nerw, stres i zniechęcenie...
Koniec końców - zwariować można.

Jak tak sobie to wszystko poczytałam to wyluzowałam.
Co ma być to będzie.
Odniosłam też niemiłe wrażenie, że te "forumowe panie" same wpędzały się w kozi róg. 
Nakręcały się, stresowały, rozmyślały i wiele było na ich rozterki odpowiedzi, że mają przestać myśleć oraz że najlepiej to jak dziecko jest z wpadki, że jak się nie myśli to się zachodzi a jak się myśli to się blokuje, itp. 
I coś w tym jest, bo czytając to stwierdziłam, że one są po prostu niesamowicie zestresowane faktem starania się o maleństwo, wszystkim co się wiążę z tym, a jak wiadomo powszechnie nadmierny stres niczemu dobremu nie sprzyja. 
(Może coś w tym jest, a nawet na pewno, bo i o takich sytuacjach czytałam, że było nawet In Vitro i nic, a jak dali sobie na spokój to po jakimś czasie okazało się, że będą rodzicami i to... bliźniaków.)

Ustosunkowując się do tych rad i reasumując rozważania o owych "sposobach na szybsze zajście w ciążę" 
trzeba pamiętać, że szybciej w ciążę niż organizm na to nie pozwoli to się nie zajdzie, ot cykl trwa tyle i tyle, owulacja jest kiedy jest i jak jest wszystko ok fizycznie, z hormonami itd to trzeba po prostu "robić swoje" i cieszyć się z tego.
- warto wiedzieć kiedy się ma owulację, to pomaga wstrzelić się w "TEN" czas.
- czy aby na pewno potrzebne są nam suplementy diety, czy faktycznie mamy niedobory powinien stwierdzić lekarz,
- zdrowy styl życia, a więc dieta i ruch zawsze są ważne, bo zdrowe ciało to wiadomo najlepszy dom dla nowego człowieczka,
- pozycje - nie dajmy się zwariować, bo chcemy mieć dziecko to będziemy się tylko tak kochać - co to, to nie! seksem trzeba się cieszyć :)
- częstotliwość - w sumie fajnie by tak było codziennie o ile macie na to chęć i siły oraz przynosi Wam to przyjemność, ale trzeba też pamiętać, że nic na siłę, a plemniki nie zające nie uciekają wszystkie na raz i żyją sobie jeszcze "w nas" jakiś czas więc codziennie być nie musi.

I pamiętajcie najważniejsze by czerpać z tego okresu starać maksymalną przyjemność z bliskości z partnerem, bawić się, dużo przytulać i myśleć tylko o czymś przyjemnym.
A żeby myślenie nie dopadło zajmijcie swój czas (może, jak ja pisaniem bloga) lub po prostu weźcie coś co Was zrelaksuje i zajmie Wasze myśli na długo, a potem spędźcie z ukochanym przemiły czas wychodząc np. na randkę lub biorąc wspólną kąpiel/prysznic :)

fajny artykuł, który warto przeczytać!

Kończąc temat zachęcam do przeczytania artykułu, który znajdziecie klikając zdjęcie lub w linku pod nim :)
Miłej lektury!


czwartek, 21 listopada 2013

Palenie w ciąży

Ciekawa jestem dlaczego u nas nie ma takich kampanii?
Polecam obejrzeć:

A tu jeszcze inne przykłady szokujących kampanii społecznych:



Ja jestem za pokazywaniem skali problemów, szczególnie na palenie w ciąży jak i przy dzieciach. 
Drażni mnie widok kobiet spacerujących z wózkami i palących, a nawet gorzej wydychających ten dym wprost do wózka dziecka...

sobota, 16 listopada 2013

Domowy syrop na odporność / przeziębienie

O syropie wspomniałam w ostatnim wpisie [klik] odnośnie przeziębienia i rozterek nim wywołanych.
Niemniej jeśli chce ktoś wzmocnić swoją odporność i zarazem wspomóc się w walce z przeziębieniem to ten syrop jest jak znalazł.

Przeziębienie a zapłodnienie

Ostatnio czasy troszkę rozchorowałam się (znów), ale na całe szczęście obyło się bez lekarza :)

Ponownie miałam problemy z migdałkami, temperaturą i ogólnym rozbiciem.

Choroba zbiegła się w czasie z okresem okołoowulacyjnym jeśli tak to mogę nazwać.
Podwyższona temperatura skutecznie przeszkodziła mi w wytropieniu termometrem i NMPR ( o których pisałam TU)

Przez to zaczęliśmy się z mężem zastanawiać "A co jeśli doszło do zapłodnienia a ja się przeziębiłam? Jakie leki mogę brać, a jakie nie?"
Fakt może na wyrost, ale z drugiej strony lepiej dmuchać na zimno.

Znów poszedł w ruch wujek google oraz pytania do mamy itd.
Cóż mama za dużo mi nie pomogła, sama nie wiedziała.
A wujek google podpowiedział, że:
Do ok. 14 dni po zapłodnieniu czyli do dnia w którym ma być okres i kobieta najczęściej nie wie, że jest w ciąży, zapłodniona komórka jajowa ma zdolność do regeneracji. Co oznacza, że nie powinnyśmy się obawiać, gdy zdarzy nam się wypić jakiś alkohol, czy właśnie brać leki z apteki na przeziębienie. Przykładowy artykuł można przeczytać tu [KLIK]

Mnie to osobiście w miarę uspokoiło, ale że nie do końca daję wiary artykułom w internecie, więc wolałam do minimum zejść z lekami z apteki.

Co mi pomogło (i pomaga nadal)?
Sok z malin, sok z czarnego bzu i sok porzeczkowy,

witamina C,

wysmarowanie się na noc maścią rozgrzewającą - VapoRub

na gorączkę - zwykły apap

Gorąca kąpiel - wypociłam się i wygrzałam za wszystkie czasy i od razu śmignęłam do łóżka - wstałam rano bez bólu gardła i bez gorączki. (ból gardła wrócił wieczorem).

A na koniec myślę, że również najbardziej pomocny przy przeziębieniu, osłabienia a zarazem naturalny lek:
- domowy, niegdyś znienawidzony syrop na przeziębienie z czosnku, cebuli, miodu i soku z cytryny. Teraz biorę go dwa razy dziennie po łyżce stołowej profilaktycznie na wzmocnienie odporności.
Przepis wrzuciłam w tym poście [KLIK] , aby było go łatwo znaleźć :) W tamtym roku pomógł mi uporać się z okropnym przeziębieniem i potem uchronił mnie do wiosny przed chorowaniem, więc warto przełamać się i zażywać regularnie w okresie jesienno-zimowym. (to temu ostatnio u lekarza sam czosnek czułam)

I choć nie wiem czy nam się uda czy nie, to i tak wolę ograniczyć ilość leków, bo po dwutygodniowej anginie w październiku po prostu też obawiam się o swój żołądek.

wtorek, 12 listopada 2013

Czy i jak przygotować się do ciąży - luźne przemyślenia.

Gdy wraz z mężem podjęliśmy tą jakże ważną decyzję o powiększeniu rodziny, zaczęłam zastanawiać się jak powinnam się przygotować do ciąży.

Przeszukując z pomocą wujka Google czeluści Internetu , znalazłam masę artykułów oraz forum, gdzie pada właśnie to pytanie.

Po przeczytaniu kilku z tych artykułów stwierdziłam, że w każdym jest prawie to samo i opiera się na dobrze znanych nam zasadach.
Dlaczego więc poruszam ten temat
Właściwie, bo zastanawiam się nad sensem, potrzebą tych porad, przeraziłam się też trochę i chciałabym spisać w skrócie to co wszędzie radzą.

Najpierw przytoczę owe „rady i zalecenia” dla przyszłych ciężarnych:

  1. Odstawienie antykoncepcji hormonalnej – myślę, że każda kobieta myśląca o ciąży by na to wpadł.
  2.  Wybrać ginekologa – owszem to ważny krok, jednak myślę, że ciężko mówić o wyborze gdy w np. małym miasteczku raptem przyjmuje tylko dwóch ginekologów (jeden na NFZ, drugi prywatnie). Mimo wszystko uważam, że dobrze jest zrobić „wywiad środowiskowy” by wybrać odpowiedniego dla siebie ginekologa.
  3. Podstawowe badania : cytologia, morfologia krwi, badanie tarczycy, a przy częstych infekcjach układu moczowego- również badanie moczu. Partner też powinien zadbać o badania.
  4. Szczepienia – nawet na pół roku przed poczęciem.
  5. Wizyta u dentysty.
  6. Suplementacja – o ile nie każda kobieta potrzebuje dodatkowej suplementacji witaminami i minerałami, o tyle każda kobieta powinna przynajmniej 3m-ce przed poczęciem i w trakcie pierwszego trymestru przyjmować kwas foliowy.
  7. Zrzuć nadwagę – i tu zaczyna się temat rzeka, bynajmniej w moim przypadku. Nie jest łatwo zrzucić nadprogramowe kg.
  8. Zmień dietę – odrzucić używki, zadbać o zdrową i dobrze zbilansowaną dietę.
  9. Ruch to zdrowie! – Czy zauważyłyście , że gwiazdy bardzo szybko wracają do figury sprzed ciąży, a ogólnie ciążę znoszą dość dobrze i długo są „na chodzie” – to podobno duża zasługa ćwiczeń i wysportowanego ciała. Nie polemizuję, przyjmuję to jako pewniak J
  10. Ciesz się seksem – to najfajniejsza porada jaką znalazłam J


Co mnie przeraziło w tym wszystkim – nie ilość porad, ale ich błahość typu – ciesz się seksem, odstaw antykoncepcję… Czy naprawdę kobieta świadomie planująca zajście w ciążę potrzebuje porad tego typu i innych np. że powinna odstawić używki czy pójść do ginekologa. A porady zdrowe odżywianie, odpowiednia waga, ruch to przecież podstawy zdrowego stylu życia.

Poraziło mnie też to, że w wielu artykułach pisze, że do ciąży powinno się przygotowywać ponad rok, pół roku a minimalnie 3m-ce.

Przytaczając moją osobę jako przykład:
 - Jeszcze rok temu myślałam tylko o znalezieniu pracy, dziecko nie wchodziło w grę.
 - Potem były różne perypetie i wcale nie byłam pewna czy chcę już być mamą, czy nie lepiej wstrzymać się, korzystać  z życia, pojechać za granicę itd.
 - A teraz kiedy już podjęliśmy ta decyzję, kiedy jestem pewna, że „TAK, chcę być mamą” to chcę być mamą jak najszybciej, nie chcę czekać roku, 6ciu czy 3m-cy, zanim zaczniemy starania, bo nie wiadomo jak szybko uda mi się zajść w ciążę, a to znów oznacza dalsze czekanie.
O dietę zawsze starałam się dbać, używki to kawa, którą już odstawiam, alkohol piję mniej niż sporadycznie, nie palę, dbam o różnorodność posiłków i dużą ilość warzyw.  Staram się być aktywna. Ogółem staram się prowadzić zdrowy tryb życia, ale nie zrobiłam jeszcze badań, bo ponad miesiąc czekam do ginekologa w kolejce na nfz. Kwas foliowy biorę od trzech tygodni.  

A teraz mam wiele dziwnych pewnie pytań:
Czy naprawdę trzeba tyle czasu przygotowywać się i dopiero starać, czy można już się starać mimo początku przygotowań? Czy serio przygotowywanie się do ciąży ponad rok będzie miało aż tak wielki wpływ na moją ciążę? 
Jak to w końcu jest, czy każde zalecenie trzeba spełnić by móc się starać o dziecko?
Jak to wszystko rozumieć z tym przygotowywaniem się, planowaniem itd.
Przecież w przygotowaniu się do ciąży powinni pomagać nam lekarze, ale też dużo powinnyśmy my same wiedzieć. Wiadomo, to są przygotowania do ciąży, wiele osób planuje ciąże, ale wiele też jej nie planuje.


Podsumowując,  gdybym tylko myślała, pewne by nie powstał ten blog.
Czuję, że teraz jest najlepszy dla mnie moment i właśnie na swoją intuicję się zdaję, bo kto jak nie ja sama będzie wiedzieć lepiej czy to jest dobry moment.

I tak kończąc już temat rzekę o przygotowaniach do ciąży skwituję to takim moim przemyśleniem – każda kobieta musi działać zgodnie z jej własną kobiecą intuicją, bo to jakie przygotowania i w jakim czasie podejmuje kobieta to sprawa bardzo indywidualna. Jedna osoba planuje dużo na przód, inna jest raptusem jak ja.
Jedno wiadomo, nie zawsze plany się udają.
Życie samo pisze scenariusz dla każdego.
Wiele kobiet zachodzi w ciążę zanim zdąży pomyśleć o niej, inne mimo idealnego przygotowania nie mogą zajść w ciążę.

A jak to było z Wami, przygotowywałyście się, planowałyście czy po prostu zaszłyście w ciążę?






piątek, 8 listopada 2013

Naturalne metody planowania rodziny

Pisząc w pierwszym poście o przygotowaniach do ciąży wspomniałam o mierzeniu temperatury i naturalnych metodach planowania rodziny.

Nie będę się rozpisywać na czym one polegają, jakie są ich plusy i minusy ogółem, bo nie o to chodzi. Te wiadomości każdy znajdzie sobie przy niezawodnej pomocy Wujka Google.
Chciałabym przedstawić Wam moją historię z NMPR.

Pierwszy raz o tych metodach usłyszałam na lekcjach religii w ramach nauk przedmałżeńskich, ale wtedy nie zastanowiłam się nad tym, bo ani nie miałam chłopaka ani te sprawy mnie nie dotyczyły ani nie interesowały zbyt szczególnie, bo byłam zdania, że jak przyjdzie czas to się douczę w tym kierunku. Dla mnie wtedy antykoncepcja i planowanie rodziny nie były ważne, bo myślałam o maturze, studiach i o tym by w ogóle mieć chłopaka :)

Bliżej o NMPR dowiedziałam się od bratowej, która po ślubie z moim bratem bardzo dokładnie mi wytłumaczyła na czym owe metody polegają. Dała mi podręcznik do przeczytania i powiedziała, jakie są plusy dla kobiety, dla związku właśnie dzięki tym metodom.

Pamiętać trzeba, że owe metody nie są dla każdego i nie można ich nazywać metodami antykoncepcyjnymi.
Co mnie przekonało do wypróbowania tych metod?
Argument, że lepiej poznam swoje ciało, będę widziała czy coś złego się nie dzieje.
W moim przypadku za tymi metodami było tez regularne miesiączkowanie, co sprzyja stosowaniu NMPR oraz mój chłopak.

Kiedy już teorię opanowałam, zaczęłam praktykę. Zdecydowałam się na metodę termiczno-objawową, choć nie opanowałam rozpoznania szyjki macicy, tylko postawiłam na obserwację śluzu i ciała.
Moje początki były dość śmieszne, bo kazałam mojemu mężczyźnie co rano puszczać mi sygnał, bym nie zapomniała zmierzyć temperaturę, często na początku przysypiałam z termometrem (rtęciowym owulacyjnym) i złościłam się, że znów nie mam pomiaru.
Patrząc na swój zeszyt z wykresami to pierwsze dwa miesiące były pełne dziur.
Potem kupiłam sobie termometr elektryczny i wypracowałam również przyzwyczajenie pobudki o tej samej porze, pomiaru temperatury i często zaśnięcia. Zdarzało mi się, ze zasypiałam z termometrem jak nie usłyszałam dźwięku końca pomiaru, ale już nie martwiłam się tym, bo ten elektryczny ma wbudowaną pamięć ostatniego pomiaru. Ponadto służy mi on do dziś i jestem z niego bardzo zadowolona :)
Dla mnie ta metoda była stosowana nie jako antykoncepcja lecz jako doświadczenie i wyzwanie lepszego poznania siebie.

Temperaturę mierzyłam prawie 1,5roku , później tylko do niej wracałam na parę miesięcy, bo tryb życia studentki dwóch kierunków dziennych nie sprzyjał pamiętaniu o zmierzeniu temperatury.

Co dało mi to 1,5roku?
Myślę, że dużo.

Poznałam swoje ciało,
wiedziałam kiedy nadchodzi choroba,
to samo było z infekcjami, dzięki czemu mogłam szybko zadziałać.
Wiedziałam, że nie muszę się martwić bólem jajnika, bo właśnie zbliżała mi się owulacja,
podobnie byłam przygotowana na okres.
Zaczęłam zwracać uwagę na sygnały jakie wysyła moje ciało i ta wiedza do tej pory procentuje.
przekonałam się, że metoda kalendarzyka to bujda na resorach, bo w moim przypadku cykl trwa od 31 do 36dni a owulacja jest na 10-12 dni przed okresem, a nie jak standard przyjmuje około 14dnia cyklu, łatwo spojrzeć, że z stosując tylko tą metodę jako antykoncepcję szybko byśmy doczekali się potomstwa. Aczkolwiek jak już wspomniałam NMPR to metoda planowania rodziny a nie antykoncepcja.


Ostatnimi czasy właśnie w związku z decyzją o dziecku wróciłam do pomiaru temperatury, by wiedzieć, że z moim cyklem jest wszystko ok.
I znowu jest trudność porannego mierzenia, ale już powoli wdrażam się.
Wiem, że jeszcze za wcześnie na to bym zaszła w ciążę, ale mam nadzieję, że w odpowiednim czasie nam się uda. Plus jest jeszcze taki, że powinnam bez robienia testu wiedzieć że się udało :)


Nie twierdzę, że jest to metoda dla każdej osoby, nie twierdzę też, że nie ma ona minusów, jednak jeśli ktoś chce poznać swoje ciało, to w którym momencie cyklu ma owulację, czy wydzielina jest prawidłowa i czy powtarzający się ból w podbrzuszu oznacza chorobę czy po prostu owulację to zachęcam do niej i do wytrwałości, bo dopiero po pół roku można powiedzieć coś więcej, a po swoim doświadczeniu wiem, że rok to idealny okres aby dobrze się poznać i nauczyć słuchania tego co sygnalizuje nasz organizm.

I na koniec jeszcze raz zaznaczę, że jak sama nazwa mówi: Naturalne Metody Planowania Rodziny są metodami planowania rodziny a nie metodą antykoncepcyjną. I jak wiadomo powszechnie żadna metoda antykoncepcyjna ani planowania rodziny czy "naturalna antykoncepcja" jak czasem słyszy się o NMPR, nie jest w 100% idealna, każda ma swoje plusy i minusy, każda ma swoich zwolenników i przeciwników, osobiście gdy nie chciałam zajść w ciążę nie polegałam tylko na metodzie objawowo-termicznej, owszem znajomość siebie i swojego cyklu była pomocna, ale zawsze była inna antykoncepcja.

A teraz zostaje nam działać w odpowiednim czasie i czekać na efekt. Zobaczymy czy faktycznie dzięki tej znajomości siebie uda nam się szybko zbroić dzidziusia :)

Brokułowe rolady

Brokułowe rolady


Jakiś czas temu zrobiłam dla męża szybki i bardzo smaczny obiad,
a pomysł znalazł się sam, bo miałam ugotowany brokuł :)


Brokuł posiekałam, dodałam pokrojoną cebulę cukrową, pomidory, twarożek wiejski, ser żółty i pokrojoną wędlinę, a do tego  rozkłócone jajko z odrobiną mleka i przyprawami (solą, pieprzem).
Taki farsz rozłożyłam na cieście francuskim i zawinęłam w rolady.


Roladki umieściłam w rozgrzanym piekarniku i upiekłam na złocisty kolor.


Tak prezentowały się po upieczeniu.


Do roladek zrobiłam sałatę lodową z pomidorami i oliwkami oraz sosem sałatkowym greckim.

Tak prezentował się nasz obiad i jeszcze lepiej smakował :)


Smacznego!


wtorek, 5 listopada 2013

Imię dla dziecka

Każdy rodzic w mniejszej lub większej mierze zastanawia się nad imieniem dla swojej pociechy.
Większość rodziców chce by ich dziecko miało ładne, pasujące do charakteru, nazwiska, a także niekoniecznie często spotykane imię.

Dla każdego inne imię będzie ładne, bo to jest kwestia gustu, a z gustami się nie dyskutuje. 
Wiadomo, że dla jednych ładnym i idealnym  imieniem dla ich pociechy będzie np. Anna a dla innych Stanisława czy Jessika.

Osobiście jestem przekonana do imion, które pasują do nazwiska więc jakoś nie jestem za dawaniem dzieciom imion wprost z amerykańskiego serialu, jednak jak wiadomo to kwestia gustu, ale też i uwarunkowań |(np. gdy ktoś mieszka za granicą,).
 Suma summarum dla mnie imię i nazwisko musi współgrać by ładnie brzmieć. 


Jakie imiona lubię?
- Klasyczne (jeśli tak można to nazwać, dla mnie bynajmniej są to imiona, które istnieją dłuższy czas w języku polskim, nie są to na pewno Jessiki, Aarony, Iwo i inne tego typu), 
- niekoniecznie totalnie oryginalne ( Elvis, Europa, Dąbrówka, Koko, Xavier, Ronald...)
- rzadziej spotykane, niekoniecznie popularne w danym momencie.
W skrócie lubię imiona proste i polskie.

Moim zdaniem nadanie imienia dziecku jest jedną z ważniejszych decyzji  jakie podejmuje się w związku z przyjściem maluszka na świat. To właśnie imię będzie ono nosiło do końca życia ( przyjmując,że po osiągnięciu pełnoletniości tego imienia nie zmieni), dlatego trzeba dobrze zastanowić się nad tym czy to imię w przyszłości nie będzie powodem do kpin ze strony rówieśników lub niewybrednych żartów.


Często spotkać się można z wybieraniem imion w czasie ciąży, gdy przyszli rodzice znają już płeć lub planują zestaw imion dla chłopca i dla dziewczynki, by gdy już dowiedzą się o płci mówić o swoim jeszcze nienarodzonym dziecku po imieniu.
My (ja z mężem) już dawno temu rozmawialiśmy nad imionami, które nam się podobają. 
Szybko? 
Nie sądzę.
 W naszym wypadku było to w formie zabawy, marzeń i sprawdzania swojego gustu.
Dzięki tym zabawom mamy już obrane kilka imion choć dla nas i tak najważniejsze by mieć dziecko i by było zdrowe, a reszta z czasem sama przyjdzie.


Po tych zabawach myśląc o naszym potomku spisałam sobie imiona, które mi się podobają.

Zależało mi też, by nie były to imiona popularne w danym czasie, bo mimo, że Lena, Antoni, Julia, Zuzanna itd. są ładnymi, prostymi i jak dla mnie "klasycznymi" imionami, tak nie chciałabym nadawać imienia dziecku "bo modne".

Jakie imiona wybrałam?
A takie:
Alina
Alojzy ( po dziadku męża)
Amelia 
Artur
Anastazja (po prababciach mojej i męża)
Bartosz
Aurelia
Edward/Edmund (ach te książki)
Halina
Eryk
Irena
Filip
Izabela
Grzegorz
Konstancja
Ignacy
Kornelia
Igor
Luiza
Konstanty
Marzena Miłosz
Renata
Radosław
Rozalia
Rafał
Wiktoria (znów po mojej prababci i babci męża) Szymon ( po pradziadku)
Zofia Witold



Z tej tabeli ubyło już kilka imion, które np. są w naszej najbliższej rodzinie lub też z innych powodów przestały być aktualne do nadania potomstwu. M.in. są to takie imiona jak: Gabriela, Michał, Laura (dzieciaki moich braci), Michalina, Emilia, Paweł, Marek i parę innych.

Te pogrubione imiona również podobają się mojemu ślubnemu. Poza tym reszta podoba mi się okresowo. 

Obecnie najbardziej podoba mi się imię Artur dla chłopca, a dla dziewczynki Rozalia. Jeszcze dwa miesiące wcześniej byłam na etapie Marzenki i Igorka dlatego śmiem twierdzić, że jak już będę w tej upragnionej ciąży to jeszcze z kilkanaście razy zmienię koncepcję imienia dla naszego pierwszego dziecka. Właściwie znając życie i własne perypetie z poważnymi decyzjami to najprawdopodobniej imię wybierzemy gdy zobaczymy nasze maleństwo na świecie.

Ciekawa jestem jak inni wybierają imiona dla swoich dzieci.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Na dobry początek...

Moim wielkim marzeniem jest posiadanie dziecka, ciąża, przyjęcie na świat i wychowanie naszego wspólnego maleństwa. Powiększenie i uzupełnienie naszej małej nowej rodziny.

Jesteśmy małżeństwem od ponad roku. Wiele się wydarzyło od dnia naszego ślubu. Były dobre i złe chwile, był staż, praca i bezrobocie z wyboru, ale szkoda o tym pisać. Odcięliśmy się od tego co było. Daliśmy sobie czas na to bym znalazła pracę, a jeśli ta data minie to myślimy o dziecku.